Opinie prasy po wygranej z Forest
Liverpool odniósł trzecie z rzędu zwycięstwo we wszystkich rozgrywkach dzięki bramce Alexisa Mac Allistera w 97. minucie w meczu z Nottingham Forest w niedzielę.
Wygrana 1:0 pozwoliła im zrównać się punktami z czwartą Chelsea po jej sobotnim remisie 1:1 z Burnley na Stamford Bridge.
Oto jak brytyjscy dziennikarze ocenili wydarzenia, gdy Liverpool odniósł zwycięstwo, które może jeszcze okazać się kluczowe w walce o kwalifikację do Ligi Mistrzów.
Lewis Steele z Daily Mail pisze: - Rio Ngumoha wszedł z ławki rezerwowych, gdy Liverpool potrzebował wyjątkowego momentu - i taki moment stworzył. Pierwsza bramka Mac Allistera, choć później anulowana, zaczęła się od 17-latka.
- Były zawodnik Chelsea grałby więcej, gdyby nie jego młody wiek. Slot chce nie wymagać od niego zbyt wiele zbyt szybko, aby nie zapłacić za to ceną w postaci braku gotowości fizycznej Ngumohy. Ale czy nie nadszedł już czas, aby Ngumoha po raz pierwszy wyszedł w wyjściowym składzie w Premier League?
- Trudno chwalić młodego zawodnika, aby nie wyglądało to na krytykę innych skrzydłowych, Cody’ego Gakpo i Mohameda Salaha. Żaden z nich, przynajmniej w ostatnich miesiącach, nie był w swojej najlepszej formie.
- Gakpo zdobył dwie ligowe bramki od połowy października, podczas gdy Salah ostatni raz trafił w tych rozgrywkach 1 listopada. Nikt nie twierdzi, że Ngumoha nagle strzeli 10 goli do końca sezonu, ale oferuje coś innego. Wprowadza panikę wśród obrońców i zmusza ich do cofania się.
- Slot powiedział: - Ma niesamowity potencjał, inaczej w wieku 17 lat nie rozegrałby tylu minut w Premier League, a już na pewno nie w Liverpoolu… Nie sądzę, aby jakikolwiek inny 17-latek rozegrał w Premier League tyle minut co on.
- Ma rację. Jeśli chodzi o ogólną drogę rozwoju, Ngumoha jest wyraźnie przed harmonogramem. Zrozumiałe jest, że klub podchodzi do niego ostrożnie i nie wymaga zbyt wiele. Jednak na podstawie kilku występów epizodycznych w 2026 roku można stwierdzić, że zasługuje na więcej minut.
Rich Jolly z The Independent pisze: - Wygrywanie bez dobrej gry ma być znakiem mistrzów. Liverpool mistrzem długo już nie będzie, ale może to być oznaka drużyny, która przynajmniej awansuje do Ligi Mistrzów. Albo, jak mógłby powiedzieć Arne Slot, jednorazowy przypadek.
- Zbyt często 0 jego zdaniem - dobre występy w tym sezonie nie przynosiły odpowiednich rezultatów. Dlatego Liverpool rozegrał najgorszą pierwszą połowę za jego kadencji, jak sam przyznał, w Nottingham Forest - i mimo to wygrał.
- To skrajny przypadek i mecz z własną specyfiką, ale część szerszego trendu. Nie zawsze prezentując najwyższy poziom, Liverpool stał się trudny do pokonania i równie trudny do wykluczenia z walki o miejsce w pierwszej piątce. Przegrali tylko dwa z ostatnich 20 meczów we wszystkich rozgrywkach.
- Te dwie porażki - które, zdaniem Slota, były niezasłużone - rozstrzygnęły się w doliczonym czasie gry. Na każdą z nich nastąpiła natychmiastowa odpowiedź: rozbicie Qarabagu cztery dni po przegranej z Bournemouth, zwycięstwo na Stadium of Light trzy dni po mroku porażki z Manchesterem City.
- Wygrana City 2:1 na Anfield sprawiła, że Liverpool musiał liczyć się z perspektywą zakończenia sezonu, w którym wydano 450 mln funtów, w Lidze Europy, a może nawet w Lidze Konferencji. Wciąż są na szóstym miejscu, ale w ostatnich dwóch kolejkach odrobili czteropunktową stratę do Chelsea, podczas gdy drużyna Liama Roseniora - grająca u siebie z Leeds i Burnley - mogła wyobrażać sobie powiększenie przewagi do siedmiu lub ośmiu punktów nad zespołem Slota, który teoretycznie miał trudniejszy terminarz.
- Liverpool znajdował różne sposoby na wygrywanie na wyjazdach: przekonująco w Sunderlandzie, nieprzekonująco w Nottingham. Ktoś nieznający obciążeń obu zespołów mógłby po pierwszej połowie pomyśleć, że to męczący się Liverpool grał trzy dni wcześniej w Stambule, a szybsze i świeższe Forest miało wolny środek tygodnia - podczas gdy było dokładnie odwrotnie.
Gregor Robertson na łamach The Times pisze: - Zapierające dech w piersiach, szalone, chaotyczne - wybierzcie sobie określenie, ale cóż to było za zakończenie na City Ground.
- To zagadka, jak Liverpool wyszedł z tego meczu z kompletem punktów, ale ostatecznie zwycięska bramka Alexisa Mac Allistera w 97. minucie była dramatycznym, decydującym i najważniejszym momentem spotkania, a oszołomione Nottingham Forest musiało żałować popołudnia, które w kraju Robin Hooda smakowało jak rabunek.
- Od czego zacząć? Właściwie nie od tej późnej bramki. Chaos zaczął się w 89. minucie, gdy młody Rio Ngumoha, który zastąpił Mohameda Salaha, zbiegł do linii końcowej i dośrodkował do Hugo Ekitike.
- Ekitike powinien był strzelić gola, ale uderzył głową zbyt blisko Stefana Ortegi, a bramkarz Forest sparował piłkę w pole bramkowe. Gdy Ola Aina próbował wybić piłkę, nieumyślnie odbił ją od pleców Mac Allistera i skierował do siatki, dając Liverpoolowi - jak się wydawało - zwycięstwo w stylu „smash-and-grab”.
- Wkracza VAR. Czy piłka nie dotknęła ręki Mac Allistera? Paul Tierney uznał, że tak, a argentyński pomocnik później przyznał to z klasą. - Tak, dotknęła, ale to surowa decyzja - powiedział po zdobyciu zwycięskiej bramki, swojej pierwszej w sezonie. - Rozumiem przepisy, ale to piłka nożna - to bardzo surowe.
- City Ground, co zrozumiałe, cieszyło się z tej decyzji, ale jak się okazało, świętowanie było przedwczesne. Potężny strzał Ibrahima Sangare minął słupek, gdy Forest szukało zwycięstwa, lecz Liverpool wrócił do gry, pokazując więcej energii w ostatnich siedmiu minutach niż przez poprzednie 90.
- Dominik Szoboszlai wrzucił ostatnie dośrodkowanie na dalszy słupek, strzał głową Virgila van Dijka został wybity z linii bramkowej, a Mac Allister dopadł do dobitki i zdecydowanie skierował piłkę do siatki. Eksplozja radości w sektorze gości, a po kolejnym sprawdzeniu VAR - tym razem pod kątem ewentualnego spalonego Van Dijka, który ostatecznie był na prawidłowej pozycji - gol został uznany. I można było odetchnąć.
A w werdykcie Liverpool Echo czytamy: - W trakcie tej burzliwej i trudnej kampanii Arne Slot często twierdził, że Liverpool nie zawsze dostawał to, na co zasłużył. Być może zechce dopisać ten mecz do tej listy.
- Biorąc pod uwagę przebieg spotkania, Liverpool miał szczęście, że wyjechał z City Ground z dopiero drugim ligowym zwycięstwem tutaj od 42 lat, ale charakter tego zwycięstwa 1:0 - drugiego z rzędu na wyjeździe - może wlać dodatkową wiarę w to, że sezon zakończą miejscem w Lidze Mistrzów.
- Po tym jak w końcówce odmówiono mu gola z powodu zagrania ręką po interwencji VAR - gdy wybicie Oli Ainy początkowo wydawało się trafić go w plecy - Alexis Mac Allister nie dał się zatrzymać po raz drugi, dopadając do luźnej piłki i zdobywając bramkę, która dała The Reds ogromnie ważne trzy punkty przeciwko Nottingham Forest.
- Nie był to piękny ani płynny występ, ale zawodnicy Slota głęboko sięgnęli do rezerw, aby powstrzymać odrodzone Forest pod wodzą ich czwartego trenera w tym sezonie, Vitora Pereiry. A ich determinacja, by walczyć do końca, ostatecznie pozwoliła im wykraść zwycięskiego gola. Jak odświeżające musi to być uczucie dla Slota - znaleźć się tym razem po właściwej stronie dramatycznej końcówki.

Komentarze (0)