LIV
Liverpool
Champions League
18.03.2026
21:00
GAL
Galatasaray
 
Osób online 1459

Anfield coraz mniej wierzy w drużynę Slota


„Stało się” – pojawiła się wiadomość na WhatsAppie na moim telefonie sześć minut po tym, jak w niedzielne popołudnie pojawiła się sugestia, że osłabiona drużyna Tottenhamu Hotspur, zagrożona spadkiem, zdobędzie wyrównującego gola na Anfield – a konkretnie dzięki byłemu graczowi Evertonu, Richarlisonowi.

Zanim ta chwila nadeszła, wielu widzów na stadionie uznało, że widziało już wystarczająco dużo. Wydawało się, że wiedzą, co się wydarzy, i nie chcą tego oglądać. Kiedy to się stało, można było pomyśleć, że włączył się alarm przeciwpożarowy.

Bramka Richarlisona była już ósmą, która kosztowała Liverpool punkty w końcowych minutach meczów Premier League w tym sezonie. Gdyby tak się nie działo, drużyna znalazłaby się tuż za zajmującym drugie miejsce Manchesterem City, a presja na Arne Slota prawdopodobnie nie osiągnęłaby tego, co wydaje się być krytycznym poziomem.

Liverpool pod wodzą Slota nabrał naprawdę złego nawyku, ponieważ rodzi to rodzaj fatalizmu, który jego poprzednik, Jurgen Klopp, tak ciężko starał się wyeliminować. Rodzi to również pytania dotyczące mentalności zawodników i ich kondycji fizycznej, a także instrukcji taktycznych, których się trzymają. 

Za każdym razem, gdy Liverpool sam potrzebował w tym sezonie bramki, wydawało się, że stracił kontrolę i wyglądało na to, że raczej straci gola. Czasami sprawiało to wrażenie, jakby nie działali zgodnie z jasnym planem, a co gorsza, po prostu byli zdesperowani.

Dwa remisy 1:1 z przeciwnikami z dolnej piątki tabeli w ciągu ostatnich ośmiu tygodni spotkały się z gwizdami na Anfield. W styczniu po Burnley pojawiła się drużyna Spurs, a każdy z tych wyników mógł być dla Liverpoolu gorszy, gdyby goście wykorzystali swoje szanse. W obu przypadkach reakcja na Anfield wydawała się raczej odzwierciedleniem frustracji i złego samopoczucia niż żądaniem zmian.

W internecie nie ma zbyt wiele miejsca na niuanse – mówi się tam o Slocie tak, jakby był Royem Hodgsonem, którego sześciomiesięczne rządy w 2010 roku były najkrótszym okresem sprawowania funkcji menedżera w historii Liverpoolu. 

Większość kibiców Liverpoolu, z którymi rozmawiałem w ciągu ostatnich kilku dni, jest rzeczywiście niezadowolona z obecnego kierunku, w jakim zmierzają sprawy, i akceptuje fakt, że latem konieczna może być zmiana menedżera (lub, w przypadku Slota, głównego trenera). 

Tytuł mistrza Premier League oznacza, że wciąż istnieje chęć dania Slotowi kredytu zaufania i wyciągnięcia jego drużyny, a także jego samego, z kryzysu. Jednak to osiągnięcie nie budzi nieskończonej sympatii: te same rozmowy przyniosły porównania do ostatnich dni Gerarda Houlliera i Rafaela Beniteza, menedżerów, którzy osiągnęli wielkie rzeczy w Liverpoolu, ale nie byli w stanie odzyskać zaufania większości, gdy raz zostało ono nadszarpnięte.

Panuje przekonanie, że Slot musi spróbować czegoś innego, by pokazać, że rozumie, gdzie leży problem. Zrobił to już wcześniej: po chaotycznym remisie 3:3 z Leeds United na Elland Road w grudniu Slot kilka dni później na San Siro zmienił ustawienie pomocy na romb, dzięki czemu Liverpool nie stracił bramki i stworzył wystarczająco dużo okazji, by pokonać Inter wynikiem wyższym niż 1:0. 

Po pokonaniu obu madryckich klubów po raz kolejny wydawało się, że Liverpool może być naprawdę dobry. Chociaż nastąpiły trzy kolejne zwycięstwa w lidze, w styczniu wygrano tylko jedno z pięciu meczów. Takie skrajności sprawiają wrażenie, jakby Liverpool kręcił się w kółko i że nawet po obiecujących wynikach w pojedynczych meczach lub krótkich seriach nie jest to drużyna, której można zaufać, że będzie osiągać je konsekwentnie przez dłuższy czas.

Można śmiało powiedzieć, że jeśli Liverpool nie znajdzie sposobu, by pokonać Galatasaray w środowym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów, to do końca sezonu nie będzie zbyt wiele wiary w drużynę, ani na stadionie, ani w internecie.

Tak często losy Anfield zależą od tego, jak drużyna zaprezentuje się w takich wieczorach, kiedy poczucie buntu spycha ją pod ścianę i wydaje się, że wszyscy inni chcą zobaczyć jej porażkę. Jednak bilans Liverpoolu w meczach fazy pucharowej Ligi Mistrzów rozgrywanych na Anfield od czasu słynnego zwycięstwa 4:0 nad Barceloną w 2019 roku jest słaby – w ostatnich siedmiu meczach u siebie odnotowano zaledwie jedno zwycięstwo.

Tym razem wyzwanie, przed którym stoją, nie jest na miarę Barcelony. Liverpool grał słabo w Stambule w zeszłym tygodniu, ale i tak mógł wygrać. Pomimo problemów oczekuje się, że awansują kosztem drużyny, która nie będzie miała wsparcia na Merseyside, ponieważ jej kibice mają zakaz wstępu na stadion za zakłócanie porządku podczas ostatniego meczu z Juventusem. 

Galatasaray straciło w tym sezonie mnóstwo bramek na wyjeździe w europejskich pucharach i miało szczęście, że awansowało z poprzedniej rundy w dogrywce, mimo że u siebie rozgromiło Juventus 5:2. W tej sytuacji, jeśli Liverpool straci bramkę, może to być pamiętna noc na Anfield z zupełnie innego powodu.

Po remisie ze Spurs Dominik Szoboszlai zwrócił się do kibiców z prośbą, by wspierali drużynę zarówno w dobrych, jak i w złych chwilach.

- Nie wychodzicie, kiedy strzelamy gola – powiedział dziennikarzom. - Rozumiem waszą frustrację, ale potrzebujemy was, potrzebujemy wszystkich. Możecie być źli, ale trzymajcie się nas, bo jesteśmy rodziną – potrzebujemy was.

Relacje między Anfield a drużyną zawsze były jednak bardziej warunkowe, niż ktokolwiek chciałby to przyznać. Wsparcie zazwyczaj pojawiało się dla dobrej drużyny przechodzącej przez trudny moment, ale kibice nie chcą mieć zbyt wiele wspólnego z tymi, którzy regularnie ich zawodzą.

Nie są głupi. Głupotą byłoby pozostawanie na miejscu i śpiewanie razem z innymi, podczas gdy świat przed tobą rozpada się na kawałki raz po raz.

Simon Hughes

Doceniasz naszą pracę? Postaw nam kawę! Postaw kawę LFC.pl!

Komentarze (5)

Ziaja 17.03.2026 10:24 #
Slota trzeba wywalić już nawet nie chodzi o same wyniki, ale dla dobra klubu. Żenujący styl który nie daje wyników, żenujące wypowiedzi na konferencjach, spadek zaufania piłkarzy do Slota widoczny brak wiary piłkarzy w niego, konflikty z zawodnikami. Jak wygrywamy to pomimo Slota, a nie dzięki niemu. Aż strach pomyśleć co by było gdyby Szoboszlai nie był takim kozakiem i np. dostosował się poziomem do drużyny.
Loku64 17.03.2026 10:26 #
Teraz to już chyba nie będzie zmiłuj i każdy w klubie widzi, że łysy już wyczerpał swój limit zaufania. Udalo się mistrza zdobyc, więc jego zatrudnienie się obroniło, ale ten związek już przekroczył termin ważności i zamienia się w mocno toksyczną relację. Arne raczej sam nie odpuści, więc zdecydowanie trzeba mu pomóc
mzLFC 17.03.2026 12:26 #
Dokładnie. Sami piłkarze już nie wierzą że Slot może to poukładać.
Dziękujemy za mistrzostwo Panie Slot ale Twoj czas właśnie mija.
elnino8 17.03.2026 12:14 #
Ile jeszcze? Ile jeszcze tego gnoju przepychać? Hydraulika ! Hydraulika ze sprężyną
HUN 17.03.2026 13:13 #
Ja w drużynę Szrota nie wierzę od początku tego sezonu i zdania nie zmienię bo on nie ma drużyny tylko drezynę.

Pozostałe aktualności