Nie zmarnować kolejnego lata

Podczas fanzinowej eksplozji lat osiemdziesiątych pojawił się pewien magazyn z tytułem, który zwrócił uwagę na najbardziej rażącą słabość Liverpoolu tamtych czasów. Zwał się "Kolejny Zmarnowany Rzut Rożny". Gdyby jednak podobna publikacja miała się ukazać w ciągu ostatnich trzech lat, musiałaby być zatytułowana "Kolejne Zmarnowane Lato".

Ostatnie trzy letnie okienka transferowe minęły Liverpoolowi bez nabycia przynajmniej jednego piłkarza, o którym można powiedzieć, że w znacznym stopniu poprawił jakość składu. Są tacy, którzy od czasu do czasu wywierali pozytywne wrażenie - Raul Meireles, Glen Johnson i być może Albert Riera - jednak przytłaczająca większość nowych rekrutów ma problemy z wniesieniem czegoś pozytywnego w ogóle. Za Robbiego Keane'a i Alberto Aquilaniego zapłacono po około 20 milionów funtów tylko po to, by pierwszego sprzedać już po połowie sezonu, a drugiego wysłać na wypożyczenie po zaledwie jednej kampanii.

Pieniądze wydawano - i to nawet w czasach kiedy transfery przeprowadzano pod finansową presją banków i zarządu - nie wydawano ich jednak wystarczająco mądrze. I to właśnie było jedną z podstawowych przyczyn dla których Liverpool z kandydata do tytułu w sezonie 2008/09 zmienił się w zespół znany z sezonu 2010/11. Wydaje się, że to krótki okres, jednak wystarczająco długi, by wadliwa strategia transferowa, która pozwalała odchodzić dobrym zawodnikom bez zastępowania ich równie dobrymi, miała negatywny wpływ na grę zespołu i jego standardy.

Zabawa w szukanie winnych tego upadku już się odbyła i niezależnie od tego, czy obwiniacie menadżerów, kierownictwo, właścicieli czy kogokolwiek tam jeszcze, nie ma już w tym momencie znaczenia. Najważniejszą sprawą jest, by Liverpool nauczył się czegoś na tych błędach i nie powtarzał ich więcej dlatego, że ostatnią rzeczą na którą może sobie pozwolić, jest kolejne zmarnowane lato.

Niemal każe lato od roku 1990 w którym Liverpool przestał wygrywać mistrzostwo kraju, określane było jako najważniejsze w ostatnich latach, jednak panuje przekonanie, że obecne w pełni na takie określenie zasługuje. Dzięki nowemu menadżerowi, nowym właścicielom i nowym patrzeniu na możliwe cele, nadchodząca kampania może być tą, podczas której Liverpool dołączy ponownie do elity angielskiego futbolu. To jednak może nastąpić tylko, jeśli klub będzie kupował mądrze. Tym razem nie ma miejsca na buble.

Od styczniowego powrotu Kenny'ego Dalglisha na stanowisko menadżera poczyniono wielkie kroki. W znacznym stopniu poprawił się styl gry, widać, że zespół jest zjednoczony i generalnie odczucia są pozytywne. I właśnie te trzy elementy powodują, że tak wiele osób związanych z futbolem czuje, że nadchodzący sezon może być dla Liverpoolu wyjątkowy - taki, podczas którego uda im się wrócić na szczyt tabeli i walczyć o trofea.

Już samo to pokazuje jak długą drogę przebył klub od ostatniego lata, kiedy nadzieje na walkę na szczycie były właściwie zerowe. Oczywiście byli tacy, którzy pielęgnowali bezpodstawną wiarę w to, że sukces czekał zaraz za rogiem, jednak z perspektyw czasu widać, że wszystkie plagi uderzające w klub, nie dawały szans na chwałę.

Teraz jest jednak inaczej. Nie ma zagrożenia, że klub znajdzie się pod bankową administracją, ani nie ma menadżera, który został rzucony na zbyt głęboką dla siebie wodę. Dysharmonia została zastąpiona przez poczucie jedności, a rakowate zwątpienie zmyte przez morze pozytywnego nastawienia. Jeśli kiedykolwiek była szansa na to, żeby Liverpool mógł ponownie głosić swą chwałę i zacząć żyć tak, by nawiązać do świetlanej przeszłości, to jej czas na pewno nadszedł teraz.

Znajdą się tacy, którzy powiedzą, że miejsce w pierwszej trójce jest poza zasięgiem ze względu na finansową potęgę Chelsea i dwóch klubów z Manchesteru. Nawet jeśli tak jest - a trzeba pamiętać, że wydawanie masy pieniędzy na piłkarzy nie zawsze przynosi pożądane efekty (można podać wiele przykładów, które to udowodnią) - to ciągle można walczyć o czwarte miejsce. W prawdzie było ono zajęte w zeszłym sezonie, ale nie znaczy, że tak będzie za rok.

Zmiany które lada moment powinni nastąpić w Arsenalu prawdopodobnie spowodują, że będzie on słabszy niż kiedykolwiek w ostatnich latach i celem Liverpoolu powinno być zajęcie miejsca klubu z Północnego Londynu. Jesli LFC uda się wykorzystać moc z jaką kończył ostatni sezon i przenieść ją na początek nowego, nie ma powodu, dla którego nie mógłby przesłać Arsenalowi i innym zespołom liczącym na znalezienie się w pierwszej czwórce, wiadomości o tym, że też jest jednym z kandydatów.

I jeszcze raz - żeby to jednak mogło się zdarzyć, Liverpool będzie musiał zrobić coś, czego nie udało mu się od dawna - dokonać dobrych zakupów. Zacznijmy od tego, że Dalglish musi mieć wsparcie na rynku transferowym w postaci wszelkich możliwych środków - a wszystko wskazuje na to, że właściciele klubu staną na wysokości zadania. Potem wszystko będzie zależało od Damiena Comolliego, dyrektora ds. piłki nożnej, oraz sieci skautów, mających znaleźć i zatrudnić piłkarzy, którzy będą wstanie poprawić jakoś zespołu na tyle, by ten mógł w pełni wykorzystać swój potencjał.

To lato musi się różnić od poprzednich, a krąg transferowych błędów musi zostać przerwany. Liverpool nie może pozwolić sobie na kolejne zmarnowane lato, musi zrobić wszystko, by to było udane.

Tony Barrett

Autor: Asfodel Dodano: 06.07.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON