Jak Liverpool wyleczył chorobę stałych fragmentów gry
Wrzut z autu w końcówce meczu w zasięgu pola karnego Liverpoolu. W tym sezonie taki obrazek często oznaczał dla nich kłopoty.
W spotkaniu z Nottingham Forest role się odwróciły.
Po czterech długich wrzutach Joe Gomeza w ciągu dziesięciu minut obrońca zdecydował się zagrać krótko do Dominika Szoboszlaia. Pomocnik cierpliwie przesuwał piłkę, czekając na szansę do dośrodkowania. W końcu znalazł Virgila van Dijka, którego strzał głową został zablokowany, ale trafił pod nogi Alexisa Mac Allistera. Argentyńczyk wepchnął piłkę do siatki, zdobywając bezcennego gola.
Nie tylko odwróciło to scenariusz, w którym drużyna Arne Slota traci bramkę w końcówce meczu, lecz także potwierdziło rosnącą skuteczność przy stałych fragmentach gry, ponieważ gol Argentyńczyka formalnie został zaliczony jako zdobyty po wrzucie z autu.
Opta uznaje bramkę za zdobytą po stałym fragmencie wtedy, gdy akcja rozpoczyna się od martwej piłki, czyli rzutu rożnego, wolnego, karnego lub wrzutu z autu i kończy się strzałem, zanim akcja przejdzie w fazę gry otwartej.
Slot przez cały sezon podkreśla wagę stałych fragmentów, głównie dlatego, że w pierwszej części rozgrywek były one dla Liverpoolu bardzo kosztowne.
Doprowadziło to do odejścia trenera odpowiedzialnego za stałe fragmenty Aarona Briggsa 30 grudnia. W tamtym momencie Liverpool w 27 meczach we wszystkich rozgrywkach zdobył osiem bramek po stałych fragmentach, a stracił trzynaście, ale problem był głębszy.
Slot wielokrotnie mówił o "balansie stałych fragmentów". W Europie Liverpool prezentował się znakomicie, zdobył pięć bramek i nie stracił żadnej, co dawało dodatni bilans pięciu.
W Premier League, która w tym sezonie stała się bardziej fizyczna i jeszcze mocniej oparta na stałych fragmentach, Liverpool stracił dwanaście goli i zdobył trzy, co oznaczało bilans na poziomie minus dziewięć.
- Obecna Premier League jest znacznie bardziej oparta na stałych fragmentach niż w zeszłym roku - mówił Slot na początku miesiąca. Przy takim bilansie jak nasz nie da się wygrać ligi.
Coś musiało się zmienić. Briggs odszedł, a większą rolę przy ławce zaczął odgrywać analityk stałych fragmentów Lewis Mahoney. Od tego momentu bilans Liverpoolu wynosi plus siedem w trzynastu meczach we wszystkich rozgrywkach, dziewięć strzelonych goli i dwa stracone.
Dominacja w Lidze Mistrzów trwa, trzy gole zdobyte i zero straconych w dwóch meczach. W Premier League sześć zdobytych i tylko dwa stracone.
Co stoi za tą zmianą?
Obrona stałych fragmentów
- Cieszę się, że zadajesz to pytanie, bo byłoby to bardzo niesprawiedliwe wobec Aarona, który był za to częściowo odpowiedzialny. Ostatecznie to ja odpowiadam za wszystko - mówił Slot przed meczem z Nottingham Forest.
- Mieliśmy pecha w tamtym okresie. Wszyscy wiedzieliśmy, że to nie może tak wyglądać, bo praktycznie nie dopuszczaliśmy rywali do sytuacji po stałych fragmentach, a mimo to każda piłka wpadała do siatki. My z kolei tworzyliśmy wiele okazji i nic nie wpadało. Teraz wszystko wraca do normy, czego się spodziewaliśmy.
Rzeczywiście, dane potwierdzają jego słowa. W pierwszych osiemnastu kolejkach Premier League Liverpool powinien był stracić 6,1 gola według wskaźnika xG po stałych fragmentach, a stracił aż dwanaście. W dziewięciu meczach po zmianach przeciwnicy oddawali podobną liczbę strzałów, a xG przeciwko wynosiło 2,7, lecz Liverpool stracił tylko dwa gole.
Jak wcześniej opisywał The Athletic, gole tracone przez Liverpool nie były klasycznymi bramkami po stałych fragmentach. Często padały dopiero w drugiej lub trzeciej fazie akcji.
Oglądając ponownie ustawienie Liverpoolu przy rzutach rożnych, można zauważyć, że jest ono praktycznie identyczne jak wcześniej w sezonie. Ostatnio Hugo Ekitike, Van Dijk, Ibrahima Konate i Ryan Gravenberch zajmują te same pozycje w polu bramkowym. Gdy w wyjściowym składzie był Alexander Isak, ustawiał się w roli Ekitike.
Jeśli porównamy ustawienie Liverpoolu przy pierwszym golu Nottingham Forest w ich zwycięstwie 3:0 na Anfield w listopadzie...
...i zestawimy je z ustawieniem Liverpoolu w analogicznym meczu w miniony weekend, różnice są niewielkie. Wyjątkiem jest pozycja Szoboszlaia, który przesunął się z roli blokującego do roli w ustawieniu strefowym.

Aaron miał analityka, Lewisa Mahoneya i to oni byli głównie za to odpowiedzialni - wyjaśnił Slot. Ostatecznie to ja jestem odpowiedzialny, ale to oni wykonywali pracę. To się nie zmieniło. Lewis wykonuje główną robotę, a potem spotykamy się razem i analizujemy ostatnie szczegóły.
- Być może wprowadziliśmy jedną lub dwie drobne zmiany, ale nie zmieniliśmy wiele. Zmieniło się to, że wszystko wróciło do normy, ponieważ w Lidze Mistrzów byliśmy, jak sądzę, numerem jeden przy stałych fragmentach. Skorygowaliśmy tylko jedną lub dwie małe rzeczy.
Oprócz korekt personalnych wynikających z wyboru składu, wprowadzono też niewielkie zmiany w ustawieniu reszty zespołu w zależności od przeciwnika.
Najbardziej widoczne było to w przypadku Cody'ego Gakpo. W meczu z Newcastle był ustawiony między Van Dijkiem a Konate...

...natomiast przeciwko Sunderlandowi znalazł się między Konate a Gravenberchem.

W defensywnym ustawieniu na mecz z Manchesterem City Gakpo i Szoboszlai pełnili role strefowe, przy czym pierwszy zabezpieczał bliższy słupek, a drugi dalszy.

Nie jest to jednak nowość, ponieważ w spotkaniu z Sunderlandem na Anfield Gakpo również pełnił strefową rolę przy bliższym słupku.

Osiem z trzynastu goli straconych przed odejściem Briggsa padło po rzutach rożnych. Od tego czasu nie stracili żadnego w ten sposób. Było kilka niebezpiecznych sytuacji, lecz Liverpool nadal skutecznie broni w pierwszej fazie i lepiej reaguje w kolejnych, aby zażegnać zagrożenie.
Wrzuty z autu nadal stanowią cierń w boku Liverpoolu. Van Dijk próbował wziąć na siebie odpowiedzialność za pierwszy kontakt z piłką. Problem, jak przeciwko Bournemouth, polega na tym, że jeśli nie uda mu się dotknąć piłki jako pierwszy, mogą pojawić się kłopoty.

Przeciwko Fulham koncentracja Liverpoolu na obronie długiego wrzutu sprawiła, że stracili gola po uderzeniu z 25 metrów autorstwa Harrisona Reeda.

Ofensywne stałe fragmenty gry
W tym aspekcie tendencja również jest odwrotna. W ostatnich trzynastu meczach we wszystkich rozgrywkach Liverpool znacząco przekracza swoje xG, zdobywając dziewięć goli, niemal dwukrotnie więcej niż wynosi ich xG 4,9.
Średnio oddają 4,2 strzału po stałych fragmentach na 90 minut, wobec 3,5 wcześniej, a ich xG na 90 minut wzrosło z 0,3 do 0,38.
Cztery gole zdobyte po rzutach wolnych odegrały w tym kluczową rolę. Uderzenie Szoboszlaia przeciwko Manchesterowi City było czystą klasą, a jego gol przeciwko Marsylii był po sprytnym strzale. Liverpool przed meczem zidentyfikował, że francuska drużyna nie ustawia zawodnika leżącego za murem, co otworzyło możliwość oddania strzału pod murem.

Szoboszlai i Salah zamieniali się rolami, aby zdobyć niemal identyczne gole z rzutów wolnych przeciwko Bournemouth i Qarabagowi, lekko zagrywając piłkę, by otworzyć lepszą pozycję do strzału.
W lidze sześć goli padło przy xG wynoszącym 2,7, w tym trzy po rzutach rożnych i właśnie tutaj nastąpiła jedna z zauważalnych zmian.
Od odejścia Briggsa większy nacisk położono na dośrodkowania dochodzące do bramki i kierowane w pole bramkowe. W ostatnich miesiącach, zwłaszcza od powrotu Salaha z Pucharu Narodów Afryki, reprezentant Egiptu, Szoboszlai i Gakpo byli głównymi wykonawcami rzutów rożnych.

Z przedstawionych danych wynika, że rzuty rożne wykonywane z lewej strony coraz częściej kierowane są w centralną część pola bramkowego, wzrost z 27 do 65 procent, bezpośrednio przed bramkarzem.
Z drugiej strony wzrost nie jest aż tak wyraźny, ale również nastąpił. Większą różnicą na tej flance jest wzrost liczby dośrodkowań dochodzących do bramki z 20 procent do 53 procent.
Ta strategia przyniosła efekt w meczu z Sunderlandem, gdy Liverpool zagęścił pole bramkowe. Dośrodkowanie Salaha znalazło Van Dijka, a jego strzał głową, który zmierzał do bramki, został skierowany do siatki przez Nordiego Mukiele.

- Rozmawialiśmy o tym - powiedział Van Dijk po meczu. Oczywiście mają dwóch dużych środkowych obrońców, którzy często wybijają piłkę głową. Ich bramkarz rozgrywa fantastyczny sezon, ale piąstkowanie pod presją nigdy nie jest idealne. Wiedzieliśmy więc, że również w drugiej fazie mogą pojawić się ciekawe sytuacje.
Liverpool zawsze urozmaicał swoją strategię ataku przy stałych fragmentach, często opierając ją na zmianach w poruszaniu się u Van Dijka i Konate, aby ustawić ich w pozycjach, z których mogą oddać strzał. Wiele elementów musi zagrać jednocześnie, od jakości dośrodkowania, przez pomoc partnerów w tworzeniu przestrzeni, po samo wykończenie.
Plan nie zawsze działa. Salah w pierwszej połowie meczu z Bournemouth na przykład posyłał rzuty rożne z prawej strony głęboko w pole karne, a Van Dijk nabiegał na dalszy słupek, bez większego efektu.
Jednak po drugiej stronie plan był inny. Szoboszlai podkręcał dośrodkowania w kierunku bliższego słupka, a środkowy obrońca wykonał inny ruch i zdobył bramkę po lekkim muśnięciu głową.

Aby utrzymać nadzieje na kwalifikację do Ligi Mistrzów, Liverpool musiał rozwiązać problem stałych fragmentów. Postęp jest widoczny, lecz jest to trend, który muszą utrzymać do maja, jeśli chcą zebrać tego owoce.
Andy Jones

Komentarze (0)