Brak następcy Díaza odbiera Liverpoolowi tempo i kreatywność w ataku
Oglądanie Liverpoolu w ostatnim czasie rzadko dostarczało przyjemności.
Ekscytację związaną z golami w końcówkach spotkań na początku sezonu szybko zastąpiła frustracja – seria dziewięciu porażek w 12 meczach była dla kibiców ciosem. Nawet obecna passa dziewięciu spotkań bez przegranej nie wzbudza większego entuzjazmu.
Aby zatrzymać tę spiralę porażek, trener Arne Slot musiał coś zmienić. Postawił więc na system, który uczynił zespół bardziej zwartym i trudniejszym do pokonania. To podejście zachowawcze, stawiające na kontrolę i stabilność kosztem płynnej, ofensywnej gry.
Pierwsza połowa meczu z Fulham, rozegranego po bezbramkowym remisie z Leeds United, była kolejnym przykładem Liverpoolu grającego ociężale w posiadaniu piłki, bez iskry, kreatywności i szybkości.
Spotkania z udziałem „The Reds” stały się meczami o niskiej intensywności i niewielkiej liczbie sytuacji bramkowych. Potwierdzają to dane dotyczące oczekiwanych goli (xG). Liverpool skuteczniej ogranicza rywali, ale jednocześnie spada ich własne non-penalty xG.
Zespół sprawia wrażenie pozbawionego wyraźnej tożsamości ofensywnej. Choć Slot przyznaje, że chciałby większej kreatywności, nie uważa, by jego drużyna tworzyła obecnie mniej sytuacji.
– Chciałbym tworzyć pięć razy więcej okazji i nie dopuszczać rywali do żadnej sytuacji – powiedział Slot po meczu z Fulham.
– Ale wiem też, że w okresie, gdy graliśmy bardziej otwarcie lub innymi zawodnikami, nie tworzyliśmy znacząco więcej szans, za to traciliśmy ich znacznie więcej. Teraz nie dopuszczamy przeciwników do wielu okazji, a jeśli chodzi o liczbę straconych goli, niewiele się zmieniło. Nie zmieniłem się jako trener, chciałbym grać ośmioma ofensywnymi zawodnikami, jeśli dałoby się to pogodzić z defensywą. Problem w tym, że jeśli ci zawodnicy nie bronią wystarczająco dobrze, trudno wygrywać mecze. A my i tak nie mamy ośmiu typowych napastników.
Liverpool ma trzech piłkarzy w czołowej piętnastce Premier League pod względem wykreowanych sytuacji z gry: Floriana Wirtza (30), Mohameda Salaha (28) i Cody’ego Gakpo (23). To więcej niż jakakolwiek inna drużyna, przy czym aż dziesięciu zawodników z tej listy rozegrało więcej minut niż gracze Liverpoolu.
Głębsza analiza danych, obejmująca pierwsze 12 meczów ligowych oraz obecną serię ośmiu spotkań bez porażki, pokazuje, że różnice w ofensywie są minimalne.
Statystyki ofensywne Liverpoolu wskazują na niewielkie spadki w takich wskaźnikach jak: oczekiwane gole z gry, xG na strzał, liczba strzałów z otwartej gry oraz liczba tzw. „big chances”. Jednocześnie liczba kontaktów z piłką w polu karnym oraz podań w jego obręb pozostaje na podobnym poziomie, a liczba podań do tercji ataku nawet wzrosła. Co więcej, Liverpool zdobywa średnio więcej bramek na mecz.
Na podstawie samych liczb Slot ma więc rację, jednak kluczowy jest kontekst. Ostatnia seria spotkań była uznawana za teoretycznie łatwiejszą, lecz zespół zmaga się z ograniczeniami kadrowymi, co wyraźnie wpływa na jakość gry.
Dane sugerują również, że Liverpool nie prezentował się ofensywnie przekonująco przez większą część sezonu – nawet wtedy, gdy grał bardziej otwarcie.
Decydujący pozostaje jednak tzw. „test oka”. A ten mówi jasno.
Wyjściowy skład Liverpoolu na Craven Cottage był pozbawiony prawdziwej szybkości oraz zawodników regularnie wygrywających pojedynki jeden na jednego. W drugiej linii nie brakuje piłkarzy, którzy zbyt często wybierają zachowawcze podania, a w grze zespołu brakuje dynamiki, płynnych przejść z obrony do ataku i nagłych przyspieszeń. Metodyczne budowanie akcji jest przewidywalne i stosunkowo łatwe do neutralizacji.
Cody Gakpo był jedynym nominalnym napastnikiem w wyjściowej jedenastce. Zgodnie z preferencjami Arne Slota z ostatnich tygodni, szkoleniowiec ponownie postawił na większą liczbę pomocników kosztem zawodników stricte ofensywnych.
Liverpool wielokrotnie w tym sezonie mierzył się z głęboko cofniętą defensywą rywali. Wynika to częściowo z nastawienia przeciwników, ale również z faktu, że „The Reds” często tracą bramkę jako pierwsi. Ich gra stała się przewidywalna, a jednocześnie pozbawiona wyraźnych schematów ofensywnych.
Obecna sytuacja kadrowa stanowi poważny problem. Zachowawcze podejście Slota sprawia, że mecze rozstrzygają się na „żyletki”, a trener liczy na to, że indywidualna jakość jego zespołu przechyli szalę zwycięstwa pod bramką rywala. Jest to ryzykowne, zwłaszcza przy ograniczonych opcjach w ataku.
Alexander Isak pauzuje z powodu długoterminowej kontuzji, a Mohamed Salah przebywa na Pucharze Narodów Afryki. W efekcie Hugo Ekitike i Gakpo pozostają jedynymi napastnikami, których Slot postrzega jako zawodników gotowych do gry od pierwszej minuty. Ograniczone wykorzystanie Federico Chiesy oraz Rio Ngumohy tylko to potwierdza.
Gdyby Liverpool dominował rywali na Anfield, narzucał tempo i zmuszał przeciwników do głębokiej defensywy, bardziej zachowawcza gra na wyjazdach byłaby łatwiejsza do zaakceptowania. Problem polega jednak na tym, że drużyny przyjezdne nie muszą rozgrywać wybitnych spotkań w bramce, by wywieźć punkt z Anfield. Kibiców frustruje również brak różnicy w intensywności, nastawieniu i sposobie gry – niezależnie od miejsca rozgrywania meczu. Strata trzech bramek z Nottingham Forest i czterech z PSV w kolejnych domowych spotkaniach dobrze tłumaczy, dlaczego tak się dzieje.
Futbol nie znosi trybu „co by było, gdyby”. Latem transfery Liverpoolu budziły spory entuzjazm, jednak brak bezpośredniego następcy Luisa Díaza – skrzydłowego oferującego szybkość i umiejętność minięcia rywala – pozostawił wyraźną lukę w kadrze.

– Aby tworzyć sytuacje przeciwko nisko ustawionej obronie, potrzebujesz tempa i indywidualnych momentów jakości, które pozwolą stworzyć przewagę liczebną – mówił Slot po bezbramkowym remisie z Leeds United.
I w tym miejscu pojawia się Jeremie Frimpong. Prawy obrońca, który w ostatnich spotkaniach był przez Slota wykorzystywany również jako prawoskrzydłowy, dysponuje naturalną szybkością i w ostatnim czasie wniósł wyraźną różnicę w ofensywie Liverpoolu.
Nie jest przypadkiem, że to on asystował przy golu Ekitike przeciwko Tottenhamowi Hotspur oraz dośrodkowywał do Gakpo w meczu z Fulham…

… a także przygotował trafienie otwierające wynik dla Ryana Gravenbercha w spotkaniu z Wolverhampton Wanderers.
Ta ostatnia bramka najlepiej obrazuje, jak wielkie znaczenie ma tempo – Frimpong minął dwóch zawodników Wolves, po czym wycofał piłkę w pole karne.

Gra systemem praktycznie pozbawionym klasycznych skrzydłowych wymaga ofensywnego wkładu ze strony bocznych obrońców. Przykładem może być dynamiczny rajd Conora Bradleya, który odegrał kluczową rolę przy wyrównującym golu Floriana Wirtza przeciwko Fulham.
Na przeciwległej flance Milos Kerkez coraz częściej otrzymuje piłkę w zaawansowanych strefach boiska podczas trwającej serii meczów bez porażki, tworząc solidne porozumienie z Wirtzem.
Problemem Kerkeza pozostaje jednak jakość dośrodkowań. W jednej z sytuacji przeciwko Fulham trzech zawodników Liverpoolu znajdowało się na dalszym słupku. Gdyby lewy obrońca zdecydował się na zagranie podobne do tego, jakie Frimpong posłał do Gakpo (czarna strzałka), mogłoby to stworzyć realne zagrożenie. Zamiast tego zagrał płasko (biała strzałka), a piłka została wybita.

Liverpool nie może grać w ten sposób do końca sezonu. W pewnym momencie Arne Slot będzie musiał zdjąć „ręczny hamulec” i spróbować odnaleźć balans, który w poprzednich rozgrywkach uczynił jego zespół ofensywną maszyną do zdobywania bramek.
Andy Jones

Komentarze (7)
a prawda jest taka, że gdyby Salah był w formie, to byśmy byli spokojnie na poziomie City/Villi
Ludzie, którzy mówili/mowia, że Diaz jeździec bez głowy to ludzie którzy powinni zająć się oglądaniem koszykówki albo szachów. Każdy kto ogląda piłkę dłużej niż 3 miesiące wie, że Diaz był i nadal byłby w topie skrzydłowych w Premier League i europejskiej piłki :)
Poza tym, Diaz nie płakał po Jocie na jakimś video.