Historia Carrolla - część II

Niewiele jest klubów w piłkarskim świecie, które tak szanują swoich zawodników, jak Newcastle United. Szczególnie środkowych napastników.

Myśleć o napastnikach Newcastle, to widzieć Kevina Keegana stojącego na schodach St James' w 1995, odważnie udobruchującego szalejących fanów po sprzedaży Andy'ego Cole'a do Manchesteru United w środku sezonu. Albo o tysiącach Geordies (mieszkańcy regionu nad rzeką Tyne w północno-wschodniej Anglii) w deszczu witających Alana Shearera na improwizowanej prezentacji na dachu 18 miesięcy później. Począwszy od Jackie Milburna, Lena Schackletona i Hughie Gallachera, do nazwisk takich jak Malcolm MacDonald, Cole i Shearer, koszulka z numerem 9 była zawsze najbardziej czczoną na St James' Park.

Przez cały rok po haniebnej relegacji klubu z Premier League w 2009, słynna koszulka pozostała wolnym, nieużywanym, chorobliwym przypomnieniem o nieszczęsnej porażce.

Po drogich zawodnikach, którzy zawiedli i opuścili klub, jak Mark Viduka, Obafemi Martins i Michael Owen, menedżer Srok Chris Houghton - który otrzymał tę posadę tymczasowo, niespodziewanie, zamiast Shearera tamtego lata - odmówił przyznania numeru komukolwiek, podczas gdy Newcastle przygotowywało się do życia w bardziej surowych warunkach Championship.

- Nikt w klubie nie jest jej warty - brzmiało śmiałe oświadczenie Houghtona. Dorobek zaledwie 40 goli w 38 ligowych meczach w sezonie 2008-09 sugerował, że wcale nie był on daleki od racji.

Już po roku, krajobraz znacząco się zmienił. Houghton poprowadził drużynę w rekordowym sezonie, w którym Newcastle uzyskało promocję mając na koncie 102 punkty, 90 goli i zaledwie cztery porażki. Kiedy drużyna powróciła na przedsezonowe przygotowania po zasłużonych wakacjach, Houghton spotkał w swoim biurze gościa.

Andy Carroll nie tylko chciał koszulki z numerem 9, on się jej domagał.

- Wszedłem i zapytałem go o nią - powiedział Carroll. - Bardzo chciałem ją mieć. Wiedziałem, że mam za sobą dobry sezon.

- Mieliśmy kilka dni wolnego i kiedy wróciliśmy z powrotem, menedżer poprosił mnie na stronę i dał mi ją.

- Dorastałem przyglądając się Shearerowi. To była koszulka, którą chciałem nosić będąc chłopcem.

Tym razem nie było wątpliwości, że Newcastle znalazło wartościowy numer 9. Carroll był jedynym wyborem.

Newcastle zostało upokorzone podczas sezonu, w którym zespół spadł z Premier League, a następstwa tego były równie krzywdzące. Do odstrzału poszli piłkarze z największymi zarobkami - Owen, Viduka, Martins, Damien Duff, Geremi, Sebastien Bassong i Nicky Butt. Mike Ashley, krytykowany prezes, ciął koszty. Nie było wielkich transferów. To było nowe, skromne, niewidoczne Newcastle.

A Carroll miał być najważniejszą postacią. Upokarzająca porażka z Leyton Orient przed sezonem była jednak dla Newcastle zimnym prysznicem. Po tym spotkaniu pojawił się - na czele z Kevinem Nolanem, wkrótce mianowanym kapitanem klubu - kartel wpływowych zawodników. Jego rola? Zmienić atmosferę w szatni, rozwiać konflikty pomiędzy zawodnikami, zapewnić jedność i harmonię w drużynie.

Dla Carrolla był to idealny scenariusz, nawet jeśli odnalezienie właściwej formy strzeleckiej zajęło mu jakiś czas.

Po debiucie w młodzieżowej reprezentacji Anglii U-21 przeciwko Holandii w sierpniu - godne odnotowania osiągnięcie, zważywszy, że w tamtym czasie miał zaledwie dziewięć meczów w pierwszej jedenastce w dorosłej piłce - siedem meczów zajęło Carrollowi strzelenie pierwszego gola w sezonie (głową, podczas porażki z Blackpool) i miał zaledwie cztery gole w lidze na koncie przed końcem stycznia.

Jednakże jego występy łączyły się z solidną formą Newcastle. Byli w pierwszej dwójce Championship przez właściwie cały sezon, a na Carrollu - opisanym przez bramkarza Steve'a Harpera jako "niegrywalnym" po meczu przeciwko Sheffield United - opierała się cała gra zespołu.

A kiedy zima przechodziła w wiosnę, szczupły napastnik zaczął kwitnąć. Stworzył śmiertelnie groźny duet z Nolanem - od tamtej pory bliskim przyjacielem poza boiskiem - i trafił 13 razy w ostatnich 19 meczach Newcastle, włączając w to bramkę, która przesądziła o tytule dla zawodników Houghtona na wyjeździe z Plymouth Argyle, stwarzając niezliczenie wiele okazji swoim kolegom dzięki nieegoistycznej, agresywnej grze.

Terry McDermott uważa, że wkład Carrolla w sezonie, w którym Newcastle wróciło do Premier League jest umniejszony. Jego zdaniem 19 goli w tamtym sezonie to zasługa jego siły mentalnej i znacznie poprawionej techniki.

- Andy jest, zawsze był, zwycięzcą - powiedział McDermott. - Udowodnił to w the Championship w Newcastle.

- Na Andym ciążyła ogromna presja po przyjściu do zdegradowanego zespołu i przejęciu brzemienia gry na pozycji środkowego napastnika, jednak jest graczem, który zostawia serce na boisku i wspaniale sobie z tym poradził.

- Pokazał, że jest silny mentalnie i że ma wiarę we własne możliwości. To wymaga charakteru, a u niego go nie brakuje.

Potrzebował go, to fakt. Carroll zaznaczył swoją pozycję w futbolowym świecie występami na boisku, jednak poza nim zaczął pojawiać się w nagłówkach gazet z powodów nie przynoszących mu chwały.

Po aresztowaniu za napad we wrześniu 2008 roku dorobił się "police caution" (alternatywa dla postępowania sądowego praktykowana w Anglii, Walii i Hong Kongu - dop. red.), brał udział również w nieprzyjemnym incydencie na boisku treningowym z Charlesem N'Zogbią, jego ówczesnym kolegą z drużyny, kiedy Francuz zareagował na zbyt ostre wejście młodego Anglika. Joe Kinnear, prowadzący wówczas drużynę, zbagatelizował zajście jako nieporozumienie, chociaż N'Zogbia zmienił klub na Wigan na mniej niż dwa tygodnie później.

Nawet podczas rocznego pobytu w the Championship, jego kartoteka nie przestała rosnąć.

W grudniu 2009 roku doszło do kolejnego incydentu, po którym Andy znów został aresztowany za napad po tym, jak pewien mężczyzna oskarżył go o rozbicie szklanki na jego twarzy podczas kłótni z nocnym klubie. Carroll ostatecznie przyznał się do winy i w październiku 2010 został ukarany karą 1000 funtów i wypłacenia zadośćuczynienia poszkodowanemu w wysokości 2500 funtów.

Prawdopodobnie najbardziej niepokojąco, w marcu 2010 roku, przyszedł kolejny incydent na treningu, tym razem z udziałem Stevena Taylora. Rzekoma kłótnia miała mieć swoją przyczynę związaną z byłą dziewczyną Carrolla. Taylor skończył ze złamaną szczęką, w tamtym czasie groziło to wykolejeniem wózka Newcastle pędzącego ku Premier League. Taylor, zdenerwowany niekrytą niechęcią klubu do ukarania Carrolla, poprosił w późniejszym czasie o transfer.

Carroll, szczerze powiedziawszy, nie przyczynił się do przycichnięcia sprawy, dając się sfotografować na rapowym koncercie niedługo potem z obandażowanymi rękami. Newcastle jednak odmówiło publicznego komentarza, wkrótce potem to właśnie trafienie niepokornego napastnika okazało się jedynym w zwycięskim meczu przeciwko Doncaster Rovers w tamtym tygodniu.

Kontrowersje to nic nowego dla Carrolla. McDermott wspomina dzieciaka, który "zawsze wplątywał się rozróby" jeszcze w akademii i w zespole rezerw, jednak, jak właściwie wszyscy, którzy mieli styczność z nim podczas pracy trenerskiej, wypowiada się o jego pozaboiskowej osobowości tylko pozytywnie.

- Wplątał się oczywiście w jeden lub dwa incydenty, jednak zaufajcie mi, to dobry dzieciak - powiedział McDermott. - Mój syn Neale, który był kilka lat wyżej od niego w akademii Newcastle, jest jego przyjacielem i wypowiada się o nim bardzo dobrze, jako o człowieku.

- Jest dobrym chłopakiem z właściwym nastawieniem i twardo stąpa po ziemi. Nie ma u niego arogancji i poczucia wyższości. Kluczem w jego przypadku jest otaczanie się właściwymi ludźmi.

Obecność Nolana, bliskiego przyjaciela, który ma uspokajający wpływ na Carrolla poza boiskiem, bez wątpienia pomógł w tej kwestii. Carroll nie znalazł się na pierwszych stronach gazet przez żaden wybryk w ostatnich 18 miesiącach. Nawet sam bohater Alan Shearer pochwalił superstrzelca za uspokojenie młodzieńczych zabaw.

- Jest kilka spraw poza boiskiem, z którymi musi sobie poradzić - powiedział Shearer w marcu 2010. - Nikt nie jest idealny i wszyscy zrobiliśmy rzeczy, których żałujemy. Nie można jednak wciąż ich powtarzać, będąc w jego pozycji.

- Dostał szansę i wszystko jest w jego rękach. To dla niego dopiero start. Jest wciąż młodym chłopcem, grającym dla klubu, któremu kibicował będąc młodszym. Wyzwaniem jest kontynuowanie tego w przyszłym i kolejnych sezonach.

- Wykonał naprawdę dobrą robotę, ale to jego pierwszy sezon w dorosłej piłce z regularnymi występami. Wygląda jednak na to, że Newcastle uzyska awans i następny sezon zapowiada się być dla niego wielkim, jeśli wrócą do Premier League - skończył Shearer.

Na szczęście dla Newcastle, Carroll uwielbia wyzwania jak nic innego. Po zgarnięciu koszulki z numerem 9, buńczuczny napastnik wchodził w sezon 2010/11 zdeterminowany, by podążać ścieżką wydeptaną przez Shearera w jedyny znany mu sposób. Przez zostawienie śladu na defensywach w Premier League.

- Andy debiutował w mojej drużynie w Premier League od pierwszych minut (z Evertonem) w maju 2008 roku i muszę przyznać, że jest on prawdopodobnie jednym z trzech najlepiej grających głową piłkarzy, który kiedykolwiek widziałem w futbolu. Obrońcy nie lubią grać przeciwko takim graczom, bo są przez nich nokautowani. To środkowy napastnik grający w starym stylu - były menedżer Newcastle, Kevin Keegan.

- Pracowałem z Andym, kiedy był młodym chłopcem, a ja byłem w Newcastle i był to nieoszlifowany talent - Sam Allardyce.

- Kocha futbol, widzę to każdego dnia, kiedy trenuje i jest to coś, czego nie da się kupić. Kiedy patrzysz, jak spełnia się marzenie wszystkich, nie kupisz tego. Przeszedł całą tę drogę, jestem z niego dumny - Peter Beardsley, trener w akademii Newcastle.

- Carroll grał tak, jak my nazywamy to we Włoszech napastnik-pędzel. Dodawał kończące pociągnięcia pędzlem. Grał doskonale. Będzie cennym nabytkiem, ponieważ potrafi odnaleźć mniejszych graczy wokół siebie różnymi sposobami i zdążył już pokazać, że posiada świetny przegląd - Mistrz Świata Gianluigi Buffon pod wrażeniem przedsezonowego sparingu przeciwko Carrolowi w 2007.

- Byłem na świeczniku ze złych powodów. W drodze na niektóre spotkania Newcastle czytałem o sobie w prasie. Było tak, kiedy jechaliśmy na Arsenal, a ja strzeliłem zwycięską bramkę. Nie przejmuję się tym - Carroll potrafi ignorować negatywną prasę.

- Andy to jeszcze młody chłopak z wielkim talentem. Jest duży, ale bardzo dobrze radzi sobie również w parterze, ma dobrą kontrolę, jest bardzo silny w powietrzu i zapewni nam opcje w ataku - Kenny Dalglish zachwycony swoim nowym zawodnikiem.

Autor: Miler Dodano: 12.03.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON