Liverpool to cień dawnej drużyny
Gdy hymn Ligi Mistrzów rozbrzmiewał wokół Villa Park, przygnębieni piłkarze Liverpoolu kierowali się do tunelu, a sektor gości opustoszał na długo przed końcowym gwizdkiem, Arne Slot oklaskiwał już jedynie rzędy pustych krzesełek.
Jak nisko upadli wielcy. Od radosnego oczekiwania na podniesienie trofeum Premier League w ostatnim dniu maja zeszłego roku do absurdu nerwowego oglądania się za siebie na Brighton & Hove Albion i Bournemouth, gdy meta jest już blisko, 12 miesięcy później.
Przyszłotygodniowa wizyta Brentford na Anfield miała być okazją, by odłożyć na bok skrajną nędzę tego sezonu i, przy braku presji, skupić się na zapewnieniu dwóm odchodzącym legendom, Mohamedowi Salahowi i Andy’emu Robertsonowi, emocjonalnego pożegnania, na jakie zasługują.
Jednak jeśli Brighton wygra w niedzielę z Leeds United albo Bournemouth uniknie porażki u siebie z Manchesterem City we wtorek, miejsce Liverpoolu w europejskiej elicie wciąż będzie zagrożone przed przyszłym weekendem.
Jeśli drużyna Slota będzie potrzebowała pozytywnego wyniku przeciwko Brentford, by zapewnić sobie miejsce w pierwszej piątce, wtedy nerwy naprawdę sięgną zenitu, ponieważ obecnie przypominają zespół całkowicie wypalony. To żałosny cień drużyny, którą kiedyś byli.
Jak ogromny kontrast między żywiołowością Aston Villi, która zmierzy się z Freiburgiem w środowym finale Ligi Europy i ma już zapewnioną grę w Lidze Mistrzów, a zatrważającym poziomem nieudolności, do którego stoczył się Liverpool.
Slot powiedział przed piątkową porażką 4:2, że spodziewa się zachować posadę tego lata po ostatnich rozmowach z dyrektorem generalnym ds. futbolu FSG Michaelem Edwardsem oraz dyrektorem sportowym Richardem Hughesem, ale to, czy powinien ją zachować, to już zupełnie inna kwestia.
Czy Edwards i Hughes naprawdę mogą ignorować rosnące nawoływania kibiców do zmian? Z tygodnia na tydzień są coraz głośniejsze, a publiczne zapewnienia Holendra, że Liverpool będzie pod jego wodzą zupełnie inną drużyną w przyszłym sezonie, brzmią coraz bardziej pusto.
- Rozumiem, że w tym momencie oni, kibice, nie mają zbyt wiele wiary ani poczucia, że w przyszłym sezonie może być dużo lepiej, ale myślę, że wtedy nie doceniają mocy okienka transferowego, które może dać nowy start - powiedział Slot reporterom po meczu. Myślę, że doskonale wiemy, co trzeba poprawić.
Były trener Feyenoordu mówił o wzmocnieniu słabych punktów składu na rynku transferowym, a także o znaczeniu powrotu zawodników po długoterminowych kontuzjach i o swoim przekonaniu, że nowi piłkarze sprowadzeni zeszłego lata zrobią krok naprzód w swoim drugim sezonie na Anfield.
Może tak być, ale „nowy start”, którego pragnie wielu, nie zakłada, że to on nadal będzie stał u steru. Slot bez wątpienia otrzymał w tym sezonie trudne warunki z powodu okoliczności niezależnych od niego, ale jednocześnie regularnie nie potrafił wydobyć maksimum z dostępnych zasobów.
Wymówki zaczynają się wyczerpywać, a zaufanie do Slota osiągnęło absolutne dno. Problemów jest tak wiele, że trudno uwierzyć, iż da się je naprawić wyłącznie poprzez dodanie szybkości na skrzydłach i większej waleczności w środku pola.
Była to 19. porażka Liverpoolu we wszystkich rozgrywkach w tym sezonie. Od momentu ostatniego awansu do najwyższej klasy rozgrywkowej w 1962 roku tylko raz przegrali więcej meczów w jednym sezonie, w kampanii 1992/93, kiedy ponieśli 20 porażek. Stracili również 52 gole ligowe w sezonie 2025/26, najwięcej w historii klubu w 38 meczowym sezonie Premier League. To alarmujący poziom przeciętności.
Tak, musieli wystawić osłabioną linię ataku przeciwko Villi, ponieważ Alexander Isak został wykluczony z gry z powodu kolejnego urazu mięśniowego, ale Slot i tak rozpoczął mecz trzema zawodnikami z podstawowej czwórki defensywnej oraz linią pomocy, która odegrała kluczową rolę w zdobyciu tytułu rok wcześniej.
Najgorsze w tym występie było to, że Liverpool nie potrafił poprawnie wykonywać nawet podstawowych rzeczy. Przez ich linię można było przechodzić z kompromitującą łatwością. Nie pilnowano wbiegających zawodników, nie doskakiwano do przeciwników i przegrywano pojedynki.
- Liverpool gra wysoko ustawioną linią obrony i nie stosuje pułapki ofsajdowej, więc są rozciągnięci w defensywie i czuję, że mam mnóstwo przestrzeni do wykorzystania - powiedział zdobywca dwóch bramek dla Villi, Ollie Watkins, w rozmowie ze Sky Sports. Z szacunkiem do nich, ich środkowi obrońcy są światowej klasy, ale dostrzegam wolne przestrzenie i okazje. Lubię wbiegać za linię obrony.
Pierwszy gol był do uniknięcia, ponieważ Liverpool dał się zaskoczyć krótkim rozegraniem rzutu rożnego, a Morgan Rogers miał czas i przestrzeń w polu karnym, by oddać strzał zakończony golem. Pomógł mu w tym Cody Gakpo, który bezsensownie odwrócił się plecami.
To był kolejny koszmarny wieczór dla Gakpo, któremu anulowano jedno trafienie z powodu spalonego, a następnie nie wykorzystał dobitki po tym, jak Rio Ngumoha trafił w słupek. Ten gol dałby gościom prowadzenie 2:1 na początku drugiej połowy po wyrównującym trafieniu Virgila van Dijka.
Od tego momentu Liverpool się rozsypał. Widać problem mentalny, co podkreśla żałosny bilans zaledwie jednego punktu zdobytego na 24 możliwe na wyjazdach przeciwko drużynom z czołowej dziewiątki tabeli w tym sezonie. Nie potrafią radzić sobie z przeciwnościami i po niefortunnym poślizgnięciu się Dominika Szoboszlaia, które doprowadziło do gola Watkinsa, wszystko się posypało.
Wynik mógł być jeszcze bardziej bolesny, gdyby nie słupki oraz kilka świetnych interwencji Giorgiego Mamardaszwilego, którego gra nogami i rozgrywanie piłki wciąż pozostają niepokojącą wadą.
Alexis Mac Allister, którego spadek formy w tym sezonie przypomina gwałtowny regres Fabinho z sezonu 2022/23, głupio opóźniał wykonanie rzutu rożnego przez Villę, symulując uraz, co skłoniło nawet Slota do powiedzenia mu, by wstał. Gdy piłka została w końcu dośrodkowana, kolejne fatalne krycie i nieudana próba złapania rywala na spalonym pozwoliły Watkinsowi zdobyć bramkę na 3:1.
Liverpool stracił już 20 ligowych goli po stałych fragmentach gry, nie licząc rzutów karnych, w tym sezonie, co jest ich najgorszym wynikiem w erze Premier League. Te same problemy pojawiają się tydzień po tygodniu, więc albo plan gry Slota i jego przekaz są wadliwe, albo piłkarze po prostu go nie słuchają.
- To frustrujące, ponieważ jako trener jesteś również odpowiedzialny, jeśli pewne rzeczy dzieją się raz za razem. Zatrudniono cię po to, by próbować zapobiec temu następnym razem - dodał Slot.
John McGinn wykorzystał fakt, że Milos Kerkez nie doskoczył do niego odpowiednio szybko i fantastycznym uderzeniem zdobył czwartego gola dla Villi, zanim Van Dijk zdobył drugą bramkę głową w doliczonym czasie gry.
Po raz kolejny Liverpool stworzył bardzo niewiele z gry. Bezzębni z przodu, niezwykle podatni z tyłu i całkowicie zdominowani pod względem zaangażowania w środku pola. Zamiast odpowiedzieć po wygwizdaniu ich po meczu z Chelsea sześć dni wcześniej, sięgnęli jeszcze większego dna.
Slot znajduje się w samym centrum burzy, która rozszalała się na dobre.
James Pearce

Komentarze (5)
Może i za naszą linię wbiega się z kompromitującą łatwością, ale za to potem można ze świeżością robić city breaki. Piłkarze zrozumieli, że 2h wstydu to mniejszy koszt niż ciężka praca na treningu w trakcie sezonu.
Slot zniszczył wszystko, Alonso podpisuje Chelsea - mam nadzieję, że kibice zrobią ostrą fetę na mecz z Brentford. Próg toksyczności z którego się będziemy leczyć latami został osiągnięty ekspresowo.