Czy gwizdy na Anfield obnażają jeden z mitów?
Na pierwszy rzut oka Anfield — a przynajmniej duża część kibiców Liverpoolu obecnych na stadionie — wygwizdała zmianę nastolatka w sobotę po tym, jak według swojego trenera poprosił o zejście z boiska z powodu skurczów.
W jego miejsce wszedł napastnik wart 125 milionów funtów (170 mln dolarów), który nie grał wystarczająco dużo z powodu złamanej nogi. Ten sam trener znajduje się jednak pod presją, by wydobyć z niego najlepszą formę.
Gdy Liverpool potrzebował gola przeciwko Chelsea, decyzja Arne Slota mogła wydawać się racjonalna, ale to nie są zwyczajne czasy. Po tym, jak ani Alexander Isak, ani żaden z jego kolegów z drużyny nie zdołali odmienić losów meczu ani wyniku, gwizdy były na tyle głośne, że nawet ci, którzy wyszli wcześniej i odjeżdżali już spod Anfield, wiedzieli, że końcowy gwizdek właśnie wybrzmiał.

To nie pierwszy raz w tym sezonie, kiedy Liverpool — a dokładniej ludzie reprezentujący Liverpool — zostali wygwizdani. Trzy inne rozczarowujące wyniki spotkały się z podobną reakcją, ale był to pierwszy przypadek, gdy jedna z decyzji Slota została wybuczana jeszcze przy nierozstrzygniętym wyniku.
Rio Ngumoha, mający 17 lat, stał się symbolem kulturowej wojny w walce Slota o przekonanie wszystkich, że jest odpowiednim człowiekiem do prowadzenia drużyny naprzód. Strzelając zwycięskiego gola przeciwko Newcastle United na początku sezonu, głęboko w doliczonym czasie gry, skrzydłowy sprawił wrażenie piłkarza zdolnego do rzeczy niemożliwych. Slot nie korzystał jednak z niego tak często, jak wielu kibiców by chciało. Mecz z Chelsea, jego byłym klubem, był dopiero trzecim ligowym spotkaniem Ngumohy w wyjściowym składzie.
Gdy jednak pojawiał się na boisku, Ngumoha pokazywał odwagę. Próbuje dryblować bocznych obrońców serią zwodów i step-overów, co podrywa kibiców z miejsc. Jego bezpośredni styl kontrastuje z wypranym z energii Liverpoolem, który ma problem z wrzuceniem wyższego biegu i zbyt często wydaje się przewidywalny.

Być może Ngumoha niesie ze sobą zbyt wielkie nadzieje. Owszem, ogląda się go ekscytująco — i tak, Liverpool uważa jego talent za na tyle wyjątkowy, że zeszłego lata nie ruszył po bardziej doświadczonych zawodników na rynku transferowym, obawiając się zablokowania jego rozwoju.
Jednocześnie wyraźnie widać, że pewne elementy jego gry są dalekie od poziomu zawodnika, którego de facto zastępuje. Luis Diaz, starszy od niego o 12 lat, strzelił w tym sezonie 26 goli dla Bayernu Monachium. Jego ostatni sezon na Anfield, 2024-25, był statystycznie najlepszy w barwach Liverpoolu — 17 goli w 50 meczach.
Czy Ngumoha osiągnąłby podobne liczby, gdyby dostał więcej szans? Jest znacznie trudniej młodemu piłkarzowi w pełni się rozwinąć, gdy cała drużyna zmaga się z problemami, a być może tylko Dominik Szoboszlai gra na poziomie zbliżonym do swojego maksimum.
Bez wątpienia nawoływania do częstszej gry Ngumohy nie byłyby tak głośne, gdyby Cody Gakpo spełniał oczekiwania — zwłaszcza po podpisaniu nowego kontraktu. Holenderski napastnik ma jednak obecnie połowę liczby goli, które Diaz zdobył w swoim ostatnim sezonie w Liverpoolu.
Anfield nie reagowało więc na samo wejście Isaka, lecz raczej na przekonanie, że Slot wolał zagrać zachowawczo, zdejmując młodego zawodnika zamiast Gakpo lub grającego na drugim skrzydle Jeremie Frimponga, który po raz kolejny miał problem z wywieraniem wpływu na mecz mimo kilku dobrych pozycji do dośrodkowań.
Gwizdy nie zdarzają się w Liverpoolu często, a kibice tego klubu lubią drwić z innych fanów za wyrażanie frustracji w tak prymitywny i banalny sposób. Ale od czasu do czasu jednak się pojawiają. Zasadniczo, jeśli dochodzi do nich w przerwie lub po meczu, są wymierzone w drużynę, klub, menedżera albo we wszystkich jednocześnie. Jeśli natomiast pojawiają się w trakcie meczu — na przykład po zmianie — są niemal na pewno skierowane przeciwko trenerowi, czyli w tym przypadku Slotowi.
Przekonał się o tym Gerard Houllier, gdy popełnił kardynalny grzech i zdjął napastnika, wpuszczając Igora Bicana, mimo że Liverpool potrzebował gola. Kilka lat później Rafa Benitez zbyt późno wprowadził Petera Croucha, co wyraźnie zirytowało część kibiców. Nazwisko napastnika rozbrzmiewało wtedy na Ewood Park jako czytelny sygnał dla Hiszpana, który preferował będącego bez formy Dirka Kuyta.
Na tym samym stadionie podczas porażki, która zwiastowała koniec najkrótszej kadencji menedżerskiej w historii Liverpoolu, kibice śpiewali słynne „Roy Hodgson for England”.

Reakcja wobec Slota wydaje się jednak znacznie ważniejsza z uwagi na to, jak bardzo Liverpool zgubił swój kierunek oraz obawy, że kolejny sezon może zostać zmarnowany, jeśli Holender pozostanie na stanowisku, a drużyna źle zacznie rozgrywki.
Wywołało to także wiele refleksji dotyczących zmieniającej się natury kibicowskiej społeczności Liverpoolu. Od listopada dyskusje o przydatności Slota stały się zero-jedynkowe. Internetowi „E-Reds” są przedstawiani jako bardziej niecierpliwi i częściej domagający się jego odejścia, podczas gdy bywalcy stadionu dłużej pamiętają, co osiągnął z zespołem, prowadząc Liverpool do mistrzostwa w poprzednim sezonie.
Teraz jednak wydaje się, że także Anfield stało się miejscem podobnych podziałów.
Nie można zapominać, że zaledwie rok temu, jeszcze przed mistrzowskim sezonem Liverpoolu, Trent Alexander-Arnold został wygwizdany jeszcze głośniej za jasne zakomunikowanie chęci odejścia z klubu. Gdy wrócił już jako zawodnik Realu Madryt, spotkał się z identycznym przyjęciem.
Być może te momenty przesunęły granice tego, co jest akceptowalne. A może po prostu obnażają jeden z wielkich mitów Anfield i pokazują proces ujednolicania się futbolowej kultury: konsekwencję cen biletów, zmian demograficznych oraz wpływu, jaki mają one na oczekiwania i atmosferę.
Może po prostu dziś wszyscy robią to samo, a Liverpool — i Anfield — niczym się już nie różnią.
Simon Hughes

Komentarze (6)
Zawsze tak było, to znaczy odkąd FSG jest właścicielem klubu. Klubowy PR i dziennikarze na klubowym garnuszku bronili modelu zarządzania klubu jak niepodległości. Zanim napiszą, że w modelu zarządzania nastąpił błąd, będą uderzali w inne obszary, bo model jest największą świętością.
Obecne działania klubu nie różnią się niczym od tego, co było w sezonie 2014/15 i sytuacji wokół Rodgersa. Edwards był wtedy pracownikiem niższego szczebla, analitykiem transferowym, inne osoby zarządzały klubem, więc obsesję na jego punkcie można chwilowo odłożyć na bok. Slot zostanie potraktowany tak samo jak Brendan. Nie dlatego, że Edwards, a dlatego, że taki jest model zarządzania FSG.
Edwards Derangement Syndrome zasłania wam faktyczne źródło problemu. Ono pozostanie gdy już Edwards odejdzie z FSG, co od chwili porzucenia przez FSG planów struktury wieloklubowej jak w City i Chelsea, jest kwestią czasu. Jedyną niewiadomą jest czas, czy stanie się to przed końcem jego umowy, czy wcześniej. Dla ludzi dotkniętych EDS może to być dramatem, bo trzeba będzie znaleźć nowego winnego.
Pięknie się oglądało wczoraj El Clásico Barcelona - Real.
Akademia Barcelony zdobyła tytuł w meczu z napompowanym gwiazdami Realem.
Ale jedna rzecz rzucała się w oczy przez cały sezon. Niesamowita więź na linii trener-drużyna. Hansi Flick stworzył w Barcelonie rodzinną atmosferę.
Jako żywo przypomina się ta niesamowita więź u nas na linii Jurgen-drużyna.
Slot musi odejść, bo nie dość, że nie ma żadnej więzi z drużyną, to do tego jest kiepskim majstrem dla takiej drużyny jak Liverpool FC.
Czy kiedykolwiek Anfield stanęło przeciwko Kloppowi? Również miewaliśmy trudne momenty, ale kibice stali murem za drużyną i trenerem. Czy wówczas nie było podziału na kibiców stadionowych i e-Reds? Marna próba wprowadzenia zamętu i ataku w kibiców, którzy nie boją się mieć własnego zdania.
Atmosfera wokół klubu i zapewne wewnątrz jest minorowa. Jeden człowiek potrafi naprawdę wiele zmienić. Jeśli ktokolwiek dalej wierzy, że tak antypatyczna i jałowa postać jest w stanie odwrócić kierunek, w którym podążą ta drużyna - jest naiwny.
A pierdoły autorstwa Hughesa warto zapamiętać również na lepsze czasy, kiedy będzie się rozpływał nad nowym szkoleniowcem.