Iraola po zwycięstwie z Liverpoolem
Liverpool przegrał z Bournemouth w Premier League po golu straconym w ostatnich sekundach meczu. Decydujące trafienie dla zespołu Andoniego Iraoli zdobył Amine Adli w doliczonym czasie gry na Vitality Stadium.
Szkoleniowiec Bournemouth nie krył radości po szalonym zwycięstwie nad Liverpoolem, które przyszło po wyjątkowo trudnym okresie i pozwoliło The Cherries nieco oddalić się od strefy spadkowej.
Drużyna z południowego wybrzeża przed tym spotkaniem wygrała zaledwie jeden z ostatnich 14 meczów ligowych. Tym razem jednak trzy punkty zapewnił jej Amine Adli, który trafił do siatki w 95. minucie. Liverpool zdołał wcześniej odrobić dwubramkową stratę i doprowadzić do remisu, lecz to gospodarze zachowali więcej spokoju w samej końcówce i zadali decydujący cios.
– To dla nas niezwykle ważne zwycięstwo. Znajdowaliśmy się w trudnej sytuacji, szczególnie w zeszłym tygodniu, biorąc pod uwagę problemy kadrowe i braki w defensywie – powiedział Iraola w rozmowie z BBC Sport.
– Potrafimy jednak zdobywać punkty nawet przeciwko bardzo wymagającym rywalom. Jestem dumny z zespołu, z tego, jak się dostosowujemy i jak punktujemy.
Gdy tuż przed przerwą Virgil van Dijk zdobył gola kontaktowego, a Bournemouth mogli obawiać się najgorszego scenariusza. W drugiej połowie Dominik Szoboszlai doprowadził do wyrównania, jednak w samej końcówce Amine Adli wykorzystał swoją szansę i przesądził o losach meczu.
– To moment, w którym absolutnie nie chcesz tracić bramki – przyznał Iraola.
– Chcieliśmy schodzić do szatni przy prowadzeniu 2:0.
– Gol Van Dijka był bardzo dobrej jakości i wiedzieliśmy, że Liverpool rzuci wszystkie siły do ataku. Straciliśmy dwie bramki po stałych fragmentach gry.
– Po remisie 2:2 zaczęliśmy jednak grać lepiej i poczuliśmy, że nie mamy już nic do stracenia. Mecz stał się otwarty.
– To zwycięstwo było nam potrzebne. Mamy teraz 30 punktów, a każdy kolejny jest dla nas na wagę złota. Wciąż jesteśmy w trudnej sytuacji i musimy dalej walczyć.
Trener Liverpoolu Arne Slot przyznał, że jego drużyna nie była w stanie dorównać Bournemouth intensywnością, zwłaszcza że kilku zawodników zmaga się z kontuzjami, a w środku tygodnia The Reds grali wyjazdowy mecz Ligi Mistrzów z Marsylią.
– Niektórzy zawodnicy po prostu opadli z sił i to widać – przyznał szkoleniowiec Liverpoolu.
– Nie mogę ich za to winić, bo dwa dni wcześniej graliśmy w Europie.
– Choć w pewnym momencie przegrywaliśmy 0:2, sam powrót do remisu był dobry. Nie miałem jednak poczucia, że na tamtym etapie zasługiwaliśmy na taką stratę.
– Zespół zareagował bardzo dobrze, doprowadziliśmy do 2:2, a później mecz był bardzo otwarty, z sytuacjami po obu stronach.
– Bournemouth miało ich nawet więcej, co nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę nasze zmęczenie.
– Od kilku tygodni gramy praktycznie tym samym składem i w końcówce znów było widać, że brakuje nam świeżości.

Komentarze (0)