Czy Carroll korzystał z usług agenta?

Andy Carroll, napastnik, który był bohaterem najgłośniejszego (po Fernando Torresie) transferu tej zimy, popadł w konflikt ze swoim byłym agentem, który brał udział w tej transakcji.

John W. Henry, gdy kupował Liverpool, postawił sprawę jasno - przed podjęciem pierwszej istotnej decyzji dotyczącej przyszłości klubu, Amerykanin zapozna się z realiami panującymi w angielskiej piłce. Jednak historia transferu Carrolla pokazała, że Henry został zmuszony do przyspieszonego kursu.

Według informacji Guardiana, były napastnik Newcastle stwierdził, że podpisał kontrakt w ostatnich godzinach okna transferowego ze swoim nowym pracodawcą bez pośrednictwa agenta - prawnik Richard Green oznajmił jedynie, że doradzał Carrollowi. The Reds natomiast korzystali z usług Davida Bromley'a, który został zatrudniony wraz z Damienem Comollim, odpowiedzialnym z za politykę transferową klubu.

Bromley nie jest bynajmniej znanym agentem piłkarskim - posiada licencję FIFA i pracuje dla grupy Centurion Sports Management zarejestrowanej w Maidstone w Kent. Firma ta nie posiada jednak swojej strony internetowej. Poza tym, nigdzie nie podano numeru służbowego współpracownika klubu. Na liście agentów FIFAmożna znaleźć jedynie jego adres hotmail. Niestety, Bromley nie odpowiedział na żadne zapytanie dotyczące jego roli w transferze Carrolla.

Coraz głośniej mówi się o kłótni Andy'ego z jego byłym agentem, Peterem Harrisonem, który oznajmił, że ma podpisany z Carrollem dwuletni kontrakt, który trwa od marca 2009 roku i wygasa w tym miesiącu. Oznaczałoby to, że w momencie podpisania umowy z Liverpoolem, Andy był reprezentowany przez Harrisona. Przy okazji tego zamieszania okazało się, że Carroll wolał być reprezentowany przez Marka Curtisa, agenta od dawna związanego z Boltonem Wanderers. Curtis reprezentował wcześniej Kevina Nolana, który po przejściu do Newcastle stał się dla Carrolla prawdziwym mentorem.
Również Sam Allardyce korzystał z jego usług.

Curtis jest skonfliktowany z Harrisonem od 2006 roku, kiedy to razem zostali zaproszeni przez BBC do wzięcia udziału w programie piłkarskim dotyczącym rynku transferowego. Wtedy to wyszło na jaw, że Harrison robił interesy z Boltonem płacąc za przeprowadzenie transakcji Craigowi Allardyce'owi, synowi Sama, który był wtedy menedżerem klubu. Młody Allardyce pracował wcześniej dla firmy Curtisa, Sports Player Management, do 2003 roku, kiedy prezes Boltonu, członek zarządu Federacji Piłkarskiej, Phil Gartside, wyraził swoje zastrzeżenia odnośnie możliwego konfliktu interesów i zabronił Allardyce'owi dalszego łączenia obu funkcji.

W dalszej części programu okazało się, że Harrison zapłacił Craig'owi za sprowadzenie przez jego ojca dwóch piłkarzy do Boltonu - pomocnika Hidetoshi Nakate i bramkarza Ali Al-Habsiego. Harrison powiedział później, że Allardyce robił wszystko zgodnie z prawem. Ani FA, ani FIFA nie zdecydowały się na wszczęcie postępowania wobec żadnej ze stron tych transakcji.

Jeżeli angielski piłkarz zerwie umowę ze swoim agentem w trakcie negocjowania nowej umowy, to nie może być reprezentowany przez inną osobę przez kolejne dwa lata. W innym wypadku, federacja uznałaby takie postępowanie jako umyślne szukanie nowego agenta, co jest traktowane jako poważne wykroczenie. Carroll, który starał się o pięcioletni kontrakt z tygodniówką w wysokości 80 tys. funtów, nie mógł być reprezentowany przez kogokolwiek, jeżeli rzeczywiście miał podpisaną umowę z Harrisonem.

Kilku znanych na rynku angielskim agentów piłkarskich spytanych o Davida Bromley'a odparło, że nigdy nie słyszeli o takim człowieku na rynku piłkarskim. Analiza przeszłości zawodowej Bromley'a, polegająca na przeszukaniu bazy danych Companies House, spisu wszystkich firm w Wielkiej Brytanii, jasno pokazuje, że 9 z 10 spółek, w których był prezesem, zostało wypisanych ze spisu lub zlikwidowanych. Jedyna, która tam wciąż widnieje, czyli Centurion Sports Management, powstała 15 miesięcy temu i nie została jeszcze zobligowana do nadesłania dokumentów.

Bromley pracuje również w Direct Sports Management, która nie złożyła jednak odpowiednich dokumentów w Companies House do wyznaczonego terminu, czyli 31 maja 2007 roku. Jest on tam zarejestrowany jako sekretarz, a prezesem spółki jest nie kto inny jak Mark Curtis.

Obaj panowie zarządzali jeszcze dwiema innymi firmami, które zostały już rozwiązane. W jednej, Property Hunter, zarejestrowanej pod tym samym adresem w Maidstone co Centurion Sports Management, Bromley i Curtis, obaj mający 48 lat, byli jedynymi dyrektorami i udziałowcami. Curtis zajmował oficjalnie stanowisko "agenta sportowego", a Bromley "dyrektora działu IT". Spółka po raz ostatni sporządziła sprawozdanie majątkowe dwa lata temu, a w kwietniu ubiegłego roku została zlikwidowana.

Curtis z Bromley'em założyli także Sports Player Management, w którym zresztą pracował Craig Allardyce. Bromley piastował funkcję dyrektora przez trzy lata, lecz zrezygnował z niej w kwietniu 2002 roku. Zbiegło się to w czasie ze sprzedażą przez Curtisa firmy za 1 mln funtów innej agencji, Premier Management Holdings plc. W kwietniu 2006, Premier Management ujawniło, że Sports Player Management nie płaciło podatków do momentu sprzedaży. Dane firmy wskazują, że do maja 2005 roku spółka Curtisa zalegała z zapłatą 250 tys. funtów angielskiej skarbówce.

Curtis odszedł z Premier Management w 2004 roku, twierdząc, że zamierza "skoncentrować się na innych branżach, które nie mają nic wspólnego z pracą agenta".

Curtis oczywiście wciąż pracował jako agent piłkarski. Posiada licencję Fifa, podał również adres swojej nowej firmy, Select Sports Management. Znajduje się ona w Gibraltarze, raju podatkowym. Nie odpowiada na żadne pytania odnośnie roli, jaką odegrał w transferze Carrolla. Zarzuty Harrisona wobec napastnika Liverpoolu trafiły do sądu polubownego, gdzie postępowanie jest tajne. Z tego powodu Harrison odmówił komentarza odnośnie rewelacji odnośnie Bromley'a i jego pracy dla The Reds.

Liverpool także nie zdecydował się wyjaśnić tej sytuacji i odpowiedzieć, dlaczego zatrudnił agenta do tej transakcji; dlaczego, skoro już potrzebowano pośrednika, zdecydowano się na Bromley'a; na czym polegały kompetencje Bromley'a i jak wysokie było jego wynagrodzenie.

- Klub skorzystał z usług agenta piłkarskiego. Mieliśmy do czynienia z bardzo drogim transferem i bardzo małym przedziałem czasowym. Potrzebowaliśmy pomocy z zewnątrz - powiedział rzecznik prasowy LFC.

Podsumowując, 22-letni świeżo upieczony reprezentant Anglii nie skorzystał z usług agenta podczas negocjacji warunków umowy z Liverpoolem. The Reds natomiast zatrudnili Bromley'a, bliskiego współpracownika Marka Curtisa, którego były agent Carrolla, Peter Harrison, oskarżył o współpracę z jego klientem i tym samym złamanie warunków umowy.

Konflikt pomiędzy Curtisem i Harrisonem rozpoczął się od występu w programie BBC, w którym stwierdzono, że Harrison płacił Craigowi Allardyce'owi, pracującemu dla Curtisa, za załatwianie transferów do Boltonu, gdy klub był zarządzany przez jego ojca, Sama Allardyce'a, reprezentowanego przez Curtisa.

Zaś John Henry, który rozpoczął swoją przygodę z piłką po wielu latach pracy w świecie amerykańskiego baseballu, sportu, w którym agenci mogą jedynie współpracować z zawodnikami, nauczył się jak powinien zachowywać się zarządzając klubem piłkarskim. W futbolowej rzeczywistości, sytuacje takie jak historia transferu Carrolla pokazują, że nie można złamać żadnych zasad przy tak wielkich transakcjach (bo nie ma czego łamać) i że tylko w taki sposób można zrealizować największy transfer pomiędzy dwoma klubami w Anglii.

David Conn

Autor: Maciek Dodano: 16.03.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON