LIV
Liverpool
Premier League
17.01.2026
16:00
BUR
Burnley
 
Osób online 1169

Analiza występu Liverpoolu w Pucharze Anglii


Arne Slot nie zamierzał zdawać się na przypadek.

Szkoleniowiec Liverpoolu aż za dobrze pamięta, jak smakuje sensacyjna porażka w Pucharze Anglii — w poprzednim sezonie jego zespół odpadł w czwartej rundzie po przegranej z walczącym o utrzymanie w Championship Plymouth Argyle.

Tym razem, w przedostatnim meczu rundy obfitującej w niespodzianki — z nieligowym Macclesfield eliminującym Crystal Palace czy Wrexham z Championship wyrzucającym za burtę Nottingham Forest — Slot zrobił wszystko, by na Anfield nie doszło do kolejnego „giant killing”. I może odetchnąć z ulgą, bo plan się powiódł.

Holender wystawił bardzo mocny skład na spotkanie z trzecioligowym Barnsley i został nagrodzony awansem do czwartej rundy, w której Liverpool zmierzy się u siebie z Brighton & Hove Albion. Nie był to jednak tak komfortowy wieczór, jakiego można było się spodziewać.

Piękne uderzenia z dystansu Dominika Szoboszlaia i Jeremie Frimponga dały gospodarzom kontrolę nad meczem w pierwszej połowie. Spotkanie zapamiętamy jednak przede wszystkim z powodu jednego z najbardziej kuriozalnych goli, jakie padły na Anfield — Adam Phillips wykorzystał kompletnie niezrozumiały błąd Szoboszlaia, przywracając Barnsley nadzieję tuż przed przerwą (o tym szerzej poniżej).

W drugiej połowie Reyes Cleary upadł w polu karnym po kontakcie z Szoboszlaiem i domagał się jedenastki, jednak sędzia nie wskazał na „wapno”. Powtórki sugerowały, że napastnik Barnsley mógł mieć uzasadnione pretensje — Węgier uniknął kolejnego potencjalnie koszmarnego momentu.

Spokój Liverpoolowi zapewnił dopiero rezerwowy Florian Wirtz, który pięknym strzałem podwyższył prowadzenie, a w doliczonym czasie gry Hugo Ekitike dopełnił formalności, ustalając wynik na 4:1.

Gregg Evans analizuje kluczowe wątki spotkania z Anfield.

Czy właśnie zobaczyliśmy najdziwniejszego gola tego sezonu w FA Cup?

Dominik Szoboszlai długo nie zapomni tej sytuacji — jego błąd doprowadził do jednego z najbardziej absurdalnych trafień, jakie widziało Anfield.

Węgier rozpoczął mecz w imponującym stylu, zdobywając kapitalnego gola, ale to jego kompromitująca pomyłka z końcówki pierwszej połowy zdominowała dyskusję po spotkaniu.

Krótko po tym, jak Liverpool objął prowadzenie 2:0, Szoboszlai cofnął się pod własne pole karne, by asekurować defensywę po prostopadłym podaniu Barnsley prawą stroną. Uprzedził Phillipsa i przejął piłkę tuż przed „szesnastką”.


Wydawało się, że zagrożenie zostało zażegnane. 


Zamiast bezpiecznego podania lub wybicia, Szoboszlai — zupełnie niezrozumiale — spróbował zagrać piłkę piętą do Giorgiego Mamardaszwilego. Zrobił to fatalnie.


Phillips, który do końca naciskał pomocnika Liverpoolu, nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. Dostał piłkę na skraju pola bramkowego i bez problemu skierował ją do siatki.


Anfield na moment zamilkło — kibice byli w szoku nie tylko z powodu samego gola, ale również faktu, że autorem błędu był jeden z najbardziej solidnych i regularnych zawodników Liverpoolu w tym sezonie.

Rzadko kiedy Szoboszlai popełniał jakiekolwiek błędy, dlatego ta sytuacja była kompletnie nie w jego stylu i mogła być oznaką chwilowej dekoncentracji przy dwubramkowym prowadzeniu.

– Przepraszam drużynę. Zrobiłem nam problem przez prosty błąd. Taki jest futbol, idziemy dalej – powiedział Szoboszlai na antenie TNT Sports.

Menedżer Barnsley, Conor Hourihane, również nie krył opinii:

– Byłem trochę rozczarowany tą decyzją zawodnika. Nie sądzę, żeby zrobił coś takiego w meczu Premier League czy Ligi Mistrzów.

Slot także nie był zachwycony:

– To był dziwny wybór. Mam swoje zdanie, ale wolę zachować je dla siebie i porozmawiać o tym z Domem.

Co mocny skład Slota oznacza dla młodych zawodników?

Ponieważ Liverpool stracił już realne szanse na mistrzostwo Premier League, Puchar Anglii wyraźnie zyskał na znaczeniu.

W poprzednim sezonie to eksperymentalne zestawienie zakończyło się kompromitującą porażką z Plymouth. Teraz podejście jest zupełnie inne.

Od pierwszej minuty zagrali m.in. Virgil van Dijk, Szoboszlai, Alexis Mac Allister, Curtis Jones, Cody Gakpo i Frimpong, a ławka rezerwowych była wypełniona klasowymi nazwiskami — na wszelki wypadek. Jak się okazało, słusznie.

Slot dał szansę 17-letniemu Rio, ale nie zdecydował się na szersze wykorzystanie akademii. Pokazuje to dwie rzeczy: po pierwsze, szkoleniowiec mógł uznać, że pozostali młodzi gracze nie są jeszcze gotowi na taki mecz, zwłaszcza po wcześniejszych doświadczeniach (ośmiu wychowanków w przegranym 0:3 meczu Pucharu Ligi z Crystal Palace). Po drugie — nie chciał ryzykować, nawet grając z rywalem z League One.

To obecnie najlepsza szansa Liverpoolu na trofeum i Slot jasno dał do zrozumienia, że nie zamierza odpuszczać. Gdy w drugiej połowie wynik wciąż nie był bezpieczny, na boisku pojawili się Wirtz, Ekitike i Ibrahima Konaté — sygnał był jednoznaczny.

Wirtz początkowo zmarnował dogodną okazję, pudłując prawą nogą tam, gdzie lewa niemal gwarantowała gola. Odkupił jednak winy efektownym trafieniem z kilkunastu metrów po podaniu Ekitike, a chwilę później sam asystował Francuzowi przy czwartym golu.

Jak zaprezentował się Ngumoha?

Anfield od dawna domagało się większej liczby minut dla Ngumohy — i jego występ tylko wzmocnił te głosy.

Był to dopiero trzeci start 17-latka w tym sezonie (choć ma on na koncie więcej minut niż jakikolwiek inny zawodnik w tym wieku w najwyższej klasie rozgrywkowej), a jego gra znacząco zwiększyła szanse na kolejne występy.

Od pierwszych minut imponował odwagą, dynamicznymi rajdami i bezpośrednim stylem gry, wnosząc do zespołu element szybkości, którego Liverpoolowi często brakowało w bieżących rozgrywkach.

Jedynym minusem był moment, gdy w 73. minucie musiał opuścić boisko po niefortunnym rozciągnięciu. Były chwile, w których dało się dostrzec brak doświadczenia, ale jak na swój wiek Ngumoha prezentował się bardzo dojrzale w posiadaniu piłki i pokazał potencjał na przyszłość.

Na szczęście Slot po meczu uspokoił, że uraz okazał się jedynie skurczem mięśni, co nie powinno wpłynąć na dłuższą nieobecność piłkarza.

W ważniejszych spotkaniach Slot częściej stawia na Gakpo lub Wirtza na lewej stronie ataku — co jest zrozumiałe ze względu na ich doświadczenie. Ngumoha jednak, mimo młodego wieku, dysponuje talentem, który przy odpowiednim zarządzaniu może okazać się niezwykle cenny. Z meczu na mecz wygląda coraz pewniej, a to bardzo obiecujący sygnał. Kibice na The Kop docenili jego wysiłek, skandując jego nazwisko.

Gregg Evans

Doceniasz naszą pracę? Postaw nam kawę! Postaw kawę LFC.pl!

Komentarze (2)

mnk2 13.01.2026 09:34 #
Mecz z takim słabeuszem pokazuje jak krucha jest pewność siebie naszych zawodników. Poza kuriozalnym błędem Węgra goście mieli jeszcze sytuację. Liverpool Slota ma dziwną umiejętność dostosowania się do poziomu przeciwnika. Uderzający jest brak koncentracji. Ciągle zmiany pozycji zawodników powodują bałagan. Tam nikt nie wie co ma grać. Jeden na drugiego się ogląda. Mobilność jest na poziomie starego nosorożca.
Loku64 13.01.2026 09:44 #
Chiesa udowodnia, ze gra tyle, na ile zasługuje. Znowu bardzo słabe spotkanie. Gomez podobnie. Poza tym jak zwykle, mało ruchu i tragiczny Gakpo.

Pozostałe aktualności

Slot po meczu z Barnsley (0)
13.01.2026 10:54, GingerElf, liverpoolfc.com
Sakho ogłosił zakończenie kariery (0)
13.01.2026 10:08, AirCanada, liverpoolfc.com
Pomóżmy swojemu Czerwonemu Bratu (0)
13.01.2026 09:29, AirCanada, własne
Media po meczu z Barnsley (0)
13.01.2026 09:28, Klika1892, thisisanfield.com
Statystyki (0)
12.01.2026 23:00, Zalewsky, SofaScore