Arne Slot — trener, który wbiegł do płonącego budynku
Arne Slot nie miał prostego zadania. W minionym sezonie musiał mierzyć się z wpływem jakie miała tragiczna śmierć Diogo Joty, kontuzjami piłkarzy sprowadzonych za wielkie pieniądze oraz nieszczęśliwym Mohamedem Salahem. Ostatecznie to jednak brak regularności w grze zespołu, doprowadziły do utraty zaufania kibiców.
W tym czasie pełnym zawirowań, które ostatecznie doprowadziły do zwolnienia Arne Slota, przedstawiciele Liverpoolu przypominali, dlaczego decydowali się dalej obdarzać Holendra zaufaniem.
– To on pobiegł w stronę płonącego budynku – powiedziało jedno ze źródeł z klubu, chcąc zaznaczyć fakt, że gdy w lipcu 2024 roku trwały poszukiwania następcy Jürgena Kloppa, Holender jako pierwszy zgłosił gotowość do podjęcia wyzwania.
Podczas gdy inni trenerzy, a przede wszystkim Xabi Alonso, wahali się, Slot nie miał żadnych oporów przed wejściem w buty człowieka uwielbianego przez całe miasto. Nie obawiał się również przebudowy, która prędzej czy później miała okazać się konieczna podczas kadencji, mającej trwać według pierwszego kontraktu trzy lata. Było to świadectwo jego wiary we własne możliwości – cechy, którą zachował aż do samego końca. Perspektywa tej pracy zwyczajnie go ekscytowała.
Gdy obejmował stanowisko, nic nie wskazywało na taki rozwój wydarzeń. Przejmował zespół gotowy do dalszego rozwoju, co potwierdziło zdobycie mistrzostwa Premier League już w pierwszym sezonie. Następnie Liverpool wydał 450 milionów funtów, próbując zamienić jeden tytuł zdobyty pod jego wodzą w dwa. A potem trzy. I cztery.
To, że płomienie zaczęły się rozprzestrzeniać, nie jest wyłącznie winą Slota, ale jak to zwykle bywa. trener wychodzi z takich sytuacj z największymi oparzeniami.
Koniec końców to sam Slot ułatwił Liverpoolowi podjęcie decyzji. Wiele słabości widocznych w grze jego drużyny podczas klasycznego „trudnego drugiego sezonu” wskazywał on sam, a nie krytycy.
Podczas analizy minionego sezonu, przeprowadzonej przez klub, nie trzeba było zagłębiać się w eksperckie statystyki . Wystarczyło posłuchać ocen Slota dotyczących występów zespołu – w dużej mierze sam przekonywał klub, że potrzebna jest zmiana.
Kolejność przypadkowa: Slot przyznawał, że jego drużyna nie lubi długich piłek. Ani długich wrzutów z autu. Ani gry przeciwko głęboko cofniętej obronie. Ani stałych fragmentów gry. Nie jest wystarczająco bezwzględna. Czasami nie biega wystarczająco intensywnie i nie podejmuje walki. Nie radzi sobie z rozegraniem trzech meczów w ciągu siedmiu dni.
W ostatnich tygodniach coraz trudniej było zrozumieć, co właściwie Liverpool próbuje robić na boisku. Przebieg meczu wyglądał mniej więcej tak: ślamazarnie, ślamazarnie, szybko, ślamazarnie, ślamazarnie, do tyłu, wszerz. Taki schemat stał się normą. Wymowne jest to, że klub szuka teraz następcy, który wprowadzi „bardziej ofensywny, agresywny i dynamiczny styl gry”.
Liverpool może twierdzić, że nie jest to krytyka, ale taka deklaracja stanowi miażdżącą ocenę pokazującą, jak bardzo klub zboczył z wyznaczonego kursu.
Mimo wszystkich problemów, które towarzyszyły temu sezonowi – a było ich wiele, począwszy od śmierci Diogo Joty, przez kontuzje, aż po spadek formy wcześniejszych gwiazd – o losie 47-letniego szkoleniowca przesądził brak spójności i regularnośći w występach na boisku. To właśnie on pogłębił rozłam między drużyną a kibicami, przez co gwizdy stały się codziennością.
Dyrektor sportowy Richard Hughes przekonał się o tym osobiście podczas remisu 1:1 z Chelsea na początku miesiąca. Według relacji Slot podczas przerwy ostro skrytykował swoich piłkarzy. Jego tyrada była tak gwałtowna i mocna, że słyszano ją nawet na korytarzach poza szatnią.
Hughes nie jest częstym gościem na meczach na Anfield i nie był nim również w poprzednim sezonie, więc nie widział pełnego obrazu sytuacji. Jednak dostrzegł klub podzielony.
Perspektywa rozpoczęcia kolejnego sezonu w tym samym układzie wydawała się ryzykowna, wręcz naiwna. A kierownictwo Liverpoolu z pewnością nie jest naiwne. Wystarczyłaby pierwsza porażka, by cały cykl gniewnych reakcji kibiców i krytyki drużyny rozpoczął się od nowa.
Nie chodziło już nawet o to, że Slot nie był Kloppem. Slot przestał być nawet samym sobą. A może jednak nie? To właśnie najbardziej dezorientujący aspekt całej historii.
Odchodzi 24 miesiące po przybyciu z Feyenoordu, choć jego twarz zdobiła flagę na The Kop, oddającą hołd legendarnym trenerom Liverpoolu. Zdobycie mistrzostwa Premier League zapewniło mu miejsce obok Shankly’ego, Paisleya, Fagana, Dalglisha, Beníteza i Kloppa. Paradoksalnie jednak, wciąz nie wiemy, jak dobrym jest trenerem.
Teza, że Liverpool w sezonie 2024/25 jechał jedynie na "pamięci mięśniowej" wypracowanej przez Kloppa, wydaje się błędna. Niemiec nie potrafił bowiem zdobyć mistrzostwa z tym samym zespołem w dwóch poprzednich sezonach. Gdy Slot obejmował drużynę, jedynym nowym piłkarzem był Federico Chiesa, którego wkład okazał się marginalny.
Owszem, genialna forma Mohameda Salaha napędzała mistrzowski marsz, zakończony ostateczne przewagą dziesięciu punktów nad resztą stawki. Jednak znaczenie miały również zmiany taktyczne wprowadzone przez Slota, takie jak przesunięcie Ryana Gravenbercha na pozycję defensywnego pomocnika.
Przed domowym meczem z Manchesterem City, Slot poświęcił część odprawy na wyjaśnienie, że drużyna Pepa Guardioli jest podatna na niskie, szybkie dośrodkowania. Gol Cody’ego Gakpo tamtego dnia padł właśnie po takim zagraniu, a piłkarze szybko zaczęli doceniać przenikliwość szkoleniowca.
Jednak niewygodne pytania rodzi jego niezdolność do zatrzymania obecnego kryzysu – pytana dotyczące przede wszystkim autorytetu.
Wszystkie cechy, dzięki którym w słynnym raporcie Hughesa uznano go za idealnego następcę Kloppa – rozwijanie zawodników czy skuteczne przeprowadzanie zespołu przez okres transformacji – w tym sezonie były praktycznie niewidoczne.
Trzeba jednak zaznaczyć, że okoliczności, z jakimi przyszło mu się mierzyć, byłyby trudne dla każdego trenera. Właściciele klubu, Fenway Sports Group (FSG), długo wykazywali zrozumienie dla bezprecedensowej sytuacji, przekonując, że mistrzowski trener nie zapomniał nagle swojego fachu. Do czasu, aż to zrozumienie się wyczerpało.
Regres Liverpoolu
| Mistrzowski sezon | Ten (miniony) sezon | |
| 25 | Mecze wygrane | 17 |
| 4 | Mecze przegrane | 12 |
| 86 | Strzelone bramki | 63 |
| 41 | Stracone bramki | 53 |
| 14 | Czyste konta | 10 |
| 57,9% | Średnia posiadania piłki | 59,3% |
| 13,3% | Strzały zamienione na bramkę | 10,7% |
| 23 | Punkty zdobyte jako drużyna przegrywająca mecz | 5 |
Śmierć Diogo Joty w lipcu ubiegłego roku położyła się cieniem na całym sezonie Liverpoolu. Dopiero niedawno tacy zawodnicy jak Andrew Robertson, Virgil van Dijk, Curtis Jones i Conor Bradley zaczęli publicznie mówić o wpływie tej tragedii na drużynę.
Sam Slot przyznał, że przemówienie do piłkarzy po raz pierwszy po śmierci Joty – i próba ponownego skupienia ich na futbolu – było najtrudniejszym wystąpieniem w całej jego karierze.
Nikt nie zna prawdziwej ceny, jaką Liverpool zapłacił za tę tragedię. Być może stanie się to jasne dopiero za kilka lat. Jedno jest jednak pewne: żaden inny klub nie miał podczas okresu przygotowawczego psychologów i terapeutów żałoby obecnych na co dzień w ośrodku treningowym.
Później przyszły problemy boiskowe: niepokojący spadek formy i coraz gorsze wyniki, kontuzje kluczowych zawodników, takich jak Bradley (zwłaszcza biorąc pod uwagę problemy na prawej obronie podczas jego nieobecności) i Alexander Isak, a także niesubordynacja gwiazdy zespołu, Mohameda Salaha, która jeszcze bardziej podzieliła Anfield w momencie, gdy klubowi najmniej potrzebne były kolejne konflikty.
Twierdzenie Salaha, że został przez Slota uczyniony kozłem ofiarnym za zbiorowe niepowodzenia drużyny, pozostawało jednym z wątków przewijających się przez cały sezon. Oczywista nieufność piłkarza wobec trenera była równoważona przez ostrożność Slota, który gryzł się w język, by nie powiedzieć czegoś zbyt kontrowersyjnego przed meczem z Chelsea, gdy kwestie standardów – zarówno na boisku, jak i poza nim – stały się szczególnie istotne.
Ogólnie rzecz biorąc, nie była to szczęśliwa grupa. Wielu zawodników zmagało się z problemami kontraktowymi, które stopniowo podkopywały atmosferę. Najnowszym przykładem jest Ibrahima Konaté, który może odejść za darmo, po tym jak jego kontrakt wkrótce wygaśnie. Jak dotąd nie udało się uzgodnić nowych warunków.
John Heitinga, trener pierwszego zespołu, który pod koniec mistrzowskiego sezonu odszedł, by objąć Ajax, był postrzegany jako swego rodzaju bufor między szatnią a sztabem szkoleniowym. Nie należy przeceniać jego roli, ale jeśli dziś wspomina się o jego nieobecności jako o czymś odczuwalnym, to dlatego, że ktoś gdzieś uważa, iż potrafiłby rozwiązać pewne problemy, które później narosły.
Oczywiście fakt, że gigantyczna, letnia ofensywa transferowa nie przyniosła natychmiastowych rezultatów, nie był winą Slota. Liverpool liczył na płynne przejście do nowej rzeczywistości. Stało się dokładnie odwrotnie.
Florian Wirtz, Alexander Isak, Hugo Ekitike, Milos Kerkez (który wcześniej grał pod wodzą Andoniego Iraoli, głównego kandydata do zastąpienia Slota), Giorgi Mamardaszwili, Jeremie Frimpong i Giovanni Leoni mogą jeszcze okazać się bardzo ważnymi zawodnikami. W przypadku Leoniego, który zerwał więzadło krzyżowe przednie już podczas debiutu, nie powinno się wyrokować w żaden możliwy sposób. Pozostali jednak w różnych momentach sezonu zawodzili i grali poniżej oczekiwań.
Nie pomogło również to, że Slot mógł wystawić jednocześnie Wirtza, Ekitike i Isaka przez zaledwie 119 minut.
Poza tym jasne jest, że praca Richarda Hughesa oraz Michaela Edwardsa, dyrektora generalnego ds. piłki nożnej w FSG, pozostawiła Liverpool z niezrównoważoną kadrą, która nie odpowiadała potrzebom takich zawodników jak Isak. jeśli nowy trener ma zrobić kolejny krok naprzód, tego lata trzeba dokonać pewnych korekcj.
Edwards zbudował swoją reputację w okresie, gdy pełnił funkcję dyrektora sportowego Liverpoolu podczas złotej ery między 2016 a 2019 rokiem. Skuteczność transferów była wtedy imponująca: Sadio Mané, Salah, Andrew Robertson, Georginio Wijnaldum, Virgil van Dijk, Alisson i Fabinho.
To był niemal nierealnie dobry okres. Natomiast od tamtego czasu polityka transferowa Liverpoolu przynosiła bardziej mieszane rezultaty.
Edwards nie uczestniczył w dużej części okresu mającym być przebudową – odszedł w 2022 roku i wrócił w 2024. Jednak teraz, po raz pierwszy również i przy nim, jak i przy Hughesie, pojawiają się znaki zapytania. Teraz muszą dopilnować, by następca Slota nie sparzył się w podobny sposób jak Holender. Co ciekawe, zarówno Edwardsowi, jak i Hughesowi pozostał tylko rok kontraktu.
A sam Slot – piłkarski obsesjonat, który wydawał się najszczęśliwszy, gdy mógł rozmawiać o... Paris Saint-Germain – być może dzięki doświadczeniom ostatnich dwunastu miesięcy stanie się lepszym trenerem.
Gdy Klopp podczas swojej prezentacji w Liverpoolu w październiku 2015 roku nazwał siebie "The Normal One" ("Ten Normalny"), nawiązując do słynnego określenia José Mourinho "The Special One" ("Ten Wyjątkowy"), opisał sam siebie w sposób niepasujący do jego natury. Klopp był bowiem żywiołem natury.
Znacznie bardziej pasuje on do jego następcy, Arne Slota. Człowieka, którego nowoczesny świat futbolu najpierw przemielił, a potem wypluł – świata, w którym cierpliwość kibiców stopniowo się wyczerpywała, aż w końcu podobne wnioski zaczęto wyciągać również w gabinetach klubowych władz.
Paul Joyce

Komentarze (9)
to jak u strażaka z problemami psychicznymi -podpala a potem próbuje się wykazać
Prawda jest taka, że gdyby był dobrym motywatorem, to ta tragedia powinna ich wszystkich bardziej do siebie zbliżyć i zmotywować. Widocznie na tym polu również poległ/