Carroll i Torres ofiarami wielkich pieniędzy

Powie ci to każdy kibic Middlesbrough, kiedy tylko usłyszy nazwiska Alfonso Alvesa czy Massimo Maccarone - zakup niewłaściwego napastnika to dziwny i zgubny zarazem akt, którego następstwem mogą być drwiny z zewnątrz i wewnętrzny niepokój. Niewypał numer 9 stał się symbolem niepowodzeń, a życie menedżera sprowadziło się do codziennego usprawiedliwiania swojego nabytku i modlitw o jego dobrą formę.

Żadna inna pozycja nie jest obiektem tak bezlitosnej skrupulatności. Środkowy napastnik to wojownik i nic nie podkopuje opinii trenera bardziej niż wydanie ogromnej sumy pieniędzy na piłkarza, który nie jest w stanie wypełnić największych zachcianek obserwatorów. Menedżerowie Chelsea nie byli pomysłodawcami zakupu Andriya Shevchenko (30 milionów funtów) czy Fernando Torresa (50 milonów), jednak zarówno Jose Mourinho, jak i Andre Villas-Boas przekonali się już o wielkim wpływie, jaki strzelcy z wielkimi nazwiskami mają na resztę drużyny.

W tym tygodniu dwa warte 85 milionów funtów talenty nie znalazły się w podstawowych jedenastkach swoich drużyn narodowych, których rywale nie należeli do zespołów z najwyższej półki. Jednak porównywanie transferów Torresa z Liverpoolu do Chelsea i Andy'ego Carrolla z Newcastle do Liverpoolu jest zgubne, gdyż zarząd klubu z Anfield zdecydował się na wydanie 35 milionów na Andy'ego głównie dlatego, że nagle do czerwonej skarbonki wpłynęło 50 milionów za sprzedaż El Nino.

Mimo tego, przykro jest widzieć, że Torresowi nie udaje się wywalczyć sobie miejsca nawet wśród rezerwowych drużyny mistrzów Europy i świata na wygrany 6:0 mecz z Liechtensteinem. Liczby wyjaśniają, dlaczego taki właśnie los spotkał najdroższego w Anglii piłkarza. Torres, który w 142 spotkaniach w barwach Liverpoolu zdobył 81 goli, zaledwie raz na 21 występów dla Chelsea wpisał się na listę strzelców, a by tego dokonać, potrzebne mu było 14 meczów. W reprezentacji wyparli go David Villa i Alvaro Negredo, a sam Vicente del Bosque stwierdził w połowie tygodnia:

- Ci, którzy wyróżniają się w swoich klubach, otrzymają powołanie do drużyny narodowej, nie ma na to innego sposobu.

Nie był to także tydzień komplementów i pochwał pod adresem Carrolla zwłaszcza, kiedy Fabio Capello wygłosił kolejne kazanie na temat zagrożeń wiążących się z alkoholowym nałogiem.

- Myślę, że jeśli chce być dobrym piłkarzem i sportowcem, musi pić mniej - powiedział. - Powinien być ostrożny, ponieważ jest istotnym zawodnikiem nie tylko dla reprezentacji Anglii, ale również dla Liverpoolu. Sądzę, że rozumie, co do niego należy.

Od czasów Grahama Taylora, który zwrócił uwagę na "tankowanie" Paula Gascoigne'a, picie alkoholu przez angielskich piłkarzy stało się powodem publicznej krytyki ze strony menedżerów.

- Musimy mu pomóc - stwierdził Cappello, minimalnie łagodząc swoją wypowiedź.

Uczciwość i logika mówią, że nie powinniśmy skreślać Carrolla po zaledwie 13 meczach w barwach the Reds. Podobnie, nie możemy spodziewać się stabilizacji po kolejnych sześciu, grach czy nawet miesiącach. Wielu piłkarzy, którzy początkowo skupiali się tylko na doczesnych przyjemnościach, potrafiło zmienić swoje nastawienie w kluczowym momencie, pozbawiając jednocześnie największych krytyków argumentów działających na ich niekorzyść.

Jednocześnie, obserwujemy Carrolla w trudnych dla niego chwilach. Brakuje mu szybkości, bezwzględności i ogólnej zręczności, pozwalającej na wywalczenie sobie opinii napastnika pierwszego wyboru w Liverpoolu. W rezultacie, Kenny Dalglish pominął go przy wyborze wyjściowej jedenastki na wygrany 3:1 mecz z Boltonem, a Capello pozwolił na "aż" jednominutowy występ przeciwko Walii. Forma Carrolla ma znaczenie z ogólnokrajowego punktu widzenia, gdyż Wayne Rooney byłby znacznie bardziej efektywny, grając za plecami środkowego napastnika niż jako samotne ogniwo, jak mało to miejsce na Wembley.

Jutro napastnicy z całej Premier League wejdą do szatni będąc tematami nieustających dyskusji na temat ich praw do noszenia najświętszych klubowych barw. Dzielny żołnierz Peter Crouch pożegnał się z mającym za sobą przygodę w Lidze Mistrzów Tottenhamem, by stać się elementem interesującego projektu w Stoke. W Tottenhamie natomiast wrażenie, że jego kariera przypomina wielki falstart, będzie starał się zetrzeć Emanuel Adebayor, którego Koguty wypożyczyły z Manchesteru City.

Również w sobotę, Carroll będzie miał nadzieję na załapanie się do wyjściowej jedenastki Liverpoolu na Britannia Stadium, podczas gdy prywatnym celem Torresa stanie się strzelenie gola Sunderlandowi. Hiszpan będzie także liczył na to, że nie zostanie zdjęty z boiska w czwartym meczu z rzędu. Tymczasem, kiedy Newcastle zawita w poniedziałek na Loftus Road, gdzie podejmie QPR, kibice po raz kolejny zapytają, dlaczego w klubie, którego gwiazda w osobie Alana Shearera stała się ideałem "dziewiątki", nie załatano ogromniej dziury po Andym Carrollu.

Trudno o cierpliwość i współczucie w zawodzie, w którym gracz o zdolnościach Dimitara Berbatowa nie jest w stanie dostać się do drużyny. Zgodnie ze słowami Javiera Hernandeza i Sergio Aguero, kiedy menedżer celuje w najcenniejszą zdobycz, cały klub wykonuje nieproporcjonalny skok, ponieważ strzelec bramek powoduje uśmiechy na twarzach i przynosi radość.

To prawda. Torres, w swoim obecnym stanie, przynosi wyraz rezygnacji, oczy przepełnione bólem, jest problemem dla menedżera.

Carroll przynosi ze sobą piwo. Tylko żartuję. Niektórzy woleliby nie inwestować 35 milionów w "młodzież", jednak niezależnie od wieku, napastnicy nie mogą się do siebie różnić. Oni nie są jak my. Ich świat jest wszystkim albo niczym.

Paul Hayward

Autor: Olka Dodano: 09.09.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON