Prowadzenie do przerwy po golu Wirtza
Do przerwy The Reds zasłużenie prowadzą 1:0, kontrolując przebieg spotkania i potwierdzając swoją przewagę nad rywalem.
Dzisiejszego popołudnia Anfield znów stało się areną walki o ligowe punkty. Liverpool podejmowało Burnley w meczu, który dla The Reds miało ogromne znaczenie w kontekście walki o czołowe miejsca Premier League.
Podopieczni Arne Slota przed meczem zajmowali 4. miejsce w tabeli z dorobkiem 35 punktów. Liverpool był niepokonany od 11 spotkań i dziś chciał przedłużyć tę serię do dwunastu meczów. Rywal z Lancashire znajdował się na zupełnie innym biegunie ligowej rzeczywistości. Burnley 19. w tabeli, miał na koncie zaledwie 13 punktów i desperacko walczy o utrzymanie.
Liverpool od pierwszych minut ligowego starcia z Burnley na Anfield narzucił wysokie tempo i wyraźnie zaznaczył swoją dominację. Już w 3. minucie The Reds stworzyli groźną sytuację Kerkez dynamicznie wpadł w pole karne, lecz zamiast decydować się na strzał, próbował dograć do Curtisa Jonesa. Między podającym a adresatem zagrania znalazło się jednak aż trzech obrońców oraz bramkarz i jeden z defensorów Burnley w ostatniej chwili wybił piłkę na rzut rożny.
Gospodarze konsekwentnie napierali, a w 21. minucie bliscy szczęścia byli po szybkim ataku zakończonym strzałem Hugo Ekitiké zza pola karnego. Francuz uderzył mocno i celnie, jednak Martin Dúbravka popisał się bardzo dobrą interwencją, z trudem parując piłkę poza światło bramki. Był to jeden z sygnałów ostrzegawczych dla defensywy Burnley, która z każdą kolejną minutą była spychana coraz głębiej.
W 31. minucie Liverpool otrzymał znakomitą okazję na objęcie prowadzenia. Cody Gakpo został sfaulowany w polu karnym, a arbiter bez wahania wskazał na „wapno”. Do rzutu karnego podszedł Dominik Szoboszlai, jednak Węgier uderzył zbyt mocno, piłka zatrzymała się na poprzeczce, ku rozpaczy kibiców zgromadzonych na Anfield.
Niewykorzystana jedenastka nie podcięła jednak skrzydeł podopiecznym Arne Slota. The Reds kontynuowali ofensywę, a Dúbravka musiał ratować swój zespół po kolejnych strzałach Gakpo i Floriana Wirtza, popisując się znakomitymi paradami. Bramkarz Burnley był jednym z najlepszych zawodników gości w pierwszej połowie, lecz i on w końcu musiał skapitulować.
W 42. minucie Liverpool dopiął swego. Curtis Jones zagrał przytomnie z końcowej linii do dobrze ustawionego Floriana Wirtza, a Niemiec mimo dużego tłoku w polu karnym huknął w górny róg bramki, nie dając Dúbravce żadnych szans. Do przerwy The Reds zasłużenie prowadzili 1:0, kontrolując przebieg spotkania i potwierdzając swoją przewagę nad rywalem.
Składy:
Liverpool: Alisson – Frimpong, Konaté, van Dijk, Kerkez, Jones, Gravenberch, Szoboszlai, Wirtz, Gakpo, Ekitiké
Burnley: Dúbravka – Tuanzebe, Estéve, Humphreys, Walker, Ugochukwu, Luis, Pires, Edwards, Antony, Broja

Komentarze (29)
Taka wskazówka dla naszych tam na górze…
Come on LFC 🔴💪
Nasz piękny Węgier niby wszędzie jest, ale niechlujny karny a potem poplątał nogi zamiast zagrać do wychodzącego Wirtza nie pozwala ocenić go dobrze, przymocuj głowę będzie dobrze.
Jones najlepszy na boisku, ale mnie i tak najbardziej cieszy bramka Florka!