Goodison mnie ułaskawiło

Czy był to moment Olympiakosu którego Czerwoni szukali od dawna?

Forma zmierzała w stronę krawędzi rozpaczy, ale to spowodowało że zrodziła się wiara. Im większe i bardziej niewiarygodne nastąpiło odwrócenie się karty, tym bardziej wzmożyło to przyszłe wygrane. Spowodowało to, że niemożliwe stało się rzeczywistością.

Stało się tak przeciwko Olimpiakosowi i Luton w poprzednich dwóch wygranych przez nas pucharach, a dodatkowo coś podobnego można było wyczuć podczas tego niesamowitego rzutu wolnego wykonywanego przez Gerrarda w meczu otwarcia z Aston Villą, co dało nam wygraną i jeden z najlepszych startów w lidze od dawien dawna. Czy póĽny karny Kuyta, mógłby być kolejnym motorem napędowym sukcesu? Kto wie…Na pewno nie będzie nam to głowy zawracało mając na uwadze mecz z Arsenalem .

Dwa tygodnie temu powiedziałem :’’Zwycięstwo nad Evertonem mogłoby zapewnić wielkie odżycie i powrót na szczyty. W 2001 potrójny triumf Liverpoolu zapoczątkowany był takim samym ’’momentem Olympiakosu’’ kiedy to Gary McAllister w 93 minucie strzelił zwycięską bramkę na Goodison Park. Od takiego momentu wszystko może się zacząć’’ Oczywiście to tylko domysły…

Mówimy o tym cicho ale wyjazdowa forma Liverpoolu w tym roku jest wyśmienita a właśnie to jest potrzebne do końcowego sukcesu. Cztery zwycięstwa i remis w pięciu meczach to naprawdę rewelacyjny rezultat. Ale co się dzieje u nas na Anfield?

Nie wierze, że taka zła passa na Anfield (tak należy ocenić dotychczasowe występy ’’The Reds’’ na Anfield) będzie dalej kontynuowana, mając na uwadze rezultaty jakie Benitez osiągnął przez ostatnie trzy lata. Coś musi się tu zmienić.

Pomimo tego, że mamy żądło w postaci Torresa, ale kontuzjowani są Agger i Alonso a do formy powoli powraca Arbeloa, w drużynie wyczuwalne jest brak wiary po rozczarowujących remisach, a wola wygrywania stała się obsesyjnie pożądana.

Dodajmy jeszcze, że siedmiu podstawowych zawodników grało w środku tygodnia swoje mecze dla reprezentacji, a najwcześniejszy z możliwych start kolejki plus samobójcza bramka Hyypii nie wróżyły niczego dobrego...

To było arcyważne zwycięstwo mimo tego, że gra Czerwonych była dobra jedynie na początku, a w 94 minucie sędzia pomógł nam nie dyktując karnego dla Evertonu. Oczywiście to tylko spekulacje, bo przecież wiemy, że Reina tanio skóry nie sprzedałby.

Oczywiście nie jest łatwo grac dobrze w piłkę, kiedy drużyna pozbawiona jest wiary w siebie. Nie można jej sobie po prostu włączyć. Jeden błąd może spowodować rozkruszenie się silnej psychiki zawodników, którą potem ciężko jest odbudować jeśli nie ma się zapasu jednej bramki czy dwóch. To jest naturalne.

Liverpool miał sporo szans na zdobycie gola w drugiej połowie, szczególnie w końcówce spotkania, ale napastnicy pokazali jak bardzo są spięci i nie potrafili spokojnie wykorzystać sytuacji.

Na słowa uznania zasługuje Woronin, który był bardzo aktywny i doszedł do kilku dogodnych pozycji, ale ostatecznie nic z tego nie wynikło. Zmusił Tima Howarda do większej ilości interwencji, aniżeli cała drużyna Evertonu, która praktycznie w ogóle nie zatrudniła Pepe Reiny w całym spotkaniu. Rzeczywiście dziwaczny strzał Samiego Hyypii dał prowadzenie gospodarzom do przerwy, pomimo tego że nie oddali żadnego celnego strzału na bramkę Hiszpana.

Oczywiście ten rezultat może wpłynąć pozytywnie na naszych zawodników. Powoduje to, że w następnym meczu, gra się łatwiej i z polotem. Oczywiście, aby to przyszło, trzeba głęboko w siebie uwierzyć. Oczywiście w przypadku derby nie można mówić o futbolu, który zatyka dech w piersi, bo tu najważniejsze są punkty.

Czasami kto zwycięży derby zależy od tego, kto ma mniejszą presję zwycięstwa. Ostatnio zawsze było to trudne, ponieważ ’’The Reds’’ zawsze jeĽdzili na Goodison na początku sezonu , w momencie kiedy ’’ The Toffees’’ mieli najlepszy start sezonu. W momencie kiedy Everton chciał się przechwalać ewentualną wygraną, w przypadku porażki, wciąż mogli się cieszyć z tego, że są wyżej. To oznaczało brak presji na nich.

W tym roku było troszkę łatwiej Liverpoolowi, gdyż Everton aby przeskoczyć Liverpool, potrzebował zwycięstwa 5:0. Kto miałby to zrobić? Anichebe? Raczej nie wydaje mi się... Jasne było to, że presja była na Liverpoolu.

Przegrać z Everton, i to nie jest istotne skąd pochodzisz, to tak jakby zabrali Ci 9 punktów. To mogłoby spowodować przyjście ciemnych chmur nad drużynę. Wygrali, a skutki tego mogą być ogromne. Z punktu widzenia ligowej tabeli to zwyczajne 3 kolejne punkty, ale z psychologicznego punktu widzenia to więcej niż tylko 3 punkty.

Nie wierzę, że szczęście rozkłada się równomiernie przez cały sezon, ale jeśli chodzi o główne decyzje podejmowane przez Rafę, to logiczne jest to, że część meczy przegrasz a część wygrasz.

Liverpool zasłużył na pierwsze karne w tych rozgrywkach, choć należały się one nam już wcześniej (chociażby ścięty Torres w meczu z Reading). Te faule były rażące, i ewidentnie należały się za nie czerwone kartki, gdyż to były czyste sytuacje do zdobycia bramki. Przeciwko Liverpoolowi przyznane były absurdalnie przykre karne jak ten w meczu z Chelsea, które kosztowały nas 6 punktów.

Everton mógł mieć jednego karnego, może nawet dwa, ale patrząc na ostatnie ich zwycięstwo 3:0 kiedy podjęte zostały bardzo dziwne decyzje, po poturbowaniu Alonso i Finnana przez Artete jakoś wtedy David Moyes nie protestował.

Uważam, że Andy Gray spisał się naprawdę kiepsko tego wieczoru i bardzo negatywnie mnie zaskoczył.

Sama zmiana była bardzo dziwna, ale jeszcze dziwniejsza była ostra reakcja komentatora na Sky Sports, który ostro skrytykował Beniteza, pomimo tego że wiedział niewiele o osobie która wchodzi na boisko.

Jak można oceniać piłkarza, jeśli wie się o nim tak mało? Lucas Leiva jest obecnie najlepszym piłkarzem Brazylii! Poza tym, ten chłopak naprawdę potrafi strzelać bramki. Benitez zrobił zmianę bazując na swojej ogromnej wiedzy.

To był gol Lucasa, który został zatrzymany przez skandalicznie wysuniętą rękę Nevilla.

W momencie kiedy Andy Gray krytykował Beniteza za to że na boisku jest Sissoko i marnuję idealną okazję, której Gerrard raczej by nie zmarnował (ale był wtedy jeszcze na boisku), to ta zmiana okazała się kluczową dla całego spotkania i nie była to zasługa szczęścia.

Życzę sobie, aby nie było tyle szumu w momencie kiedy Gerrard będzie zmieniany, lub pomijany w wyjściowym składzie, co muszę przyznać zdarza się bardzo rzadko. Jest wyjątkowym piłkarzem, ale w całej tej grze nie chodzi tylko o niego. Tak samo jest z jego pozycja na boisku. Miewa lepsze i gorsze mecze w środku i na prawej flance, ale fala krytyki spada tylko wtedy kiedy miewa gorszy mecz na flance.

Liverpool odnosił naprawdę dobre wyniki podczas jego absencji spowodowanej urazem stopy. Czerwoni pokazali, że naprawdę dobrze sobie radzą bez niego, ale zawsze kiedy Liverpool przegrywa a Gerrarda nie ma na boisku, dochodzi do dyskusji o tym, że to drużyna jednego zawodnika.

W tym roku Liverpool zdobył dużo bramek, a Gerrard tylko jedną w pierwszym meczu tego sezonu. Znajdzie sposób na strzelanie bramek już niedługo, ponieważ jest za dobry na to, żeby nie strzelać (podobną niemoc strzelecką miał w zeszłym sezonie). Założę się, że jeśli w następnym meczu strzeli, to komentator powie: ’’ Kto jeszcze?’’ , tak jakby nie było nikogo poza nim odpowiedzialnego za strzelanie bramek, pomijając fakt, że obecnie napastnicy strzelili 17 bramek. Dodam jeszcze, że Alonso i Benayoun strzelili już więcej od naszego kapitana.

Dyskusja na temat rotacji będzie kontynuowana. Nawet niewiele zostało zrobione kiedy David Moyes dał odpocząć Jamesowi McFaddenowi, pomimo tego, że jest to jeden z lepszych jego piłkarzy, gdyż ten grał wcześniej dwa mecze dla swojej reprezentacji. Gerrard zagrał 70 minut i zszedł z boiska zanim mógłby nabawić się kontuzji.

Rafa powinien mieć prawo do przesuwania kogokolwiek i gdziekolwiek tak jak mu się to będzie podobało i tak jak będzie czuł, że to przyniesie korzyść dla całej drużyny. Gerrard zagrał dwa arcyważne dla Anglii mecze, w tym jedno na nie do zaakceptowania boisku ze sztuczną nawierzchnią w Rosji. Grał dobrze, ale prawdopodobnie za bardzo się starał wygrać to spotkanie, a Lucas ze świeżym umysłem i wypoczętymi nogami, po prostu wszedł i odwalił kawał dobrej roboty.

Po zmianie, dziesięciu graczy Evertonu było tak wyeksploatowanych jak nie byli nigdy dotąd wcześniej. Było więcej szans na zdobycie bramki a szczęście było po naszej stronie. Wiec po co te kłótnie?

Ta zmiana była w szczególny sposób zainspirowana i zrodziła się dziwnie w głowie Beniteza. Mogła przynieść tragiczne skutki. Mogła, ale efekt był fenomenalny. I koniec historii. Powrót Gerrarda na środek pola w przyszłych meczach, a z jego powrotem na ulubioną pozycję, wróci cudowna forma.

Miejmy nadzieję, że wraz ze zwycięstwem w tym szczególnym meczu, wrócą dobre słowa o drużynie jako całości.


Paul Tomkins
liverpoolfc.tv

Autor: Majamajewski Dodano: 23.10.2007

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON