2010/11 to był kojący sezon - serio!

Żadnych zdobytych pucharów, zakończona przygoda w krajowych rozgrywkach na pierwszej przeszkodzie, brak kwalifikacji na arenę europejską po raz pierwszy od 1999 roku, odbity tytuł największej liczby wygranych mistrzostw Anglii przez Manchester United. Nagie fakty pokazują, że sezon 2010/11 jest jednym z najgorszych w ostatniej historii Liverpoolu, ale tym razem puchary, punkty i osiągnięcia miały drugorzędne znaczenie względem tego, co wydarzyło się poza boiskiem.

W kolejnych latach, kiedy kibice Liverpoolu wrócą wspomnieniem do sezonu, który właśnie się zakończył, poczują ogromną ulgą. Chwilami, podwójne widmo spadku oraz przejście pod zarząd nawiedzało Liverpool, jako bezpośrednia przyczyna ustawicznie złej gospodarki klubu i drużyny. Do czasu kiedy terminarz zapełnił się do końca, ciężko było zapamiętać, do jakiego stopnia sytuacja była zła. W pewnym sensie to był koszmar, ponieważ nie do pojęcia było, że jedna z najbardziej znanych instytucji sportowych mogła znaleźć się w takim kłopotliwym położeniu.

Liverpool przetrwał, dlatego ten sezon jest jednym z najbardziej kluczowych. Połączenie nowych właścicieli, nowego menedżera, nowych piłkarzy i powszechnego optymizmu społecznego wstrzyknęło do klubu energię, kiedy to było najbardziej potrzebne. Zimowe rozgoryczenie już dawno ustąpiło wiosennemu odrodzeniu w Liverpoolu. Przyszłość już od dłuższego czasu nie wyglądała tak jasno i nie ma żadnych powodów, żeby patrzeć w przód z obawą, jak to miało miejsce rok temu o tej porze, kiedy rosnące długi, wewnętrzny niepokój i złe podejmowanie decyzji skierowało klub na kurs kolizyjny z katastrofą.

Na tym etapie, byłoby łatwo przedstawić obraz, na którym renesans Liverpoolu tworzy swój niepowstrzymany rozmach, otwierając drogę do sukcesu na krajowym podwórku, jak i za granicą. Jednakże jeśli ostatni okres niepowodzeń nauczył nas czegoś, to na pewno reguły, że nic nie można wziąć za pewnik. Rzeczywistość polega na tym, że zapowiada się długa i ciężka harówka dla Liverpoolu, żeby powrócić do elity i powalczyć po raz kolejny o największe zaszczyty.

Jednak to, co posiada Liverpool obecnie, a stanowiło deficyt przez zbyt długi okres czasu, to solidna platforma, od podstaw której można rozpocząć budowę i gdzie wszystkie obszary klubu współpracują, by osiągnąć te same wspólne cele. Nie ma żadnej rywalizacji członków klubu, żadnych własnych interesów i szkodliwej polityki wewnętrznej. Jest natomiast wyraźna idea tego, co chce osiągnąć Liverpool oraz wspólna wizja tego, w jaki sposób zacząć realizować założenia. Nieobecność tego była wcześniej nadto widoczna, a teraz poczucie jedności jest warte więcej, niż jakakolwiek zdobycz pucharowa, gdyż stwarza klubowi szansę utworzenia nowej dynastii sukcesu, długotrwałej schedy pozytywnych zmian, które zachodzą w Liverpoolu.

Nadal są obecni tacy, którzy będą chcieli podziałów. Komisje to dla nich szansa, żeby posunąć do przodu własne samolubne pobudki i zyskać reputację. Jednakże dla większości istnieje poczucie jedności, które nie było obecne na Anfield przez zbyt długi okres czasu. To wielkie świadectwo dla nowych włodarzy, spółki Fenway Sports Group. W kompetentny sposób prowadzili swój biznes od momentu, kiedy wykupili klub. To również inspirujące czyny jednego Kennetha Mathiesona Dalglisha, największego symbolu solidarności, którego mógł życzyć sobie Liverpool podczas tego wątłego okresu w swojej historii.

Na spółkę, FSG i Dalglish stworzyli nową erę nadziei i możliwości, w której kibice mogą marzyć o sukcesie zamiast zadręczać się trwającym koszmarem bankructwa i tragicznymi sprawami w sądach. Totalna klapa jest już przeszłością i już tylko z tego powodu kibice Liverpoolu powinni wspominać sezon 2010/11 z upodobaniem, jak również przenikliwym uczuciem animozji do ponownych doświadczeń tego typu, ponieważ był to rok, w którym klub otrzymał swoją drugą szansę, okazję do ożywienia i odkrycia siebie na nowo, której nie wolno zmarnować.

Tony Barrett

Autor: Damian Dodano: 29.05.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON