Nowy rozdział Kerkeza w Liverpoolu
Od powrotu do Liverpoolu na początek przygotowań do nowego sezonu Milos Kerkez jest zajęty prostowaniem pewnego nieporozumienia.
- Ciągle muszę tłumaczyć, że tego lata się nie ożeniłem - śmieje się, siadając w eleganckim barze na dachu z widokiem na centrum Chicago. - Chodziłem po klubie i ludzie zaczęli mi gratulować. Wszyscy źle to zrozumieli. Mówię im: ‘Nie, jeszcze nie jestem na to gotowy!’.
Zamieszanie wywołały zdjęcia, które wcześniej w tym miesiącu opublikował na Instagramie, gdzie obserwuje go dwa miliony osób. Widać na nich Kerkeza idącego pod rękę z panną młodą.
- To mój brat Rade brał ślub - wyjaśnia. - W Serbii młodsi bracia tradycyjnie odprowadzają pannę młodą do kościoła. Właśnie to robiłem, a teraz wszyscy myślą, że to ja się ożeniłem. Jest nas trzech: Rade jest najstarszy, ja najmłodszy, a Marko jest pośrodku.
Dla 22-letniego lewego obrońcy koniec letniej przerwy nie mógł nadejść wystarczająco szybko. Obejrzał tylko kilka meczów mistrzostw świata, ponieważ reprezentacja Węgier nie zdołała się zakwalifikować.
Spędził trochę czasu z rodziną i przyjaciółmi w Czarnogórze, Hiszpanii i Serbii - gdzie się urodził i wychował, choć na arenie międzynarodowej reprezentuje Węgry, ojczyznę swojej babci ze strony ojca - ale nie mógł się już doczekać ponownego spotkania z kolegami z Liverpoolu.
- Szczerze mówiąc, po około dziesięciu dniach zaczęło mi się nudzić, więc musiałem wrócić na siłownię i trochę pokopać piłkę - mówi.
Entuzjazm Kerkeza wynikał z początku nowej ery na Anfield. Ze wszystkich zawodników w kadrze najlepiej wiedział, czego można się spodziewać po zatrudnieniu Andoniego Iraoli jako następcy Arne Slota.
Pod wodzą Iraoli rozwinął skrzydła po transferze z holenderskiego AZ do Bournemouth latem 2023 roku. W ciągu dwóch sezonów rozegrał 74 mecze, a jego świetna forma zapewniła mu miejsce w drużynie roku PFA za sezon 2024/25 oraz transfer do Liverpoolu wart 40 milionów funtów. Teraz piłkarz i trener ponownie spotkali się na Anfield.
- Pracowałem już z nim wcześniej. Bardzo mi pomógł i ogromnie mnie rozwinął przez te dwa lata, które z nim spędziłem - mówi Kerkez. - Byłem naprawdę szczęśliwy, gdy dostał tę pracę. Oczywiście ze względu na siebie, ale także ze względu na drużynę. Wszyscy wiedzą, jaki styl piłki preferuje, więc uważam, że idealnie do nas pasuje.
- Dla niego najważniejsza jest intensywność. Nie boi się gry jeden na jednego na całym boisku, wysokiego pressingu i tego, by jego zespół cały czas grał odważnie i przejmował inicjatywę. Myślę, że pozostali zawodnicy również lubią sposób, w jaki pracuje.
- Jest bardzo profesjonalny. Czasami lubi porozmawiać, ale nie za dużo. Myślę, że być może nie chce zbytnio zbliżać się do niektórych piłkarzy i chce pokazać, że wszyscy w drużynie są traktowani tak samo. Przy linii bocznej okazuje mnóstwo emocji, ale w szatni i podczas treningów jest raczej spokojny.
Aby grać wymagający futbol preferowany przez Iraolę, kluczowa jest kondycja fizyczna. Podczas obecnego tournée po Stanach Zjednoczonych piłkarze przechodzą wyczerpujące treningi dwa razy dziennie, i to w niezwykle upalnych warunkach.
- Jeśli zobaczycie nagrania z treningów, na których wszyscy leżymy na ziemi po ich zakończeniu, to od razu zrozumiecie, do czego nas przygotowuje - dodaje Kerkez. - Do realizacji jego pomysłu na grę zdecydowanie trzeba mieć mocne nogi i świetną kondycję, ale damy radę.
- Czasami gramy w małe gry z udziałem trzech lub czterech drużyn i trener nazywa to ‘konsekwencjami’. Przegrany zespół musi biegać. To, ile trzeba przebiec, zależy od tego, co zdecyduje w danym momencie, ale jedno jest pewne - przegrani zawsze biegają.
- Lubię dużo biegać. Dlatego zostaję po treningach. Biegam od jednego pola karnego do drugiego. Tam i z powrotem, chwila odpoczynku, a potem znowu tam i z powrotem. Zawsze byłem typem człowieka, który musi być w ruchu. Dzięki temu mogę biegać bez końca.
Pierwszy sezon Kerkeza w Liverpoolu przyniósł zarówno dobre, jak i trudniejsze momenty. We wszystkich rozgrywkach rozegrał 48 spotkań, z czego 38 rozpoczął w podstawowym składzie. Zdobył dwie bramki i zanotował dwie asysty.
Nie było jednak łatwo zaznaczyć swoją obecność w zespole, który wyraźnie zagubił swoją tożsamość. Piąte miejsce w Premier League zapewniło awans do Ligi Mistrzów, ale nie uratowało Arne Slota, który zapłacił za słabe wyniki posadą i został zwolniony tydzień po zakończeniu sezonu.
- To było ogromne zaskoczenie. Byłem wtedy z powrotem w Serbii. Spałem, kiedy brat mnie obudził i pokazał mi wiadomość [o Slocie] - wspomina.
- Nikt o tym nie wiedział. Nie mogłem w to uwierzyć. Pomyślałem tylko: ‘Wow’. Od tamtej pory mieliśmy kontakt i wymieniliśmy kilka wiadomości.
- Poprzedni sezon był trudny dla wszystkich. Gdy jesteś w Liverpoolu, grasz po to, żeby zdobywać trofea. Mieliśmy momenty, kiedy potrafiliśmy się podnieść, ale później znów przychodziły trudniejsze chwile. To nie był poziom, którego oczekuje się od tego klubu. W tym roku musimy być lepsi.
Po roku spędzonym u boku Andy'ego Robertsona Kerkez jest teraz zdecydowanym numerem jeden na lewej obronie. Doświadczony Szkot odszedł z Liverpoolu po zakończeniu poprzedniego sezonu. Rolę zmiennika będzie pełnił Kostas Tsimikas, który tego lata wrócił na Anfield po rocznym wypożyczeniu do Romy.
- Andy bardzo mi pomógł - mówi. - To legenda. Zrobił dla tego klubu mnóstwo wielkich rzeczy i wygrał wszystko, co było do wygrania. Wcale od tego nie uciekam. To ktoś, na kim się wzoruję.
- Jednak nie było tak, że byłem w jakiś sposób blokowany tylko dlatego, że Andy tu był. Po prostu robię swoje. Chcę wypracować własną drogę. Zawsze lubię rywalizować. Nie ma znaczenia, z kim.
- Kostas wrócił i dobrze się z nim dogaduję. Nie ma między nami żadnych złych relacji. Kostas jest Grekiem, ja jestem Serbem i mamy podobną mentalność.
Perspektywa dorównania osiągnięciom Robertsona, który przez dziewięć lat gry w Liverpoolu zapisał się w historii klubu, może wydawać się przytłaczająca. Kerkez zapewnia jednak, że jego przeszłość sprawia, iż nie odczuwa presji związanej z koniecznością sprostania tym oczekiwaniom.
- Dorastałem trochę inaczej w Serbii - mówi. - To po prostu twoja praca. Masz ją, do cholery, dobrze wykonywać. Szczerze mówiąc, presja mnie nie obchodzi. To coś całkowicie normalnego.
- Raz grasz dobrze, raz słabiej - to część procesu. Chodzi o rozwój. Jeśli zagrasz słaby mecz, za trzy dni czeka cię następny. Wszyscy zapomną, jak zagrałeś trzy dni wcześniej. Zawsze nadchodzi kolejne spotkanie i wtedy po prostu musisz pokazać się z dobrej strony. Tylko tyle.
Co ma na myśli, mówiąc, że dorastanie w Serbii było ‘inne’?
- Na przykład pierwszy raz prowadziłem ciężarówkę, gdy miałem 10 lat! - opowiada Kerkez.
- Byłem z tatą. Wsiadłem za kierownicę, a on obsługiwał pedały. Byłem jeszcze za mały, żeby do nich dosięgnąć.
- Nie wiem, czy to było legalne. Po prostu więcej czasu spędza się na ulicy. Mógłbym opowiedzieć jeszcze dziesięć innych historii z dzieciństwa… ale nie będę. Ten przykład już wystarczy.
Rodzina jest dla Kerkeza wszystkim, a jego rodzice mieszkają z nim w domu niedaleko Liverpoolu. Obecność ojca, Sebastijana, sprawia, że piłkarzowi nie grozi utrata kontaktu z rzeczywistością.
- Moi bracia mają już własne życie, ale mama i tata nadal mieszkają ze mną i bardzo się z tego cieszę - mówi. - Tata czasem musi mnie lekko stuknąć w czubek głowy, żeby przypomnieć mi o pewnych rzeczach. Czasami zagrasz kilka dobrych meczów i zaczynasz trochę odlatywać, ale przy moim tacie bardzo szybko schodzę na ziemię i od razu wracam do właściwego nastawienia.
Kerkeza łączy bliska przyjaźń z reprezentantem Węgier Dominikiem Szoboszlaiem, który niedawno związał swoją przyszłość z Liverpoolem, podpisując nowy pięcioletni kontrakt. Obaj często spędzali czas z Mohamedem Salahem, który - podobnie jak Robertson - pożegnał się z Anfield w maju.
- Nadal często rozmawiam z Mo, ale nie mam pojęcia, do jakiego klubu trafi! Rozmawiamy głównie o wakacjach - zapewnia.
- Tuż przed wyjazdem na to tournée spojrzałem na telewizor w AXA i wyświetlono statystykę pokazującą, ile goli i asyst łącznie Mo zanotował dla Liverpoolu. Było ich ponad 300. Po prostu wyszedłem z pomieszczenia! Co to w ogóle jest?! Czas leci niesamowicie szybko.
- Teraz zaczyna się nowe pokolenie z nowymi zawodnikami i mam nadzieję, że wszystko będzie układało się dobrze. Przedłużenie kontraktu przez Doma jest dla nas bardzo ważne. W roli lidera staje się coraz lepszy. Wszyscy bardzo się cieszą, że zostanie z nami na dłużej.
Jeśli chodzi o samego Kerkeza, w poprzednim sezonie można było odnieść wrażenie, że jego ofensywne zapędy były ograniczane przez taktyczne założenia Arne Slota. Iraola zamierza dać swoim bocznym obrońcom znacznie większą swobodę w podłączaniu się do ataków, co z pewnością będzie odpowiadało atutom węgierskiego reprezentanta.
- Trener lubi, gdy boczni obrońcy częściej włączają się do akcji skrzydłami, wykonując zarówno wejścia do środka (underlapping), jak i obiegając partnerów (overlapping) - dodaje. - W Bournemouth to świetnie się u mnie sprawdzało, więc myślę, że tutaj również będzie działać.
- Powtarzał mi, że jako boczny obrońca przede wszystkim musisz dobrze bronić, a wszystko, co zrobisz w ofensywie, jest wartością dodaną.
- Zawsze skupiałem się na defensywie, a potem ruszałem do przodu, żeby wspierać skrzydłowych. To właśnie on pokazał mi, że jeśli dobrze wykonujesz swoje obowiązki, dostajesz swobodę, by później robić na boisku to, co potrafisz najlepiej. Czułem się przy nim naprawdę wolny. Wiem, co oznacza gra dla Liverpoolu. W poprzednim sezonie pokazałem tylko część tego, na co mnie stać, a w tym zamierzam pokazać znacznie więcej.

Komentarze (0)