Co z przyszłością Cole'a?

Rok temu fani świętowali transfer Joe Cole'a z Chelsea do Liverpoolu. Dwanaście miesięcy może jednak wiele zmienić. Cole stał się trochę zapomnianym graczem, kończącym ostatni sezon z garścią występów, w których odgrywał nieznaczną rolę, prawdopodobnie wystawiony na listę transferową.

Jego debiutancki sezon w barwach Liverpool nie mógł wyjść gorzej. Chroniczny brak formy spotęgowany zawieszeniem i kontuzją sprawił, że tej kampanii Cole nie zaliczy do udanych. Patrząc na jego występy z liverbirdem na piersi wielu kibiców zadaje sobie pytanie: Czy Joe Cole wróci do swojej znakomitej formy?

Dość niespodziewanie Joe nie odszedł z klubu podczas przerwy wakacyjnej i powrócił do Melwood by walczyć o miejsce w składzie. Ta batalia staje się coraz trudniejsza, ponieważ do klubu przybyli Charlie Adam, Jordan Henderson i Stewart Downing.

Obecnie w pierwszej kadrze The Reds znajduje się dwunastu pomocników, jeśli zaliczymy do tej grupy Dirka Kuyta to trzynastu. Nie liczymy młodego Raheema Sterlinga, który odpoczywa po Mistrzostwach Świata U-17. Szanse Joe Cole'a na zaistnienie w składzie nie wydają się duże, czy Joe ma przed sobą przyszłość na Anfield?

Według Steve'a Clarke'a odpowiedź brzmi tak. Asystent Dalglisha chwalił Anglika niedawno i stwierdził, iż wierzy, że Joe może odegrać ważna rolę w nadchodzącym sezonie. Sam Cole ogłosił pragnienie rozpoczęcia na nowo przygody z klubem po dwóch występach w meczach rozegranych w Azji.

Kluczem do sukcesu dla Cole'a będzie najpierw otrzymanie szansy, a później chwycenie się jej obiema rękami. Jako rozgrywający Joe ma wiele do zaoferowania, lecz często chcąc zwieść rywala podejmuje złe decyzje. Jego zwody są zbyt efektowne by były skuteczne. Rzadko próbuje bronić, podczas gdy w Chelsea była to dla niego normalność.

Ponadto jego gra stała się dość prosta. Krótkie, bezpieczne podania niweczą jego niegdysiejszą tendencję do brania ciężaru gry na siebie i decydowaniu o losach meczu. Kiedy były gracz Chelsea przychodził do klubu, Steven Gerrard porównał go do Lionela Messiego. Wiadomo, że to porównanie jest niedoskonałe, lecz jego sedno jest prawdziwe.

Kiedyś Cole potrafił stworzyć coś z niczego, dodając potrzebną kreatywność poprzez szybki zwrot, drybling lub szarpnięcie. Może brak pewności siebie oraz/lub kontuzje, zabrały tę cenną umiejętność z jego gry. Jeśli Joe dostanie szansę, będzie musiał powrócić do tego typu gry. Nikt nie oczekuje występów jak Messi, ale powrót formy, którą prezentował,gdy regularnie występował w reprezentacji Anglii byłaby mile widziana.

Pozostanie w składzie pękającym w szwach jest trudne, ale Joe Cole może to zrobić, jeśli zaprezentuje szeroki wachlarz umiejętności, który posiada. Wprawdzie Joe nie przebił się na stałe do pierwszego składu, odkąd zmaga się z następstwami kontuzji kolana, której nabawił się na początku 2009 roku. Tylko gdzieniegdzie Anglik przypomina wszechstronnego gracza, który błyszczał pod opieką Jose Mourinho.

Największą przeszkodą, jaka stoi przed byłym graczem Chelsea, jest ogrom konkurencji. Jedni będą spodziewali się, że przyszłość Liverpoolu będzie należała do Adama, inni pokładają swoje nadzieje w Downingu. Jest oczywiście Steven Gerrard, który gdy tylko jest zdrowy jest pewniakiem w składzie. Dirk Kuyt jest ostoją zespołu i rozpoczyna mecze w podstawowej jedenastce. Nie wspominając już o Lucasie. Defensywny pomocnik Liverpoolu zaliczył bardzo udany ubiegły sezon.

Czy Joe Cole naprawdę może stać się ważnym graczem Liverpoolu? Dyskusyjne. Jego bezpośrednim rywalem jest Maxi. Moim zdaniem Cole jest lepszy zawodnikiem, leczy Argentyńczyk ma niezwykły talent do zdobywania bramek, coś co stawia go na wysokim miejscu w planach trenera. Joe musi przyćmić Maxiego w najbliższych tygodniach, jeśli chce przedłużyć swoją przygodę z The Reds.

Przyszłość Raula Meirelesa i Alberto Aquilaniego mogą również mieć wpływ. Jeśli jeden bądź obaj pozostaną, prawdopodobieństwo wywalczenie sobie miejsca w podstawowej jedenastce przez Cole'a jest równe wierności klubowej Ashleya, który posiada to samo nazwisko.

Nie bez znaczenia jest również wysoka tygodniówka, którą pobiera była gwiazda West Hamu. Nowi właściciele otwarcie skrytykowali strukturę astronomicznych tygodniówek, którą stworzyli poprzedni szefowi. Powiedzieli, że płacenie tak wielkiej pensji zawodnikowi jest dla nich koszmarem.

John Henry pochwalił za pomocą Twittera Alberto Aquilaniego i Davida N'Goga, dając do zrozumienia, że mogą jeszcze mieć swoją przyszłość na Anfield. W postach na portalu społecznościowym właściciel nie wymienił nazwiska Cole.

Wielu uważa, biorąc pod uwagę okoliczności, że sprzedaż Joe'a jest najlepszym rozwiązaniem. Cole może też podjąć nowe wyzwania, gdyż zbliża się do trzydziestki, ale wycofanie się bez podjęcia próby przekonania innych do siebie, może oznaczać dla niego smutny koniec kariery na Anfield, która zapowiadała się obiecująco.

Jeśli się tak stanie dołączy do takich zawodników, jak Harry Kewell, Jermaine Pennant czy Mark Gonzales. Miał szansę naśladować Petera Beardsleya, bądź w mniejszym stopniu stać się drugim Luisem Garcią, taki ma talent.

Niestety, tylko paru trenerów wystawiało Cole'a na jego ulubionej pozycji - tuż za napastnikami. Kenny Dalglish raczej nie umieści Anglika na tej pozycji na boisku.

Trener Liverpoolu może wkrótce ostatecznie zniweczyć nasze nadzieje ma długą i owocną karierę Cole'a w Liverpoolu, które robiliśmy sobie w zeszłym roku. Niemniej jednak uważam, że Anglik zasługują na jeszcze jedną szansę w barwach The Reds.

Aaron Cutler

Autor: Stone Dodano: 22.07.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON