Slot po wygranej nad Młotami
W trakcie konferencji prasowej po wygranym przez Liverpool 5:2 spotkaniu z West Hamem Arne Slot wypowiedział się na temat meczu, omówił poprawę swojego zespołu przy stałych fragmentach gry, skomentował również stan zdrowia Floriana Wirtza.
W sobotnie popołudnie na Anfield The Reds do przerwy prowadzili 3:0 dzięki bramkom po rzutach rożnych autorstwa Hugo Ekitike, Virgila van Dijka i Alexisa Mac Allistera, jednak już na początku drugiej odsłony gry jednego gola straty odrobił Tomáš Souček.
Kolejny raz trzybramkowe prowadzenie dał Liverpoolowi Cody Gakpo, następnie trafienie dla gości zanotował Valentín Castellanos, a wynik ustalił Axel Disasi, który do własnej bramki skierował dośrodkowanie Jeremiego Frimponga.
Dzięki trzeciemu z rzędu ligowemu zwycięstwu The Reds zrównali się punktami z czwartym w tabeli Manchesterem United, który swoje spotkanie rozegra dopiero w niedzielę, z kolei do trzeciej Aston Villi zespół traci trzy punkty.
Wirtz opuścił spotkanie z powodu urazu, a po meczu Slot został zapytany o to, czy spodziewany jest udział pomocnika we wtorkowym starciu wyjazdowym z Wolverhamptonem.
Poniżej prezentujemy zapis rozmowy menadżera z mediami.
O tym, czy z satysfakcją oglądał zdobywanie przez swój zespół trzech pierwszych bramek po rzutach rożnych i o ogólnej poprawie stałych fragmentów gry...
Bardzo mnie to cieszy. Przede wszystkim dlatego, że z tego powodu wygraliśmy, ale także dlatego, że kiedy rozmawiałem z różnymi osobami obecnymi na tej sali, słyszałem: 'Dobry mecz, dobry mecz' i odpowiadałem: 'Moim zdaniem mieliśmy w tym sezonie lepsze'. Zagraliśmy nieźle, to prawda, ale to nie było nasze najlepsze spotkanie w tym sezonie. Zdarzało nam się prezentować lepiej wtedy, kiedy przegrywaliśmy, graliśmy lepiej, kiedy traciliśmy bramki po stałych fragmentach gry.
Tak jak mówiłem, sprawy wróciły do normy. W pierwszej części sezonu po stałych fragmentach stwarzaliśmy sobie sporo okazji, ale traciliśmy bramki po niemal wszystkich takich sytuacjach dla przeciwników, dzisiaj było widać coś zupełnie odwrotnego. Wydaje mi się, że jedna z pierwszych ich dobrych okazji przyszła po stałym fragmencie, w pierwszych sześciu czy siedmiu miesiącach tej kampanii to skończyłoby się golem, jestem tego w stu procentach pewien. Tym razem to nam się to udawało, zaczęliśmy strzelać ze stojącej piłki i wszystko wygląda od razu dużo lepiej, to nas bardzo cieszy, cieszy to zespół i kibiców.
O tym co zmieniło się w przypadku stałych fragmentów gry w Liverpoolu...
Przede wszystkim sprawy wróciły do normy, bo tak jak już wspominałem - w pierwszej połowie sezonu stwarzaliśmy sobie dużo okazji w takich sytuacjach, które z różnych powodów nie kończyły się golami. Wielokrotnie byliśmy bardzo blisko. Nawet dziś straciliśmy gola po takiej akcji, w pierwszej połowie mogli w ten sposób trafić też drugi raz.
Pod względem zarówno ofensywnym jak i defensywnym zmieniliśmy tylko jeden czy dwa detale, ustawiamy się troszeczkę inaczej. Najważniejsze jest jednak to, że wszystko wróciło do normy. Swoją drogą był taki moment, w którym mieliśmy o 23 gole strzelone po stałych fragmentach gry mniej od Arsenalu, wliczając w to rzuty karne. Nadal nie brakuje nam do nich trzech goli, ale udało nam się nieco zmniejszyć tę różnicę. Mimo to z nimi nigdy nie wiadomo, wcale nie zdziwiłbym się, gdyby w ten weekend strzelili nagle trzy bramki ze stałych fragmentów.
O momencie w trakcie spotkania, w którym West Ham strzelił pierwszego gola...
Wydaje mi się, że już kilkukrotnie w tym sezonie zdarzały nam się takie momenty, trzy, cztery czy pięć minut, w trakcie których mieliśmy problemy. Tak jak wspominałem z tego miejsca już wielokrotnie, w trakcie takich momentów traciliśmy bramki, ale odczuwa się to zupełnie inaczej, kiedy dzieje się to przy stanie 0:0, bo wtedy nagle przegrywa się 0:1, niż kiedy ma to miejsce przy wyniku 3:0. Nie wydaje mi się, żeby przez całe spotkanie byli bliscy tego, żeby zmniejszyć stratę do jednego trafienia. Strzelili na 3:1, potem Cody Gakpo miał świetną okazję do podwyższenia na 4:1. Trochę zajęło nam strzelenie czwartej bramki, ale w końcu dopięliśmy swego, a konkretnie Cody Gakpo.
Potem zrobiło się 4:2, znowu stwarzaliśmy sobie okazje, tak naprawdę nie było żadnego realnego zagrożenia, ale na trybunach dało się wyczuć pewnego rodzaju nerwowość, co oczywiście jest zrozumiałe, bo w tym sezonie wielokrotnie wypuszczaliśmy z rąk pewne prowadzenie, to było kompletnie niepotrzebne, ale się zdarzyło.
Nigdy nie jestem zadowolony kiedy tracimy bramki, ale jeśli już musimy, to podoba mi się to, że w tym czasie w naszym polu karnym i wokół niego jest dziesięciu naszych zawodników, czasem jest to nieco pecha, że piłka trafia do tego jednego czy drugiego przeciwnika, kiedy w koło jest siedmiu czy ośmiu naszych graczy, czy kiedy przeciwnik ma ten indywidualny moment, w którym myśli sobie 'Muszę tam być!' - tak jak Souček. To w pewnym stopniu pozytyw, bo traciliśmy już w tym sezonie gole, kiedy nie wszyscy nasi zawodnicy wracali do obrony.
O możliwym powrocie Wirtza we wtorek...
Wydaje mi się, że to będzie za wcześnie, ale w zeszłym tygodniu mówiłem, że spodziewam się, że będzie dostępny już dzisiaj, więc kontuzje czasami mogą rozwijać się w pozytywny lub negatywny sposób. W tej chwili nie wydaje nam się, że jego rekonwalescencja miała potrwać długo, ale na wtorek może nie zdążyć. W tej chwili sprawy mają się tak, że na następny tydzień również może być ciężko, ale tak jak wspominałem, spodziewałem się, że będzie mógł grać już dziś, co niestety się nie wydarzyło.

Komentarze (0)