Osób online 1310

Wspomnienia Hamanna


Didi Hamann obawiał się, że jego kariera na Anfield zakończy się w bardzo smutny sposób. Siedząc na ławce rezerwowych w 2005 roku podczas finału Ligi Mistrzów w Stambule, niemiecki pomocnik oglądał swoich kolegów z drużyny, którzy zostali zmiażdżeni w pierwszej połowie na Ataturk Stadium.

Jego kontrakt dobiegał do końca, a Rafa poinformował go, że nie zamiera z nim przedłużać umowy. Dlatego też Hamann wstępnie dogadał się z Boltonem w celu kontynuacji swojej kariery poza Anfield.

Co się stało po przerwie przeciwko Milanowi, stało się już legendą. Benitez zaufał w drugiej połowie Didiemu wpuszczając go na murawę, a popularny 'The Kaiser' pomógł the Reds w jednym z największych powrotów do gry w historii piłki nożnej.

W swojej nowej książce 'The Didi Man: My Love Affair to Liverpool', popularny Niemiec wspomina tamtą niesamowitą noc w Stambule, m.in. poprzez opisanie okoliczności towarzyszących konkursowi rzutów karnych oraz świętowania sukcesu z jednocześnie palącym i płaczącym prezesem Davidem Mooresem.

Wielki wkład Hamanna w ten triumf dał mu miejsce wśród legendarnych piłkarzy w historii Liverpoolu oraz możliwość przedłużenia kontraktu z the Reds.

- Rafa, całkiem spokojnie, bez pokazywania emocji, wszedł do szatni. Popatrzył się na mnie. "Kaiser, szykuj się, wchodzisz na boisko". Przebrałem się i wyszedłem na murawę, żeby rozpocząć rozgrzewkę w przerwie po pierwszej połowie - wspomina Hamann.

- Po 15 minutach, wyszliśmy na boisko. Kiedy stałem tuż przed pierwszym gwizdkiem, stwierdziłem, że mógłbym spędzić znacznie milej środowy wieczór na wiele różnych sposobów.

- Na szczęście, nasi fani szybko się otrząsnęli i zaczęli nas wspierać śpiewając "You'll never walk alone". Pomimo beznadziejnego wyniku wierzyli, że uda się nas jakoś zmobilizować do powrotu do gry.

- Myślałem w następujący sposób - jeżeli damy radę strzelić szybko bramkę, to będziemy mieli szansę na powrót do rywalizacji. Jeśli natomiast zagramy tak jak w pierwszych 45 minutach, to się skompromitujemy i kibice nam tego nigdy nie wybaczą.

- Wiedziałem, że wybaczyliby nam porażkę po nieustępliwej walce, dlatego nie mieliśmy nic do stracenia. Nie tak sobie wyobrażałem mój koniec kariery w Liverpoolu.

- Starałem się poukładać grę w środku, żeby odciążyć Stevena z przodu. Wiedziałem, że jeżeli ktoś ma odmienić losy tego spotkania, to może być to tylko Gerrard. Na szczęście, po podaniu Riise znalazł się w odpowiednim miejscu i pięknie uderzył główką. Nasz fenomenalny kapitan zapisał pierwszy rozdział tej pięknej legendy.

Liverpoolowi udało się zniwelować różnicę bramek do jednej po golu Vladimira Smicera. Później wyrównał Xabi i mecz rozpoczął się od nowa. Dla Hamanna jednak trudny okres przyszedł w dogrywce.

- Jakieś 5 minut przed końcem regulaminowego czasu gry, poczułem ostry ból w stopie. Wiedziałem, że to jest bardzo zła wiadomość, ale tej legendarnej już nocy nie mogłem zejść z boiska przed końcowym gwizdkiem.

- Pomiędzy zakończeniem dogrywki a pierwszą serią rzutów karnych minęło maksimum 6 minut. W tym czasie, podszedł do mnie Rafa i spytał się, czy chce strzelać. Wiedziałem, że mam złamaną kość, ale, nie mówiąc o tym trenerowi, odpowiedziałem krótko: "Tak.".

- Chwilę później trener znów mnie zawołał i powiedział:" Będziesz pierwszy wykonywał jedenastkę.". Trudno mi powiedzieć, czy była to decyzja mająca na celu zaskoczenie Milanu, czy najzwyczajniej w świecie była dziwactwem ze strony Beniteza. Nigdy nie uznawałem się za świetnego egzekutora rzutów karnych, jednego nawet przestrzeliłem przeciwko Birmingham w Pucharze Ligi.

- Byłem jednak gotów podjąć wyzwanie. Wiedziałem, że Milan jest w gorszej pozycji pod względem psychologicznym, dlatego też strzelona jedenastka mogłaby utorować nam drogę do zwycięstwa.

Hamann trafił do bramki Didy, a gdy Dudek obronił strzał Szewczenki, rozpoczęła się wielka impreza.

- Tej nocy, jeden moment podsumował niesamowitą więź między piłkarzami oraz fanami Liverpoolu.

- Tuż po tym jak piłkarze rzucili się na Jerzego, żeby go objąć po wspaniałym występie, sami wpadli w objęcia kibiców. Oni zareagowali tak samo jak matka, która straciła już nadzieję, lecz w końcu dane jej było ujrzeć syna powracającego z wojny.

- Tu nie chodzi o nas, piłkarzy celebrujących dla fanów. My celebrowaliśmy to z nimi wspólnie. Staliśmy się jednością. To było nasze zwycięstwo, każdego z nas.

- Ciężko jest mi powiedzieć, co działo się później. Mecz skończył się o godzinie 0.30 czasu lokalnego, świętowaliśmy około godziny, więc w do szatni wróciliśmy o 1.30.

- Po tej wielkiej wrzawie na płycie boiskowej, w szatni nagle ucichliśmy. Panowała tam dosyć niespodziewana, cicha atmosfera.

- Siedziałem sam, rozmyślając nad tym co się właśnie wydarzyło, gdy do szatni wszedł nas prezes, David Moores. Łzy płynęły po jego policzkach.

- Widziałem, jak przechodził po całej szatni, ściskając wszystkich piłkarzy po kolei. Kiedy przyszedł do mnie, spytałem go, czy moglibyśmy porozmawiać na osobności. Moores zdziwił się takim zachowaniem, ale zgodził się na moją propozycję.

- Stał ze mną pod prysznicami nieco zmieszany moim dziwnym postępowaniem. Staliśmy się szybko kumplami, bo mieliśmy jedną wspólną cechę odróżniającą nas od reszty. Obaj paliliśmy. Szybko powiedziałem:"Prezesie, potrzebuję papierosa, w tym momencie, dasz mi jednego?". Popatrzył się nam nie tak, jakbym spytał, czy Milan może zabrać sobie puchar do domu. "Kaiser, a jak Rafa się dowie?", odpowiedział szepczącym głosem, w którym można było uchwycić zaniepokojenie cechujące szkolnego młokosa obawiającego się kary za złe zachowanie.

- Niesamowite. Prosiłem o papierosa szepczącym głosem, nie dlatego, że obawiałem się bycia nakrytym, lecz po prostu miałem tak wielką ochotę zapalić. Szybko powiedziałem:"Prezesie, przecież, *****, jesteś właścicielem tego klubu! Jeżeli wejdzie Rafa, to mu powiesz, że Kaiser miał ochotę na peta, jasne?".

- Niechętnie otworzył swoją paczkę i poczęstował mnie papierosem. Później wyjął zapalniczkę, odpalił i staliśmy w milczeniu. Patrzyliśmy na siebie bez słowa - prezes trząsł się, nie mógł na tym zapanować, łzy płynęły wartkim strumieniem, a popiół z papierosa sam spadał na ziemię. Wpatrywaliśmy się w siebie nawzajem nie wierząc w to, co się wydarzyło tamtego dnia.

- Nie wypowiedzieliśmy ani jednego słowa. Ta cisza jeszcze bardziej uwydatniła emocje, jakie przeżywaliśmy w trakcie przerwy na papierosa.

Hamann wyjawia, dlaczego odrzucił ofertę Davida Moyesa odnośnie przenosin na Goodison Park

Latem 2006 roku, Didi Hamann niechętnie poszukiwał nowego klubu.

Niemiecki pomocnik zakończył swoją karierę w Liverpoolu w wielkim stylu - po 283 spotkaniach wygrał z the Reds FA Cup przeciwko West Hamowi w Cardiff.

Didi rozegrał wystarczającą ilość spotkań, żeby móc przedłużyć kontrakt, lecz Rafa poinformował go, że może zostać co najwyżej rezerwowym.

Rozeszły się plotki, że Hamann jest do wzięcia, więc szybko zgłosił się po niego Moyes z ofertą przenosin do Evertonu.

- Dostałem telefon. Usłyszałem znajomy głos z delikatnym, szkockim akcentem:" Cześć Didi, tu David Moyes. Nie będę owijał w bawełnę - chciałbym, żebyś grał u nas".

- To była dla mnie szokująca wiadomość. Oczywiście mam duży respekt dla Moyesa, jest świetnym menedżerem. Zawsze podobały mi się starcia z Evertonem.

- Nigdy nie miałem również żadnych problemów z ich fanami. Pomimo niesamowitej rywalizacji w Liverpoolu, nie popadłem w żaden konflikt z którymkolwiek kibicem Evertonu.

- Bardzo chciałem zagrać u boku Moyesa. Problem był jednak jeden - to był Everton. W głowie kotłowały mi się różne myśli, dlatego dobrze, że instynkty przemówiły za mnie. "Moysie, bardo chciałbym grać u Ciebie, ale chcę również wrócić do Liverpoolu za pięć czy dziesięć lat. Nie zrozum mnie źle, chciałbym, żeby wtedy również traktowano mnie jako członka rodziny."

- Gdybym zagrał w Evertonie, to pewnie mógłbym wrócić na Anfield, ale to już byłaby inna relacja. Nie mogłem sobie pozwolić na pogorszenie stosunków z fanami, z klubem.

- David zrozumiał moje rozterki. Nie zmienia to faktu, że kibice Evertonu mogą być dumni mając tak dobrego szkoleniowca u siebie.

Zamiast tego, Hamann podpisał kontrakt z Boltonem, lecz w ostatniej chwili zmienił zdanie, gdy dostał ofertę od Manchesteru City. Tym samym Bolton wyłożył 400.000 funtów za piłkarza, który ani razu nie kopnął piłki w ich spotkaniach.

Dlaczego Didi uważa siebie za "Bawarskiego Scousera" dzięki miłości do Liverpoolu?

To była miłość od pierwszego wejrzenia.

Hamann może i wychował się w Bawarii, ale reprezentant Niemiec szybko zadomowił się w Liverpoolu po przeprowadzce z Newcastle latem 1999 roku.

- Od momentu wejścia do siedziby klubu, czułem to niesamowite uczucie rozlewające się po moim ciele.

- Byłem podekscytowany tym, co widziałem, słyszałem, jak przywitali mnie tutejsi kibice. Byłem częścią fantastycznej drużyny - to wspomnienie nigdy zniknie.

- Z czasem, Liverpool stał się częścią mnie. Mam nadzieję, że udało mi się stać częścią Liverpoolu.

- To był, jest i mam nadzieję, że jeszcze długo będzie piękny romans z wielkim klubem, wspaniałymi ludźmi i niezwykłym, piłkarskim miastem.

- Najbardziej zżyłem się z piłkarzami, którzy wychowali się w tym regionie.

- Michael Owen, Steven Gerrard, Robie Fowler i Jamie Carragher - to właśnie z nimi najlepiej się dogadywałem. Szybko doszedłem do tego, że sposób patrzenia na świat przez Scouserów bardzo mi odpowiada.

- Oczywiście, urodziłem się w Niemczech, grałem dla mojej reprezentacji i byłem z tego dumny. Lecz jakaś część mnie była angielska, myślała w inny sposób.

- To uczucie narastało z czasem. Było zresztą potęgowane przez kolegów z drużyny, którzy widzieli we mnie Scousera.

Doceniasz naszą pracę? Postaw nam kawę! Postaw kawę LFC.pl!

Komentarze (3)

krzys1877 24.01.2012 11:34 #
Czy mógłbym prosic o aktywacje konta na forum?
brus5 24.01.2012 12:22 #
Świetne wspomnienia Didiego. Nigdy bym go nie podejrzewał że palił/pali faje :) Świetny piłkarz- legenda LFC.
Zeph 24.01.2012 12:38 #
Ale fenomenalny artykuł, dawno nie miałem aż takiej przyjemności z jego czytania, poza tym Didi był jednym z moich ulubionych piłkarzy. A ta historia z fajką :D? Gdyby Rafa się dowiedział... hehe

Pozostałe aktualności

Mbappe wychwala swego rodaka z Liverpoolu  (0)
13.06.2024 16:54, Bajer_LFC98, thisisanfield.com
Plotki o nowej posadzie Kloppa  (0)
13.06.2024 16:06, K4cper32, thisisanfield.com
Bradley: Trener chce, bym cieszył się grą  (0)
13.06.2024 15:53, Margro1399, thisisanfield.com
Bramki graczy Liverpoolu na Mistrzostwach Europy  (3)
13.06.2024 14:01, Redbeatle, liverpoolfc.com
Występ Alissona w reprezentacji  (1)
13.06.2024 11:05, RosolakLFC, liverpoolfc.com
Problemy ze skompletowaniem sztabu Slota  (10)
13.06.2024 09:57, Bartolino, thisisanfield.com
Rooney: Southgate pomylił się w sprawie Quansaha  (0)
12.06.2024 18:56, Bartolino, thisisanfield.com