Dalglish i klubowa transformacja

Jeśli ktoś potrzebuje miernika popularności, jaką wśród kibiców Liverpoolu cieszy się Kenny Dalglish, niech przemyśli jedną sprawę: gdyby zarząd oświadczył, że nowym managerem będzie Jose Mourinho, ewentualnie Pep Guardiola, to taki wybór wywołał by płacz lub przynajmniej gorzkie rozczarowanie.

Zatrudnienie Dalglisha na 3-letni kontrakt można uznać za niemalże bezrefleksyjną decyzję. Nowym managerem mógł zostać wyłącznie Dalglish.

Nawet jak na człowieka, który podczas swojego pierwszego pobytu na ławce trenerskiej LFC wygrał trzy tytuły, a następnie kolejny z Blackburn Rovers, praca Dalglisha, od stycznia tego roku, gdy przejął zespół po beznadziejnym Hodgsonie, była rewelacyjna.

Spoglądając na statystyki, zespół, który po pierwszej rundzie rozgrywek znajdował się w strefie spadkowej, w 16 spotkaniach rozegranych pod wodzą Kenny'ego zdobył więcej punktów niż wszystkie inne drużyny Premier League, lepsza była tylko Chelsea. Biorąc pod uwagę te 16 meczów, Liverpool ma najlepszy bilans bramkowy, najwięcej strzelonych bramek (35 goli, przy 31 Chelsea i 30 Manchesteru United), a mniej bramek od the Reds straciła jedynie Chelsea (pomimo tego Liverpool 8 razy zachowywał czyste konto, podczas gdy Londyńczycy tylko 6 razy). Liverpool jako jedyna drużyna zdobywał bramkę w każdym, z ostatnich 16 ligowych meczów.

Ale dobre historie nigdy nie opierają się wyłącznie na liczbach. Samą siłą swojej osobowości Dalglish poprawił humory w klubie. Jedną jego z pierwszych decyzji była reakcja na odejście Fernando Torresa, które mogło okryć cieniem resztę sezonu Liverpoolu. Dalglish i dyrektor ds. sportowych Damien Comolli szybko zareagowali i spożytkowali zdobyte środki na zakup Andy'ego Carrolla. Wiara została odbudowana.

Po raz pierwszy od czasów Roy'a Evansa zespół został zachęcony do bardziej ofensywnej gry. Lekcje Dalglisha wywarły również wpływ na indywidualnych zawodników. Maxi Rodriguez wreszcie się obudził, strzelając 7 bramek w ostatnich 3 spotkaniach, Jay Spearing dobrze radzi sobie jako defensywny pomocnik, Dirk Kuyt, zawsze niezwykle pracowity, teraz stał się również niezwykle niebezpieczny. John Flanagan, jak na 18-letniego bocznego obrońcę, wręcz kipi pewnością siebie.

Liverpool z reguły miał w zwyczaju stwarzanie jedynie nielicznych sytuacji bramkowych, gdy wynik był dla nich korzystny. W meczu z Fulham już po 16 minutach można było odpalić cygara, ale zespół był wciąż głodny bramek, a co za tym idzie, prezentował przyjemniejszy dla oka i bezlitosny styl.

Jest tylko jedno zastrzeżenie: od stycznia Dalglish praktycznie nie musi się zmagać z żadną presją. Niedobitki stylu Hodgsona odpadły z FA Cup po meczu z Man Utd. Jedyne trofeum, które mógł wywalczyć Dalglish, zostało w kiepskim stylu zaprzepaszczone przegranym dwumeczem z Bragą. Jeśli następny sezon Liverpool zacznie niemrawo, szybko wypadając z wyścigu o mistrzostwo, telewizyjni komentatorzy szybko zwrócą uwagę na Dalglisha, który będzie musiał poradzić sobie z kryzysem.

Pomijają jednak sedno sprawy. Geniusz zatrudnienia Dalglisha polega na tym, że on samą swoją obecnością rozładowuje presję na Anfield. Nawet jeśli zawiedzie, ludzie i tak będą chcieli go beatyfikować. Przemawia za tym multum przyczyn, o podłożu zarówno logicznym, jak i emocjonalnym. Dalglish rozumie fanów i wie, jak się z nimi obchodzić. Podobnie jak najbardziej hołubiony manager Liverpoolu oprócz niego, sprawia, że ludzie są szczęśliwi.

Prosty fakt, który może zaważyć o przyszłości Liverpoolu na długie lata.

Scott Murray

Autor: Mendel Dodano: 13.05.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON