Toksyczny sezon Liverpoolu
Artykuł z cyklu Artykuły
Jak do tego doszło? To jedno z tysiąca pytań, ale wydaje się najbardziej zasadne, zwłaszcza biorąc pod uwagę znaczenie tej daty.
25 maja to dla Liverpoolu Boże Narodzenie. Tego dnia w 1977 roku zdobyto pierwszy Puchar Europy, gdy Borussia Mönchengladbach została rozbita w Rzymie; również piąty triumf przypadł na tę datę w 2005 roku dzięki „Cudowi w Stambule”.
Potem, 12 miesięcy temu, nadeszło popołudnie, o którym niektórzy myśleli, że nigdy nie nadejdzie: Liverpool został mistrzem, a Anfield zjednoczyło się w radości. Żaden obraz nie oddaje tych emocji lepiej niż Virgil van Dijk patrzący z zachwytem na Alana Hansena, legendę klubu, który wręczał mu trofeum.
Inna scena, której nie sposób zapomnieć, to trener Liverpoolu stojący samotnie przed The Kop, zachęcany przez tłum do uniesienia trofeum nad głowę. Zrobił to: przyniósł im numer 20, jak śpiewali, a jego nazwisko brzmiało Arne Slot.
Wyobraźcie sobie opuszczanie stadionu tamtego dnia i stwierdzenie, że za rok atmosfera będzie buntownicza, stadion pustawy, a część kibiców będzie kłócić się między sobą, krytykując kampanię i atakując człowieka odpowiedzialnego za drużynę.
Brzmiałoby to niedorzecznie, ale właśnie tak było. Wielu nie chciało słuchać o okolicznościach łagodzących i dlatego sezon 2025/26 przejdzie do historii jako najbardziej toksyczny od 2009/10, gdy Tom Hicks i George Gillett prowadzili ten oceaniczny liniowiec prosto na skały.
To nie jest próba całkowitego zdjęcia winy ze Slota. Wręcz przeciwnie. Kiedy prowadzisz Liverpool, ponosisz pełną odpowiedzialność za wyniki. W sezonie 2009/10 Rafael Benítez nadzorował 18 porażek i nie zdołał zakwalifikować się do Ligi Mistrzów. Został zwolniony trzy tygodnie po zakończeniu sezonu.
Pojawiały się też porównania do chaosu z sezonu 2014/15, gdy trenerem był Brendan Rodgers, a Liverpool, ponownie po niezakwalifikowaniu się do Ligi Mistrzów, przegrał 18 razy. Otrzymał jeszcze jedną szansę, ale wszystko wskazywało na nieuniknione. Odszedł już w październiku.
Slot, mając na koncie 19 porażek, stąpa więc po niezwykle cienkiej linie. Cierpliwość Fenway Sports Group, właścicieli klubu, nigdy nie jest nieograniczona i gdyby Liverpool nie awansował do rozgrywek, które mają tak ogromne znaczenie, konieczna byłaby decyzja, ale całkowitej katastrofy udało się uniknąć.
W ostatnich miesiącach nie prezentował się najlepiej jako trener, co sam przyzna, a dwa punkty zdobyte w ostatnich czterech meczach niepotrzebnie skomplikowały sytuację. Gdy wróci w lipcu, od pierwszego dnia treningów będzie poddawany ogromnej kontroli.
Liverpool nie może pozwolić, by toksyczność trwała dalej
Slot uważa, że potrafi to naprawić. Gdyby uznał, że zadanie go przerasta, poinformowałby Ajax, że jest zainteresowany objęciem ich drużyny, gdy wcześniej się z nim kontaktowali. Holender chce odnieść sukces na Anfield.
Mimo to poziom potępienia, jaki na niego spadł, wielokrotnie przekraczał granice. Kibice Liverpoolu zawsze mieli wysokie oczekiwania, ale Slot był atakowany w sposób, którego nie doświadczył żaden z jego poprzedników i trudno nie zastanawiać się, dlaczego niechęć wobec niego jest tak intensywna.
Internetową furię podsycali kibice. Niektórzy prowadzą konta z ogromną liczbą obserwujących i regularnie rozpowszechniają dezinformację. Wiele z tych kont ma w opisach hasło „powered by Rainbet”, firmy bukmacherskiej, której działalność jest ograniczona w Wielkiej Brytanii.
Nieustanny zalew negatywnych treści wpływa jednak na sposób postrzegania sytuacji, a kiedy pogarszają go wyniki, w połączeniu z rozpadem relacji między Slotem a Mohamedem Salahem po jego kazaniu „Zostałem wrzucony pod autobus” po meczu z Leeds w grudniu ubiegłego roku, obraz staje się jeszcze gorszy.
Do tego doszedł ważny wątek poboczny, gdy w kwietniu na Anfield odbył się protest przeciwko FSG z powodu podwyżki cen biletów, a napięcia wzrosły jeszcze bardziej. Niektórzy kibice kupujący przekąski przed meczem z Crystal Palace byli traktowani tak, jakby byli bojowymi robotnikami łamiącymi strajk.
Ponownie, nie jest to próba przerzucania winy gdzie indziej. Slot odpowiada za wybór składu, taktykę, przygotowania i wyniki, a liczby, 24 punkty mniej, 23 gole mniej i 12 więcej straconych, nie działają na jego korzyść.
Ale spójrzmy z dystansu na część problemów, z którymi musiał się mierzyć. Alexander Isak, napastnik wart 125 milionów funtów, pojawił się nieprzygotowany fizycznie, a potem złamał kostkę, gdy wreszcie odzyskał formę; Giovanni Leoni, obrońca sprowadzony za 27 milionów funtów, zerwał więzadło krzyżowe przednie podczas debiutu.
A to nie wszystko. Hugo Ekitike, największy pozytyw w drużynie, zerwał ścięgno Achillesa, a Conor Bradley, prawy obrońca niezwykle ceniony w klubie, doznał tak poważnego urazu kolana, że jego sezon zakończył się natychmiast, a termin powrotu nadal pozostaje nieznany.
Przede wszystkim jednak była tragedia Diogo Joty, wydarzenie tak traumatyczne i druzgocące, że jego skutki są odczuwalne nawet 10 miesięcy później. Ból widoczny na twarzy Andrew Robertsona, gdy mówił o tym w zeszłym tygodniu, pokazał, przez co przeszła ta drużyna.
Pod koniec ubiegłego lata w klubie panowało przekonanie, że wcześniej czy później nadejdzie spadek formy, ale zakładano, że Liverpool ostatecznie wydostanie się z kryzysu i odzyska równowagę, osiągnięcie tego okazało się jednak znacznie trudniejsze.
Teraz sezon dobiegł końca. Kibice ciężko wzdychali, opuszczając stadion w niedzielę po niezręcznym remisie 1:1 z Brentford, czując ulgę, że to już koniec. Wszyscy potrzebują oczyścić umysły i potraktować sezon 2025/26 jako doświadczenie. Toksyczność nie może pozostać.
Dominic King
Autor: Matt_ityahu1892
Data publikacji: 27.05.2026
