Xherdan Shaqiri: Moja gra moimi słowami
– To na pewno mój talent.
Z biomechanicznego punktu widzenia to wygląda wręcz nieprawdopodobnie. Bramkarz Hondurasu Noel Valladares nie miał żadnych szans – już po jego ustawieniu nóg widać, że nie był przygotowany na strzał, a tym bardziej na uderzenie o takiej sile.
Xherdan Shaqiri ogląda gola, którego strzelił dla Szwajcarii przeciwko Hondurasowi na mundialu w 2014 roku, próbując wyjaśnić, jak potrafi oddać tak potężny strzał z pozornie niemożliwej pozycji.
Schodzi do środka z prawego skrzydła i ma przed sobą trzech obrońców. Czwarty czai się w pobliżu. Musi odwrócić się od bramki, żeby się od nich uwolnić. Najrozsądniejszym rozwiązaniem byłoby krótkie podanie do kolegi z drużyny – ma kilka opcji. Mógłby też wycofać się jeszcze bardziej i zbudować akcję od nowa. Ewentualnie spróbować czegoś bardziej odważnego i wyjść z tej sytuacji dryblingiem.
Tym, co kompletnie nie wchodzi w grę, jest strzał. Przy takim kącie Shaqiri znajduje się jakieś 30 metrów od bramki. Jest odwrócony w złą stronę, a obrońca dosłownie wisi na jego ramieniu. Wszystko jest przeciwko niemu. Sam pomysł oddania strzału wygląda absurdalnie.
A jednak robi zwód barkiem, ustawia się choćby częściowo przodem do bramki i dzięki pracy biodra oraz zamachowi potężnej nogi oddaje strzał. I to nie byle jaki – potężny, wznoszący się strzał w samo okienko, który po drodze muska poprzeczkę.
FIFA World Cup ✔️
@FIFAWorldCup · Follow
🇨🇭 When Xherdan Shaqiri cooked up something special against Honduras...
8:05 PM · May 14, 2024
Jak on to robi? Według samego Shaqiriego odpowiedź jest równie mocno psychologiczna, co fizyczna.
– Nie wiem, czy można się tego nauczyć – mówi w rozmowie z The Athletic. – Zawsze chciałem pokazać się na takim wielkim turnieju. Na pewno trzeba mieć pewność siebie, żeby wziąć piłkę i zejść do środka. Moja lewa noga nie jest zła. Trenowałem codziennie, ale to w dużej mierze kwestia instynktu, który jest bardzo ważny.
Inny gol z archiwum Shaqiriego na pierwszy rzut oka wygląda zupełnie inaczej, ale wymagał podobnego instynktu. Padł w jego pierwszym sezonie w Stoke, w meczu wyjazdowym z Evertonem.
Bojan Krkić zagrywa piłkę za linię obrony Evertonu, do której Shaqiri rusza pełnym sprintem, z nogami pracującymi jak w kreskówce. I znów – zamiast się zatrzymać, przyjąć piłkę czy ją opanować, uderza z pierwszej piłki, w pełnym biegu, delikatnie przerzucając ją nad Timem Howardem, który od momentu kontaktu Shaqiriego z piłką wiedział, że jest bez szans.
Dla zewnętrznego obserwatora strzał bez przyjęcia wygląda jak ogromne ryzyko, niemal proszenie się o kompromitację. Dla Shaqiriego jest odwrotnie. A przynajmniej nie postrzega ryzyka w ten sposób.
– Widać, jak trudne jest zwykle przyjęcie takiej piłki – mówi, oglądając gola. – Wszyscy myśleli, że będę podawał. Piłka musiała spaść idealnie, żeby przelobować bramkarza.
– Jestem zawodnikiem, który podejmuje sporo ryzyka w ostatniej tercji boiska. Dziesięć razy może się nie udać, ale może to jest właśnie ten wieczór. Taka jest moja mentalność. Jeśli nigdy nie spróbujesz, nigdy nie strzelisz. Tak żyję każdego dnia – i na boisku.
Tego podejścia nauczył się przy swoim pierwszym wielkim transferze.
– Kiedy przeniosłem się z Basel do Bayernu, po raz pierwszy w życiu zobaczyłem z bliska najlepszych piłkarzy świata. Musisz rywalizować z takimi zawodnikami jak Franck Ribéry czy Arjen Robben. Wiele się od nich nauczyłem.
Jego zwyczaj oddawania strzałów w momentach, których bramkarz się nie spodziewa, był widoczny także przy golu na Euro 2024 przeciwko Szkocji.
Anthony Ralston zagrywa niedokładną piłkę, którą Shaqiri – grający jako fałszywa dziewiątka w systemie 3-4-3 Szwajcarii, ustawiony tuż za linią obrony rywala – przechwytuje…
…ale znów wielu zawodników przyjęłoby piłkę przed strzałem. Shaqiri uderza jednak od razu, zaskakując Angusa Gunna i jednocześnie otwierając sobie większą część bramki, ponieważ szkocki bramkarz jest źle ustawiony.
– To było dla mnie najważniejsze – mówi. – Widziałem, że piłka wolno nadchodzi od obrońcy, była idealna, żeby uderzyć ją bez przyjęcia. To był perfekcyjny strzał w bliższy słupek, a rotacja była niesamowita. To jeden z najpiękniejszych goli, jakie strzeliłem. Tego nikt nie mógł obronić.
Kariera Shaqiriego była dość nietypowa. Z jednej strony przebiegała według klasycznego schematu dla czołowego piłkarza spoza „wielkiej piątki” lig europejskich: zaczynasz w rodzinnym klubie, trafiasz do wielkiego zespołu, zdobywasz trofea, a potem – gdy przychodzi czas – wybierasz miejsce na ostatni duży kontrakt. A jeśli wszystko się ułoży, wracasz do domu na emocjonalne zakończenie.
Zaczynał w Basel, potem był Bayern Monachium, Inter, Stoke City i Liverpool, następnie MLS i Chicago Fire (po krótkim epizodzie w Lyonie), aż w końcu powrót do Basel z gablotą pełną trofeów – cztery mistrzostwa ligi i dwa triumfy w Lidze Mistrzów z Bayernem i Liverpoolem, do tego inne puchary i naprawdę imponujący zestaw bramek.
W tych największych klubach pełnił jednak dość specyficzną rolę: rzadko był pierwszym wyborem, rzadko zaczynał najważniejsze mecze, ale potrafił być decydujący – szczególnie w swoim pierwszym sezonie na Anfield.
A przede wszystkim dla reprezentacji, gdzie padł jego najbardziej znany, a być może i najlepszy gol – na Euro 2016 przeciwko Polsce w 1/8 finału.
Szwajcaria przegrywa i wchodzi w ostatnie 10 minut meczu, gdy Stephan Lichtsteiner pojawia się na lewym skrzydle i wrzuca piłkę w pole karne. Ta odbija się od napastnika Erena Derdiyoka i opada na skraj pola karnego, tuż za plecami Shaqiriego.
– Przegrywaliśmy i musieliśmy ruszyć do ataku w drugiej połowie. Zazwyczaj Stephan grał po prawej stronie, ale w tej sytuacji dośrodkował, piłka spadła i pomyślałem: spróbuję czegoś.
Tym „czymś” był spektakularny strzał przewrotką, idealnie trafiony lewą nogą i skierowany w dolny róg bramki, poza zasięgiem Łukasza Fabiańskiego.
– To było naprawdę wyjątkowe i prawdopodobnie najlepszy gol, jaki strzeliłem.
– Czasami po prostu myślę: muszę spróbować. Lubię podejmować ryzyko. Może dziewięciu czy dziesięciu innych zawodników zrobiłoby coś innego niż ja. Ja zrobiłem właśnie to. To czyni mnie nieprzewidywalnym.
W podobnym stylu przywitał się z kibicami Liverpoolu po transferze w 2017 roku, zdobywając efektowną bramkę przewrotką. Co prawda był to tylko sparing podczas tournée po Stanach Zjednoczonych, ale przeciwko Manchesterowi United – i, jak sam uważa, był to idealny sposób, by przedstawić się nowym fanom.
– Dla mnie przejście do Liverpoolu i od razu, w pierwszym meczu w Ameryce, strzelenie takiego gola… to było idealne. Wtedy poczułem, że od pierwszego dnia jestem tu jak w domu i że kibice naprawdę mnie polubili.
Choć w Liverpoolu rzadko był podstawowym zawodnikiem, odegrał ważną rolę w jednym z najbardziej pamiętnych wieczorów na Anfield ostatnich lat – gdy The Reds odrobili straty z 0:3 i pokonali Barcelonę w rewanżu półfinału Ligi Mistrzów w 2019 roku. To Shaqiri dośrodkował do Georginio Wijnalduma przy golu na 3:0, a chwilę później Trent Alexander-Arnold sprytnie rozegrał rzut rożny, po którym Divock Origi zdobył zwycięską bramkę.
Shaqiri wystąpił w tym meczu tylko dlatego, że Mohamed Salah i Roberto Firmino byli kontuzjowani.
– Znałem swoją jakość i wiedziałem, że mogę grać na ich poziomie. Chciałem wejść i pokazać się, pokazać wszystkim, że też tu jestem i mogę pomóc drużynie.
– Nie wiem, czy kiedykolwiek w Liverpoolu będzie jeszcze taka drużyna. Jestem bardzo dumny, że mogłem być jej częścią.
Na jego twarzy pojawia się szeroki uśmiech, gdy ogląda gola Wijnalduma.
– To był chyba najlepszy powrót w historii. Wiem, że Liverpool dokonał czegoś wielkiego w finale w Stambule, ale to… to było niesamowite. Grać z Barceloną z Messim i Suárezem. Wszyscy myśleli, że odpadniemy. My po prostu wierzyliśmy. Wierzyliśmy na treningach, wierzyliśmy przed meczem.
– Najpierw chodziło o dobry występ, a potem krok po kroku wracaliśmy do gry. Było 2:0 i wszyscy zaczęli wierzyć. Trzeba wierzyć do końca, a wtedy możesz osiągnąć takie rzeczy. Jeśli nigdy się nie poddasz, nic nie jest niemożliwe.
– A najlepsze było to, co wydarzyło się po meczu – wspólne śpiewanie You’ll Never Walk Alone. To był wyjątkowy, emocjonalny moment.
Po odejściu z Liverpoolu Shaqiri krótko grał w Lyonie, a następnie trafił do Chicago w MLS, podpisując kontrakt w 2022 roku. Jego pobyt w Stanach nie potoczył się jednak najlepiej – zarówno indywidualnie, jak i drużynowo – i w 2024 roku nadszedł moment powrotu do domu. Jak wspomina ten okres?
– To było bardzo dobre doświadczenie pod względem życia w Ameryce, ale sportowo było trudno, bo nie mieliśmy jednej z najlepszych drużyn w lidze, a jako zawodnik z oznaczeniem „designated player” byłem pod dużą presją. W większości przypadków wykonywałem swoją pracę, ale brakowało jakości w zespole. Dlatego ostatecznie cieszyłem się z powrotu do Europy. To był idealny moment, żeby wrócić do Basel.
W Stanach kultura kibicowania jest inna. W Europie presja jest większa. Jeśli w USA nie zagrasz dobrze albo nie wygrasz meczu, nikt nie pisze do ciebie w mediach społecznościowych, nikt nie czeka na ciebie pod ośrodkiem treningowym – rozumiesz, o co chodzi?
– Właśnie tego mi brakowało – tej presji europejskiego futbolu, gdzie musisz wygrywać co tydzień. To był główny powód mojego powrotu, bo chciałem znów poczuć nowe wyzwanie.
I to wyzwanie dostał – w poprzednim sezonie pomógł Basel zdobyć pierwsze mistrzostwo Szwajcarii od 2017 roku, strzelając hat-tricka w dziewięć minut w meczu z Lugano, który praktycznie zapewnił tytuł.
– To była jedna z najlepszych podróży powrotnych do domu w moim życiu. Śpiewaliśmy przez całą drogę. To był wyjątkowy dzień.
Jego forma w Basel wywołała spekulacje, że może wrócić do reprezentacji na tegoroczny mundial. Choć sam nie zamyka drzwi całkowicie, nie brzmi to zbyt prawdopodobnie.
– Zakończenie kariery reprezentacyjnej bardzo mi pomogło. Wiesz, ile teraz gramy meczów – to szaleństwo. To jak odejście z drugiej pracy. To była dla mnie właściwa decyzja we właściwym momencie.
– Chcę obejrzeć ten mundial jako kibic, może jako turysta, może jako ekspert, ale po prostu z zewnątrz. Jestem bardzo dumny ze swojej kariery w reprezentacji. Zawsze tak jest – gdy masz dobry sezon w klubie, ludzie zaczynają pytać. Nigdy nie mów nigdy, ale na ten moment nie widzę powrotu.

Komentarze (0)