Hugo Ekitike szczerze o Newcastle po nieudanym letnim transferze
Małe przebłyski Hugo Ekitike. Napastnik Liverpoolu udowodnił to ponownie w środę na Anfield, gdy dwukrotnie sprytnie przerzucił piłkę obok bezradnego środkowego obrońcy Qarabagu, a następnie, po przebiegnięciu niemal połowy boiska, nonszalancko wykończył akcję, pokonując bramkarza.
Był to prawdopodobnie najlepszy moment meczu, gdy „The Reds” odnieśli zdecydowane zwycięstwo na Anfield. Wygrana 6:0 w Lidze Mistrzów była idealnym lekarstwem na sobotni fatalny wyjazd do Bournemouth, a Liverpool zapewnił sobie awans do 1/8 finału oraz ograniczony terminarz w lutym.
Jak często bywało w tym sezonie, Ekitike był w centrum najlepszych akcji ofensywnych Liverpoolu. Otrzymując czas i przestrzeń, których często brakuje w Premier League, 23-latek ponownie pokazał cechy, które przekonały Liverpool do wydania nawet 79 milionów funtów (106 mln dolarów) zeszłego lata.
Ta kwota nie martwiła Ekitike, podobnie jak rywalizacja z Alexandrem Isakiem, wymagania natychmiastowych sukcesów ze strony kibiców oraz frustracja wynikająca z rozczarowującej kampanii „The Reds”.
Po meczu z Qarabagiem, w strefie mieszanej, można było odnieść wrażenie, że właśnie wrócił ze spokojnego spaceru po Stanley Park.
- To był taki mecz, w którym wierzyłem, że strzelę gola - powiedział. - Staram się po prostu wykonać swoje zadanie i umieścić piłkę w siatce, i tak właśnie zrobiłem.
- Zostawili dużo przestrzeni, a ja lubię mieć dużo miejsca, bo mogę wykorzystać swoją szybkość. Staram się zawsze zachować spokój pod bramką, bo mogę też nie trafić. To dobra rzecz i chcę dalej zdobywać gole dla zespołu.
Ten gol był jego 13. w sezonie, ale były zawodnik Eintrachtu Frankfurt nie ma konkretnego celu. Skrzywił twarz, gdy o to zapytano.
- Nieszczególnie - wyjaśnił swobodnie, wzruszając ramionami.
- Chcę, żeby moja drużyna wygrywała, to jest najważniejsze. Mam nadzieję, że zdobędę sporo bramek, ale nawet o tym nie myślę.
- Chcę dobrze grać i pomagać zespołowi, bo wiem, że czasem nie strzelę gola, ale mogę zaliczyć asystę albo zrobić bieg, dzięki któremu ktoś inny zdobędzie bramkę. Oczywiście jestem napastnikiem, więc muszę strzelać gole, ale muszę robić wiele rzeczy, by pomagać drużynie.
O swoich występach w tym sezonie Ekitike dodał:
- Powiedziałbym, że są dobre. Oczywiście mogłoby być lepiej, mogłoby być gorzej. Jestem całkiem zadowolony.

Wszystko mogło potoczyć się zupełnie inaczej, gdyby Liverpool nie zareagował zdecydowanie zeszłego lata, gdy Ekitike rozpoczął rozmowy z Newcastle United w sprawie możliwego transferu.
Po wcześniejszym dwukrotnym odrzuceniu „Srok” napastnik wydawał się bliski dołączenia w lipcu, z nadzieją na stworzenie duetu z Isakiem na St. James’ Park. Jednak nie poszło to zgodnie z planem.
- Oczywiście byliśmy blisko, ale dokonałem wyboru. Wiedziałem, dokąd chcę trafić - przyznał przed sobotnim meczem z Newcastle.
Nic dziwnego, że perspektywa wrogiego przyjęcia przez sektor gości na Anfield nie budzi w nim szczególnych obaw.

- Nie obchodzi mnie to. Gram dla Liverpoolu. Mam tu swoich kibiców. Graliśmy tam już w tym sezonie i wygraliśmy, więc mam nadzieję, że będziemy mieli dobry tydzień pracy. Nie przejmuję się tym. Chcę po prostu grać i pomagać drużynie. Proste.
Choć Ekitike może być jedną z najbardziej opanowanych postaci na Anfield, kibice na stadionie rzadko czują się spokojni. Desperacko chcą powrotu do zwycięstw w Premier League, których brakuje od początku roku.
Cztery punkty w ostatnich pięciu meczach pozwoliły takim drużynom jak Newcastle zmniejszyć dystans do mistrzów, a zespół Eddiego Howe’a prawdopodobnie będzie jednym z głównych rywali w walce o miejsce w Lidze Mistrzów w końcowych miesiącach sezonu.
- Oczywiście, gdy widzi się ostatni mecz w Bournemouth, ważne jest, by iść naprzód - powiedział Ekitike.
- Ale mogę powiedzieć, że każdy dał z siebie sto procent.
- Jak każdy zespół, musimy przez coś przejść, ale trzymamy się razem i mam nadzieję, że będzie lepiej. Mamy jakość i naprawdę wierzę, że wszystko pójdzie dobrze.

Komentarze (0)