Historia Carrolla - część I

Jest około 17:40, 9 stycznia 2009 roku i Newcastle United ma poważne kłopoty. Klub, który wygrał zaledwie pięć spotkań przez cały sezon i był dręczony przez pozaboiskowe problemy przegrywa właśnie z West Hamem na ST James’ Park 2:1 i cierpliwość Toon Army za chwilę się wyczerpie.

Bardziej z płonną nadzieją, niż rzeczywistym oczekiwaniem efektu Damien Duff posyła dośrodkowanie w pole karne, jak bezskutecznie czynił przez cały mecz. Tym razem jednak piłką ląduje na młodej, walecznej głowie z warkoczykiem i wpada prosto do bramki Greena.

Witaj w Premier League, Andrew Thomasie Carrollu.

Patykowaty napastnik cztery dni wcześniej skończył 20 lat i został bezlitośnie wyśmiany przez kolegów z drużyny kiedy pokazał się w szatni z nową fryzurą. Mecz z West Hamem był jego pierwszym na własnym boisku Newcastle, a gol z 78. minuty pierwszym trafieniem dla rodzimego klubu. Po siedzeniu na Jackie Milburn Stand i marzeniach o pójściu w ślady Alana Shearera, Carroll wreszcie spełnił sny z dzieciństwa.

- To było najlepsze uczucie na świecie – mówił po fakcie – Coś, co będę wspominał całe życie i o czym marzyłem od małego.

- Nie bardzo wiedziałem, co mam robić. Podskoczyłem w górę i wyciągnąłem pięść w powietrze trzymając emocje w sobie, ale to naprawdę mnóstwo dla mnie znaczyło.

Pojawienie się na arenie Andy’ego nie pomogło za bardzo Newcastle. Cztery miesiące później Sroki spadły z Premier League wygrywając tylko dwa z pozostałych 17 spotkań.

Coraz ciemniejsze chmury zbierające się nad Tyneside zdawały się omijać Carrolla. Kiedy sezon był już właściwie stracony, zaliczył 16 występów w pierwszej drużynie i trzykrotnie wpisał się na listę strzelców. Zmierzał ku grze w Championship, ale zdobył już pierwsze szlify w najlepszej lidze świata.

Urodzony 6 stycznia 1989 roku w Gateshead razem z ojcem, matką i dwoma braćmi (którzy przychodzą na jego każdy mecz) od zawsze był maniakiem Newcastle. Zanim klub dostrzegł jego potencjał, Andy przez trzy lata podawał piłki na ST James’ Park, grając jednocześnie w lokalnym Low Fell Juniors, skąd wyłuskali go trenerzy Srok.

Alan Jarvis, trener słynnej drużyny Wallsend Boys, skąd wywodzą się tacy piłkarze jak Peter Beardsley, Michael Carrick i Shearer jako pierwszy polecił Carrolla szefowi naboru w Newcastle. Jarvis widział, jak młodzik bez trudu mija jego graczy i od razu dostrzegł jego wyjątkowe umiejętności.

- Był małym, uzdolnionym lewym pomocnikiem z wielkim talentem. W życiu bym nie powiedział, że wyrośnie z niego napastnik o wzroście 191 centymetrów.

- Wiedziałem, że jest w nim coś specjalnego. Po prostu wyróżniał się spośród wszystkich innych zawodników.

Zainteresowany był także Sunderland, ale od początku był tylko jeden klub, do którego młody Carroll chciał trafić.

Dołączył do Newcastle United w wieku 11 lat i zaraz po przybyciu został cofnięty aż na pozycję lewego obrońcy. Dopiero wprawne oko byłego szefa akademii Newcastle, a obecnie asystenta menedżera, Johna Cartera i gwałtowny wzrost w wieku 15 lat pozwoliły mu wrócić w dawne miejsce i pełni zaangażować się w wydarzenia na boisku, czyniąc go środkowym napastnikiem.

- To się często zdarza. Ci gracze, którzy są lewonożni często są proszeni o wykonywanie pracy dla drużyny w innym miejscu na boisku – mówił Carver.

- Ustawiliśmy Andy’ego w linii defensywnej, bo brakowało nam lewych obrońców. Na koniec sezonu miała zostać podjęta decyzja na temat jego przyszłości i kilku trenerów uważało, że jest za słaby. Inni przekonywali, że należy mu się szansa i w efekcie decyzja o przyznaniu dwuletniego stypendium spoczęła na moich barkach.

- Nie możesz dobrze kogoś ocenić, jeżeli nie gra na swojej naturalnej pozycji. Na szczęście widziałem wcześniej, jak radzi sobie z przodu i nie potrzebowałem wiele czasu do namysłu.

Szybka decyzja, która przyniosła szybkie i wymierne efekty. Podobnie jak w latach siedemdziesiątych Malcolm MacDonald, również grający z dziewiątką napastnik, Andy Carroll zmienił się z lewego obrońcy w agresywnego snajpera, stylem gry przypominającego legendarnego Shearera.

Carver widzi w młodym Angliku cechy innego piłkarza.

- Sir Bobby Robson zawsze mówił, że aby ocenić wartość zawodnika musisz pomyśleć, czy chciałbyś grać przeciw niemu. Jeśli dobrze ci się grało naprzeciwko rywala, nie może on być najlepszym piłkarzem świata.

- Idolem Andy’ego od zawsze był Alan Shearer, dla mnie jednak jest on klonem Duncana Fergusona.

- Żaden obrońca nie cieszy się na myśl o pojedynku z Andym. Dominuje nad obrońcami, jest twardy i waleczny, nie daje im ani chwili spokoju. Zdecydowanie zdałby test sir Bobby’ego.

Nie był to jedyny egzamin, jak Carroll musiał zdawać w swoich młodych latach. Będąc zawsze celem dośrodkowań, Andy usilnie starał się poprawić umiejętności gry po ziemi. Chodził na dodatkowe treningi mające pomóc w rozwinięciu większych zdolności technicznych.

Była gwiazda Newcastle i Liverpoolu, Terry McDermott obserwował energicznego napastnika w czasie pracy w rezerwach Newcastle z Lee Clarkiem i nie miał wątpliwości, że bez trudu dostanie się on do pierwszej drużyny.

- Po samym jego wzroście i wyglądzie można było zobaczyć drzemiący potencjał. Sprzeciwiłbym się jednak każdemu, kto powie, że Andy miał ułatwioną drogę do Newcastle i zostania piłkarzem, jakim jest dzisiaj.

- Wiedzieliśmy, że ma dużą szansę zostać świetnym graczem, ale nikt nie mógł tego stwierdzić na 100%. Dlatego właśnie poszedł na wypożyczenie do Preston.

- Zwykle ćwiczyliśmy uderzenia i woleje. Był w stanie trafić w samo okienko z 30 metrów aby minutę później kompletnie minąć się z piłką. Razem z Lee rozmawialiśmy o jego technice. Miał talent, ale chodziło o przystosowanie się i ciężką pracę nad postępem.

Postęp rzeczywiście nastąpił. W listopadzie 2006 został najmłodszym debiutantem Newcastle w rozgrywkach europejskich. Kiedy pojawił się na boisku jako rezerwowy w meczu Pucharu UEFA z Palermo miał zaledwie 17 lat i 300 dni. Pierwszy występ w lidze nastąpił w lutym przeciwko Wigan, a w tym okresie Carroll jednocześnie napędzał ekipę Srok w dotarciu do półfinału FA Youth Cup 2007. Dla rezerw zaczynał być prawdziwym talizmanem.

- Pamiętam jeden mecz na Riverside z Middlesbrough – wspomina McDermott – Nie dało się przeciwko niemu grać. Strzelił trzy bramki przeciwko kilku naprawdę dobrym i doświadczonym graczom i przez cały mecz był fantastyczny. Stawał się lepszy z każdym dniem.

Dorastający napastnik zwrócił na siebie uwagę przedstawicieli drużyny narodowej. W swoim debiucie dla reprezentacji U-19 we wrześniu 2007 roku Carroll strzelił bramkę, a jego drużyna wygrała z Białorusią 4:0.

W tym czasie reprezentował on barwy Preston, gdzie dołączył na półroczne wypożyczenie.

Trener Lillywhites, Paul Simpson po dopięciu umowy stwierdził, że to „świetny cel w polu karnym i chłopak z workami talentu”. Po serii słabych meczów w wykonaniu nowej drużyny Carroll opuścił klub w listopadzie.

Nowy trener, Alan Irvine miał w planach wywarcie swojego wpływu na drużynę i w nie było w nich miejsca dla szukającego doświadczenia napastnika. Andy udał się w drogę powrotną na północ strzeliwszy dla Preston tylko jednego gola, naturalnie z główki.

- Zanim odszedł, zaprosiłem go na rozmowę – mówi Irvin.

- Powiedziałem, że może być tak dobry, jak tylko zapragnie, jeśli tylko w 100% poświęci się piłce i zachowa się profesjonalnie.

Szczęśliwie dla Carrolla, nie tylko Irvin widział przed nim wspaniałą przyszłość. Pobyt w Preston nie udał się może tak, jak zawodnik by oczekiwał, natomiast po powrocie na Tyneside w jego karierze można zobaczyć już same jasne punkty…

Autor: Nooldir Dodano: 12.03.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON