Iraola po wygranej z Sunderlandem
Andoni Iraola uważa, że zwycięstwo 4:2 nad Sunderlandem dało Liverpoolowi solidne podstawy do dalszej pracy w okresie przygotowawczym.
The Reds rozegrali pierwszy mecz podczas przedsezonowego tournée po Stanach Zjednoczonych. Na GEODIS Park w Nashville gole Kierana Morrisona, Dominika Szoboszlaia, Federico Chiesy i Lewisa Koumasa zapewniły Liverpoolowi zwycięstwo nad beniaminkiem Premier League.
Po końcowym gwizdku szkoleniowiec The Reds podzielił się swoimi przemyśleniami w rozmowie z klubowymi mediami.
O najważniejszych pozytywach po meczu…
– To były dwie zupełnie różne połowy. Zwłaszcza w pierwszej Sunderland prezentował się lepiej. Staraliśmy się równomiernie rozłożyć siły w obu składach i było to widoczne na boisku. Oczywiście wiele rzeczy wymaga poprawy, ale to dopiero pierwszy mecz. Było widać, że zawodnicy mają w nogach ciężkie treningi, dlatego brakowało nam świeżości. Mimo to jest to dobry punkt wyjścia do dalszej pracy. Najgorszą wiadomością jest kontuzja Joego Gomeza. Cieszyliśmy się, że do tej pory omijały nas urazy, ale niestety Joe wypadł już na początku spotkania.
O kontuzji Gomeza i nieobecności Jeremy’ego Jacqueta…
– W przypadku Jeremy’ego postanowiliśmy zachować ostrożność. Przez wiele miesięcy nie grał z powodu kontuzji barku, dlatego nie chcemy niczego przyspieszać. Najprawdopodobniej wystąpi w ostatnim meczu podczas tournée i wtedy dostanie swoje minuty. Do tej pory sytuacja kadrowa wyglądała dobrze, ale teraz straciliśmy jednego zawodnika.
O pierwszym golu i grze zespołu…
– Trudno było złapać odpowiedni rytm. Obie drużyny odczuwały trudy przygotowań, do tego panowała duża wilgotność, a murawa była dość ciężka. Mieliśmy kilka naprawdę dobrych fragmentów gry przy piłce, ale zabrakło nam intensywności. Wciąż nie wszystko funkcjonuje tak, jak powinno. Musimy jeszcze sporo popracować, ale od czegoś trzeba zacząć.
O podejściu drużyny do drugiej połowy…
– Chcieliśmy wykorzystać ten mecz, by stopniowo wracać do odpowiedniego rytmu. Niezależnie od tego, czy ktoś gra 45, 60 czy więcej minut, musi wykorzystać ten czas jak najlepiej. Wynik nie był dziś najważniejszy. Liczyło się to, żeby cały czas utrzymywać wysoką intensywność, nie odpuszczać i przyzwyczajać się do gry na pełnych obrotach. Wciąż mamy sporo do poprawy.
O zawodnikach, którzy dołączą do zespołu…
– Są już w Chicago i czekają na nas. Alex Isak, Florian Wirtz i Ryan Gravenberch od jutra rozpoczną treningi z drużyną. Przed nami jeszcze dwa mecze w Stanach Zjednoczonych i mam nadzieję, że dobrze wykorzystamy ten czas, stopniowo eliminując to, co dziś jeszcze nie funkcjonowało tak, jak powinno.

Komentarze (0)