Powrót Króla na Anfield

Nareszcie, Król powrócił. Po dwóch najbardziej burzliwych latach w historii Liverpoolu, Anfield stało się zjednoczone przez jednego człowieka, wzbudzającego bezgraniczną wiarę Boot Roomu, zarządu, szatni i trybun.

Po dwóch dekadach nieudanego poszukiwania właściwego następcy, najbardziej utytułowany w Anglii klub powrócił do początków. Jest pewne motto, mówiące o tym, że nikt nie jest większy od klubu. Kenny Dalglish do tego się zbliża.

60-letni Szkot musiał być świadomy uciekającej mu szansy. Powszechnie uznawaną mądrością było, iż zbyt długo znajdował się poza grą, stracił z nią kontakt, pozwalający na ponowne zostanie wielkim menedżerem jakiejkolwiek drużyny. Zostawił swój ukochany Liverpool. Gdy w ubiegłym roku zatrudniono Roya Hodgsona wydawało się, że jego marzenia o powrocie na miejsce zwolnione pod wpływem stresu i napięcia, które sam Mesjasz znał, nigdy nie zostanie odwzajemnione.

Teraz, pięć miesięcy później, zapomniano o panowaniu Hodgsona. To złe wspomnienie, od czasu do czasu powodujące bezsenną noc, które z biegiem czasu wymaże się z pamięci. Otwarta wojna, dręcząca Anfield tak długo została przerwana. Dalglish to wybawienie z koszmaru i ukojenie ran.

Jego rezultaty są nadzwyczajne. Tylko Chelsea zgromadziła więcej punktów.

Zniknęła jedna ikona, za którą nie rozpaczano, inna przechodzi tymczasową absencję. Zamiast nich, piechurzy stali się generałami. Według ostatnich badań, nawet kibice na trybunach śpiewają głośniej. Grupa członków Izby Gmin walczy, aby nadać Szkotowi tytuł szlachecki. Wiara powróciła na Anfield.

W tych okolicznościach, Fenway Sports Group nie mogła zrobić nic innego, jak wręczyć mu trzyletni kontrakt, którego chciał i powierzyć klucze stadionu, miasta. Wraz z Damienem Comollim, ma przed sobą zadanie odnowy wypełnionego miernotą składu i kontynuowania pracę, jaką wykonał w ciągu ostatnich pięciu miesięcy razem ze Stevem Clarkiem na boisku treningowym.

Jasne jest, że filozofia Dalglisha polega na kolektywie: zapytaj go o formę Luisa Suareza, a on zacznie przekonywać cię, iż Urugwajczyk chwalony jest dlatego, że ludzie nie dostrzegają pracy, jaką wykonuje na boisku Lucas. Maxi Rodriguez strzelił siedem goli w trzech meczach. Nieważne. Liverpool zdobył trzynaście.

To cenne podejście, chociaż stoi w sprzeczności z jego statusem w oczach opinii publicznej i klubu. Rafael Benitez bywał często krytykowany za próby nabrania siły w płuca, z swoje niekończące się politykowanie. Dalglish się w to nie angażuje, choć są pewne wątpliwości czy aby na pewno jest tak czczony i ubóstwiany, by zyskać absolutną kontrolę

To jedyne zastrzeżenie w dniu, równie przewidywalnym, jak i szczęśliwym dla cierpiących przez ostatnie lata kibiców Liverpoolu. Dalglish musiał dostać tę pracę, nie popełnić błędu. Król musiał powrócić. Jednak w sile jego monarchii leży obawa, iż wiara FSG w republikę, która ich zdaniem zapewnia sukces w przyszłości, może zrodzić spory.

Rory Smith

Autor: Olka Dodano: 13.05.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON