Arne Slot po meczu z Bournemouth
The Reds zostali pokonani w druzgocący sposób na Vitality Stadium, kiedy to Amine Adli strzelił gola w ostatniej akcji meczu.
Podopieczni Slota odrobili dwubramkową stratę i wyrównali na 2:2 dzięki bramce głową Virgila van Dijka tuż przed przerwą oraz kolejnemu pięknemu strzałowi Dominika Szoboszlaia z rzutu wolnego na 10 minut przed końcem meczu.
Jednak ich seria 13 meczów bez porażki zakończyła się dramatycznie, gdy Adli zdobył trzeciego gola dla gospodarzy tego wieczoru.
Poniżej możecie przeczytać, co Slot powiedział mediom po meczu...
O grze i jej wyniku...
Frustrujące, oczywiście, bo strata gola zawsze jest frustrująca, ale szczególnie, gdy nie ma już czasu na powrót do gry. Myślę, że śmiało można powiedzieć, że mogli strzelić na 3:2 trochę wcześniej, a mam na myśli to, że po strzeleniu na 2:2 wciąż próbowaliśmy, ale myślę, że śmiało można powiedzieć, że kilku naszym zawodnikom zabrakło energii. Nie mogę ich za to nawet krytykować, ponieważ dwa dni temu musieliśmy rozegrać mecz wyjazdowy w Europie. Jesteśmy jedyną drużyną, która grała w Lidze Mistrzów, a w tym czasie miała dwa dni przerwy.
Po meczu wyjazdowym [a potem] kolejny mecz wyjazdowy z jedną z najbardziej zaciętych drużyn w lidze. Głównie, jak widać, wystawiam tych samych zawodników ze względu na zawodników, których mamy do dyspozycji. To właśnie widzieliśmy w ostatnich 10 minutach. Myślę, że przez resztę meczu było zupełnie inaczej, myślę, że zdominowaliśmy grę.
O dwóch golach straconych w ciągu siedmiu minut...
Nie sądzę, żeby obwinianie Virgila za pierwszego gola było całkowicie sprawiedliwe, bo przez cały mecz widać było, jak duży wpływ miał wiatr na niektóre piłki. Pod koniec meczu Virgil zagrał długą piłkę w kierunku Mo [Salah] i spodziewałem się, że trafi do bramkarza, ale nagle piłka trafiła do Mo. Więc nie był jedynym, który od czasu do czasu zmagał się z wiatrem.
To nie pierwszy raz w tym sezonie, kiedy przez zaledwie siedem minut nie powiedziałbym, że mieliśmy problemy, ale druga drużyna również była częścią gry. W tych siedmiu minutach straciliśmy dwie bramki. Oczywiście, drugi raz miało to miejsce, gdy graliśmy w dziesiątkę, ponieważ po pierwszej bramce Joe Gomez musiał zejść z boiska z powodu kontuzji. Chciał spróbować, myślał, że da radę, ale jednak mu się nie udało. Może to podsumowuje nasz sezon. Za każdym razem to coś innego, za każdym razem coś wyjątkowego, sposób, w jaki tracimy bramki. Ale tracimy bramki i winni jesteśmy tylko sobie.
O poziomie energii w Liverpoolu...
Jeśli Bournemouth musiało biegać więcej, to dlatego, że mieliśmy 67 procent posiadania piłki, czy coś koło tego. Trzeba im oddać honor, to zdecydowanie jedna z ich mocnych stron. Myślę, że są najlepsi w prawie każdej statystyce, jeśli chodzi o bieganie. Dlatego muszę pochwalić moich zawodników; jeśli przegrywacie 2:0 tak jak my, to znowu pokazaliśmy mentalność i kondycję, wracając do gry przeciwko jednej z najsilniejszych drużyn w lidze – a oni muszą grać tylko raz w tygodniu, co oczywiście pomaga. To nie jest wymówka, ponieważ klub taki jak Liverpool jest przyzwyczajony do gry trzy razy w tygodniu, ale robimy to głównie tymi samymi zawodnikami i może w zeszłym sezonie było trochę inaczej. W zeszłym sezonie nie mieliśmy trzech długotrwałych kontuzji, jak teraz.
Jak widać po naszym składzie, zdecydowałem się nie wystawiać Hugo [Ekitike]. Nie dlatego, że go nie lubię albo że nie radził sobie dobrze w meczu z Marsylią, ale dlatego, że mam tylko jednego zawodnika z numerem 9. na najbliższe tygodnie i miesiące. Dwa tygodnie temu był nieobecny, a przy tak wielu meczach do rozegrania, trzeba zarządzać jego minutami. Myślę, że o Jeremie Frimpongu można powiedzieć to samo. W pierwszej połowie grał dobrze, a po przerwie, jak sądzę, też trochę tracił energię. W efekcie wystawiam dwóch zawodników, którzy nie grają na swoich ulubionych pozycjach - Watę [Endo] i Doma, którzy zresztą dobrze sobie poradzili, ale taka jest rzeczywistość.
O tym, że Liverpool przez kilka minut grał w dziesiątkę między dwoma golami dla Bournemouth, a Gomez musiał zejść z boiska z powodu kontuzji po golu otwierającym mecz autorstwa Evanilsona…
Próbowałem krzyczeć do nich [jego zawodników], żeby przerywali grę, ale tak naprawdę czuliśmy się całkiem komfortowo – myślę, że utrzymywaliśmy się przy piłce przez dość długi czas, a potem, kiedy ją straciliśmy, było odwrotnie. Bournemouth utrzymało ją, co jest łatwiejsze, jeśli gra się w przewadze. Ale nawet grając w dziesiątkę, myślę, że sposób, w jaki straciliśmy tę bramkę, nie wynikał konkretnie z tego, że graliśmy w dziesiątkę. To po prostu skrzydłowy zaskoczył naszego obrońcę w sytuacji, w której mogliśmy sobie lepiej poradzić. Ale oczywiście, gdybyśmy grali w jedenastkę, zawodnik, który zaliczył asystę, nie mógłby zajść tak daleko, jak teraz.
O kontuzji Gomeza…
Joe dostał cios od Aliego [Alissona Beckera]. Po prostu nie był w stanie kontynuować, a Ali miał spory obrzęk na kolanie. Nie wiem, czy Joe będzie trenował za dwa, trzy dni, trudno mi powiedzieć, ale było jasne, że nie da rady dzisiaj.
O przyszłości Andy’ego Robertsona…
Jak myślisz, jaka będzie moja odpowiedź? Czy kiedykolwiek powiedziałem coś o transferach przed tymi mikrofonami? Moja odpowiedź jest zawsze taka sama, a ciągłe powtarzanie tej samej odpowiedzi jest dość nudne... nie rozmawiamy o transferach publicznie.
Czy zmiana Milosa Kerkeza w przerwie była decyzją taktyczną, czy też wynikała z kontuzji…
Nie, nie było kontuzji i nie powiedziałbym, że to było taktyczne. Już przed meczem było oczywiste, że nierozsądnie byłoby wystawiać go na kolejne 90 minut. Wiele można powiedzieć o zawodnikach, z którymi stale wystawiam, i muszę dbać o ich formę, muszę zarządzać ich obciążeniem. Wczoraj sztab szkoleniowy przyszedł do mnie i powiedział, że gdybyśmy mieli dodatkowy dzień, nie trenowałby wczoraj, żeby trochę więcej odpocząć. Zawsze jesteśmy w pewnej strefie ryzyka, a ja już musiałem dokonać zmiany w pierwszej połowie. Zdecydowałem się zdjąć go z boiska w przerwie, ponieważ miałem zamiar zdjąć go w drugiej połowie. Zrobiłem to po prostu trochę wcześniej.

Komentarze (17)