Slot: Nie możemy tracić punkty w taki sposób
We wtorkowy wieczór Liverpool zmierzył się w wyjazdowym spotkaniu z ostatnią drużyną Premier League - Wolves. W 78. minucie gospodarze wyszli na prowadzenie po strzale Rodrigo Gomesa, lecz The Reds wyrównali po celnym trafieniu Salaha. W doliczonym czasie gry Andre przyniósł Wilkom komplet punktów. Liverpool przegrał 2:1.
Po meczu odbyła się konferencja prasowa z udziałem Arne Slota.
O występie Liverpoolu i wyniku...
- Historia zatacza koło. Ostatnio zbieraliśmy sporo punktów strzelając gole po stałych fragmentach gry. Mieliśmy problem z kreowaniem sytuacji z gry. Nie zmieniliśmy tego na przestrzeni ostatnich 5-7 meczów. Dzisiaj było więcej tych sytuacji, ale według moich oczekiwań, wciąż za mało. Na koniec, strzeliliśmy jednego gola, rywal dwa. Niestety, to jest podsumowanie naszego sezonu w jednym meczu.
O dużej liczbie straconych goli w doliczonym czasie gry w meczach Premier League...
- Kiedy mówię, że jest to podsumowanie całego sezonu w naszym wykonaniu, chodzi mi o większy procent posiadania piłki, większą liczbę wykreowanych sytuacji z gry i ogólnie okazji bramkowych. Natomiast nie możemy sobie poradzić ze strzelaniem goli z gry. Dzisiaj mieliśmy również sporo stałych fragmentów gry. W 1. połowie one były wykonywane słabo - nieco podobnie do poziomu naszej gry. Nie sądzę, że zagraliśmy dobrze w pierwszej odsłonie spotkania.
- 2. połowa była lepsza. To wciąż nie jest występ, który chcemy widzieć, ale lepszy niż w pierwszych 45 minutach. My również stworzyliśmy więcej przed doliczonym czasem gry i po 90. minucie. Mieliśmy kilka okazji, żeby wyjść na prowadzenie. Mo dryblował i miał dwóch piłkarzy po każdej stronie, do których mógł podać, ale obrońca przerwał to zagranie. Drugą świetną sytuacją był strzał głową Van Dijka.
- To były prawdziwe okazje. Bramka Wolves na 2:1 nawet nie była okazją. Straciliśmy bardzo wiele takich goli w obecnej edycji rozgrywek. Być może to, że to się dzieje w doliczonym czasie gry jest zbiegiem okoliczności. Aczkolwiek to się wydarzyło sporo razy, a dzisiaj pozwoliliśmy im wykreować jedną okazję. Wolves mieli jedną okazję, a strzelili dwie bramki.
O niezłomności defensywy Wolves...
- To jest dobra robota w ich wykonaniu. Oni utrudnili to zadanie dla nas, zagrali bardzo kompaktowo. W przerwie powiedziałem swoim zawodnikom, żeby spróbowali zagrać szybciej na skrzydłach i w drugiej odsłonie meczu to wyglądało nieco lepiej. Coraz częściej udawało nam się podchodzić pod bramkę rywali.
- W 2. połowie mieliśmy więcej dośrodkowań, lecz brakowało nam dobrego wykończenia akcji. Mogę zrozumieć, o co chodzi kapitanowi, kiedy mówi, że byliśmy powolni i przewidywalni. Natomiast żeby grać szybciej, musimy jeszcze bardziej aktywować nasze skrzydła. Dzisiaj mieliśmy z tym ogromny problem.
O tym, czy taka porażka jak dzisiaj zmienia jego oczekiwania od tego sezonu...
- Nie. Moje oczekiwania zmieniły się wcześniej, ponieważ myślałem, że będziemy walczyć o co innego. Jednak cały czas towarzyszą nam cele, które chcemy osiągnąć. Pozostało osiem spotkań w Premier League i nie możemy tracić punkty w taki sposób, kiedy absolutnie nie jest to konieczne. Nie twierdzę, że zagraliśmy dzisiaj znakomicie. Natomiast gdyby ten mecz został powtórzony 10 razy, nie sądzę, że przegralibyśmy wszystkie 10 spotkań.
- Pewnie nie wygralibyśmy w każdym z tych meczów, ponieważ nie pokazaliśmy wystarczająco jakości. Jeśli nie chcemy liczyć na rykoszet, musimy grać lepiej, ale również mieliśmy swoje szanse na zdobycie kompletu punktów. Szacunek dla Wolves za postawę w dzisiejszym meczu. Oni walczyli od pierwszej do ostatniej sekundy. Być może, mieli trochę szczęścia, ale jeśli popatrzymy na ich wysiłek w ciągu 90 minut, na pewno zasłużyli na ten wynik.
O tym, czy zwycięska bramka Wolves była szczęśliwą, czy Liverpool popełnił błąd w tej sytuacji...
- Jeśli dobrze pamiętam, Jones podał do Alissona, który wybił piłkę na odległość 30, 35 jardów od bramki. Zawodnik rywali przyjął piłkę, uderzył i przyniósł im zwycięstwo. Co zrobiliśmy źle w tej sytuacji? Być może, gdybyśmy zrobili to jeszcze raz, Ali wybiłby piłkę w bok, a nie do środka.
- Zawsze możesz zrobić niektóre rzeczy inaczej. Natomiast pamiętajmy, że również miał miejsce rykoszet od Joe Gomeza. Muszę jeszcze raz zobaczyć, jak on się zachował i czy mógł coś zrobić inaczej. Jednak to nie jest pierwszy raz, kiedy tracimy gola po rykoszecie. Wydaje mi się, że podobna sytuacja wydarzyła się w domowym meczu z Sunderlandem.

Komentarze (0)