Wspomnienia Gerrarda: FA Cup 2001

Wraz z upływem minut marzenia Stevena Gerrarda o potrójnej koronie się oddalały a puchar Anglii wymykał się z jego rąk. Liverpool nie radził sobie z atakami Arsenalu i przegrywał w pierwszym, rozgrywanym poza Anglią finale pucharu, po bramce Freddiego Ljungberga.

W końcówce meczu przypomniał jednak o sobie Michael Owen, który zdobył dwie bramki w ostatnich siedmiu minutach spotkania i zapewnił swojej drużynie historyczny triumf.



Dokładnie 10 lat temu widmo bolesnej porażki nieoczekiwanie zastąpiła eksplozja radości a Steven Gerrard mógł po raz pierwszy wznieść to wspaniałe trofeum.

- Pamiętam tylko gonitwę za cieniami, podobnie jak reszta piłkarzy Liverpoolu – powiedział Gerrard.

- To był upalny dzień a Arsenal był jednym z najlepszych zespołów na świecie jeśli chodzi o utrzymywanie się przy piłce.

- Prawdopodobnie była to najsilniejsza drużyna Arsenalu odkąd zacząłem interesować się piłką.

Była to ekipa, która nie przegrała żadnego meczu przez 50 kolejnych spotkań z gwiazdami takimi jak (Thierry) Henry, (Patrick) Vieira, (Freddie) Ljungberg i (Robert) Pires.

- Całkowicie zasługiwali na zwycięstwo.

- Gdyby nie Owen odjechalibyśmy z medalami za drugie miejsce.

- Gdy straciliśmy bramkę pomyślałem „to koniec”.

- Później jednak Michael zdobył bramkę i zaczęliśmy myśleć o dogrywce.

- Strzelenie drugiego gola w taki sposób, w jaki on to zrobił, było czymś niewiarygodnym.

- To była końcówka meczu, gdy wszyscy fani Liverpoolu znaleźli się za bramką, żeby ujrzeć twarz Michaela i dołączyć się do celebracji. Wyjście na prowadzenie, żeby chwilę później odebrać medal i wznieść puchar przed naszymi fanami było czymś wspaniałym.

- W tamtej chwili nie znalazłbyś innego miejsca, w którym wolałbyś być.

Liverpool miał sporo szczęścia już w pierwszej połowie, gdy najpierw strzał Henry’ego na linii bramkowej zatrzymał Stephane Henchoz a następnie sędzia nie podyktował karnego dla Arsenalu.

- Tak, szczęście nam tego dnia sprzyjało. Żeby wygrać puchar potrzebujesz go odrobinę – przyznał Gerrard.

Podniesienie FA Cup było spełnieniem marzeń angielskiego pomocnika, który jako młody chłopak przyklejony do telewizora oglądał finał pucharu na Wembley w 1986 roku, kiedy to Liverpool pokonał Everton. Kilka dni później potrójna korona stała się faktem, po tym jak the Reds pokonali Alaves w finale pucharu UEFA w Dortmundzie,

- Z okazji finału w 1986 roku mieliśmy uliczne przyjęcie na posiadłości lokalnego radnego. Zaczęło się źle, kiedy Gary Lineker zdobył bramkę, ale zdołaliśmy odwrócić losy spotkania i zwyciężyć 3:1. Zawsze naciskałem na mamę i tatę, żeby kupili mi koszulkę Liverpoolu. Kiedyś próbowałem odtworzyć trafienie Iana Rusha, to którym przewrócił kamerę. Wtedy występ w finale pucharu był dla mnie jedynie marzeniem.

- 2001 to fantastyczny rok, w którym zdobyliśmy potrójną koronę. To był mój pierwszy pełny sezon, w którym przebiłem się do pierwszej drużyny.

- Zdobycie trzech pucharów było cudowne, ale moim ulubionym z nich jest puchar Anglii, właśnie przez wspomnienia z 1986 i 1989 roku. Zwyczajnie chciałem pójść w ślady moich bohaterów.

- Cały czas FA Cup jest dla mnie czymś specjalnym. Przez wiele lat było to najwspanialsze klubowe trofeum jakie można było wygrać, dlatego wstyd mi za ludzi, którzy go nie szanują.

James Pearce, Liverpool Echo

Autor: DWT-Adas Dodano: 13.05.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON