Trzeba zauważyć braki, by można im zaradzić

Jedno zdanie, wypowiedziane w zeszłym tygodniu przez Johna W Henry'ego, mogło przez przypadek ożywić ponownie debatę na temat tego, kto jest odpowiedzialny za to, że obecny skład Liverpoolu nie jest takiej jakości, jakiej można oczekiwać po jednym z najważniejszych zespołów w kraju; co jednak ważniejsze, zdanie to pokazało, że John W Henry zdaję sobie sprawę z tego, jaki problem odziedziczył.

Zapytany o to co było najlepszą i najgorszą niespodzianką jakie spotkały go od momentu przejęcia klubu, włodarz odpowiedział: „Najgorszą był brak odpowiedniej jakości i szerokości w naszym składzie. To był główny problem, który okazał się większy niż się spodziewaliśmy. Płaciliśmy co roku bardzo duże pieniądze za skład, któremu brakowało tych dwu elementów".

Ale po kolei. Po pierwsze, ciężko byłoby znaleźć kogokolwiek w Liverpool Football Club, jak i poza nim, kto nie zgodziłby się z taką oceną, lub próbował ją kwestionować. Wystarczy zadrapać wierzchnią warstwę naszego składu, by przekonać się, że brakuje mu siły i że ten właśnie problem, był głównym powodem dla którego klub zakończył rozgrywki Premier League w zeszłym sezonie na 7. miejscu, a obecnie znajduje się na miejscu 6.

Przyczyny tego stanu rzeczy są liczne i złożone, jednak drugim ważnym wnioskiem, jaki można wyciągnąć z werdyktu Johna Henry'ego, jest to, że nie obwinia on o to nikogo. Wiedząc, że patrzenie w przeszłości w celu ustalenia przyczyn problemu niewiele pomoże w jego rozwiązaniu, Henry nie zechciał wziąć udziału w zabawie „wskaż winnego”, która w ostatnim czasie przeszkadzała Liverpoolowi w ruszeniu do przodu i uporaniu się z wieloma problemami, które są wciąż aktualne. Wszystko co zrobił, było stwierdzeniem oczywistego – zespół Liverpoolu nie jest gotowy do walki o tytuł mistrzowski i miejsce w Europie.

Prace nad rozwiązaniem problemu już się rozpoczęły. Dzięki zastąpieniu Fernando Torresa, Andym Carrollem i Luisem Suarezem, linia ataku Liverpoolu ma teraz dwóch klasowych napastników – po raz pierwszy odkąd odejście Petera Croucha spowodowało, że tylko El Nino był w stanie wypełniać to zadanie. Jednak ustaliwszy mocne i słabe strony zespołu, Henry wie, podobnie jak każdy, że ciągle jest bardzo wiele do zrobienia, by dokonać wszystkich, koniecznych ulepszeń.

Zgodnie z większością szacunków, Liverpool potrzebuje od sześciu do ośmiu piłkarzy, jeśli ma być ponownie gotów do rzucenia wyzwania elicie angielskiego futbolu. Bardzo często takie właśnie opinie są z łatwością zamiatane na bok, jako wyolbrzymione. Jednak jeśli dokonać oceny każdej pozycji na boisku, łatwo usprawiedliwić tak wielkie potrzeby. Od dwóch dekad Liverpool nie ma klasowego lewego obrońcy i znalezienie takowego jest absolutną koniecznością. Potrzeba także przynajmniej jednego, a być może dwóch środkowych obrońców. Aby wykorzystać Carrolla najlepiej, zwłaszcza jeśli chodzi o jego zdolności do walki w powietrzu, należy sprowadzić dwu skrzydłowych, zdolnych do dostarczania mu piłek przez odpowiedniej klasy dośrodkowania. Również zdolny do kierowania grą pomocnik, jak i trzeci napastnik, mogący zaoferować coś innego niż Carroll i Suarez, powinni znaleźć się na liście. Pół tuzina piłkarzy i to zanim zaczniemy rozważać nadanie składowi odpowiedniej szerokości.

To wielkie wyzwanie, jednak jest jedna przyjemna niespodzianka, która spotyka nowych właścicieli, analizujących mocne i słabe strony drużyny – dostarczona przez Akademię. Spod jej skrzydeł wychodzą powoli młodzi zawodnicy, którzy mają odpowiedni potencjał, by walczyć o miejsce w pierwszym zespole w nadchodzących miesiącach i latach. Być może nawet ograniczenia aktualnego pierwszego zespołu, dadzą niektórym z najbardziej obiecujących młodych szansę, na udowodnienie swej wartości o wiele wcześniej, niż mogliby się tego spodziewać w normalnej sytuacji.

Fabio Aurelio jest ostatnim dostępnym lewym obrońcą, podobnie jak Jamie Carragher jest jedynym seniorem, mającym duże doświadczenie w graniu na prawej obronie, a to znaczy, że Jack Robinson i Jonathan Flanagan mogą do końca sezonu stanowić wsparcie dla tych pozycji. Biorąc pod uwagę, że następne dwa mecze to spotkania u siebie z Manchesterem City i Arsenalem – zespołami posiadającymi klasowych skrzydłowych – rzucenie ich do walki byłoby zbyt dużym wymaganiem, ale ze względu na obecne problemy z kontuzjami, jest bardzo prawdopodobne, że mogą dostać swą szansę.

Jeśli do końca sezonu którykolwiek z nich zostanie wzięty pod uwagę przez Dalglisha i sprawi odpowiednie wrażenie – a talent jaki oboje posiadają daje im możliwość, by o to powalczyć – mogą stać się długofalowym rozwiązaniem problemów Liverpoolu z odpowiednią szerokością składu. Damien Comolli jest w pełni świadomy pojawienia się piłkarzy pokroju Robinsona i Flanagana i dlatego wspomniał już o tym, że musi znaleźć odpowiedni balans, by jego strategia rekrutacyjna nie przeszkodziła żadnemu z młodych, obiecujących zawodników wykazania się w stopniu, jakiego się po nich spodziewa. Miło mieć taki problem.

Odbudowa zespołu do tego stopnia, by był gotów do walki, jest bardzo rozległym zadaniem, co najlepiej zilustrowało zaskoczenie Henry'ego brakiem odpowiedniej jakości i szerokości. Dyskutowanie na ten temat nie ma sensu – czas na to minął już dawno – teraz trzeba wszystko poukładać w odpowiedni sposób, a nie szukać winnych całej sytuacji.

Tony Barrett

Autor: Asfodel Dodano: 11.04.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON