MCI
Manchester City
FA Cup
04.04.2026
13:45
LIV
Liverpool
 
Osób online 1960

Liverpool traci intensywność - liczby to potwierdzają


Arne Slot i jego Liverpool wyglądają dziś jak cień zespołu, którym byli jeszcze niedawno. Adam Bate przygląda się spadkowi intensywności The Reds w The Debrief — swoim cyklicznym formacie analizującym najważniejsze wydarzenia ostatniej kolejki Premier League.

W najnowszej odsłonie dziennikarz Sky Sports zwraca uwagę także na wyjątkową zdolność Beto do dochodzenia do sytuacji oraz wyjaśnia, dlaczego Raul Jimenez może uchodzić za jednego z najlepszych wykonawców rzutów karnych w historii rozgrywek.

Co się stało z intensywnością Liverpoolu?

Brak umiejętności utrzymania odpowiedniego poziomu stał się jednym ze znaków rozpoznawczych Liverpoolu w erze Arne Slota. W sobotnim meczu z Brighton & Hove Albion zespół wyraźnie odstawał pod względem intensywności, ale źródeł tego występu można doszukiwać się już w środku tygodnia.

– Każdy mecz powinien wyglądać tak samo – mówił Dominik Szoboszlai po wygranej 4:0 z Galatasaray. – To trudne, bo wieczory Ligi Mistrzów na Anfield to światła, dobra pogoda i świetna murawa. Wyjazd do Brighton na 13:30 to zupełnie inna historia.

Obecność na konferencji prasowej po efektownym zwycięstwie w Europie pokazała coś jeszcze — nawet w tak pozytywnym momencie menedżer Liverpoolu tonował nastroje. Już wtedy wyraźnie studził oczekiwania przed kolejnym spotkaniem.

– Chcielibyśmy grać na tym poziomie w każdym meczu. Niestety, już po raz piąty lub szósty mamy tylko dwa dni przerwy przed wyjazdem do Brighton i wczesnym początkiem meczu. Dla mnie to nie jest dobre. W takich okresach pojawiają się kontuzje, bo terminarz jest bardzo napięty.

Jak dodał:

– Powinniśmy dostać nieco więcej czasu na regenerację, ale tak się nie dzieje. Brighton to intensywny zespół, z którym się zmierzymy. Damy z siebie wszystko w sobotę, ale nie można porównywać tego meczu do starcia z Galatasaray.

Obawy Slota znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości — Mohamed Salah nie był gotowy do gry, a Hugo Ekitike opuścił boisko już na początku spotkania z powodu urazu. Porażka 1:2 sprawia, że na siedem kolejek przed końcem sezonu Liverpool znajduje się poza czołową czwórką.

Jak zauważył jednak jeden z byłych piłkarzy klubu w rozmowie w strefie prasowej Premier League, Slot popełnił błąd, sięgając po "zakazane słowo" — zmęczenie. Jeśli powiesz piłkarzom, że mają prawo czuć się zmęczeni, łatwo może to stać się samospełniającą się przepowiednią.

Pojawiają się również sugestie, że Liverpool przez cały sezon stara się zarządzać obciążeniami zawodników, co odbiło się na sposobie gry. Charakterystyczny niegdyś agresywny pressing praktycznie zniknął. Dla kibiców drużyna, która słynęła z intensywności, stała się trudna do rozpoznania.


Statystyki biegowe tylko częściowo oddają ten obraz. W pierwszym pełnym sezonie pracy Jurgen Kloppa Liverpool był liderem ligi pod względem pokonanego dystansu. W obecnych rozgrywkach znajduje się w tej klasyfikacji w dolnej trójce — po raz pierwszy od momentu, gdy zaczęto prowadzić takie dane.

To oczywiście dość uproszczony wskaźnik — w poprzednim sezonie Liverpool był dopiero 16. pod tym względem, a mimo to sięgnął po tytuł. Może on jednak wskazywać na pewien trend w ewolucji zespołu. Energia była kiedyś znakiem firmowym tej drużyny — dziś jest to już zupełnie inny zespół.

Podobne wnioski płyną z analizy wskaźnika PPDA, mierzącego liczbę podań rywala przypadających na jedną akcję defensywną. W najlepszym sezonie za kadencji Kloppa Liverpool był pod tym względem liderem ligi. Obecnie zajmuje dopiero ósme miejsce.


Slot preferuje bardziej kontrolowany, wolniejszy styl gry w posiadaniu piłki, a jednocześnie narzeka na problemy z rozbijaniem defensywy rywali. Wskazuje na rosnące znaczenie stałych fragmentów gry, podczas gdy Thomas Gronnemark, były trener od wrzutów z autu w Liverpoolu, współpracuje obecnie z liderem ligi — Arsenalem.

Zwycięstwo nad Galatasaray było przypomnieniem, że Liverpool najlepiej funkcjonuje wtedy, gdy gra na wysokim tempie — nawiązując do swoich najlepszych lat. Problem w tym, że za kadencji Arne Slota zespół nie potrafi — lub nie chce — utrzymywać takiej intensywności. Fizycznie, mentalnie i taktycznie towarzyszy mu to przez cały sezon.

Beto jest genialny w dochodzeniu do sytuacji

Podczas konferencji prasowej po zwycięstwie Evertonu 3:0 nad Chelsea dało się zauważyć lekki uśmiech na twarzy David Moyesa, gdy został zapytany o niedawne słowa właściciela Brentford FC, Matthew Benhama, dotyczące jego napastnika.

– Kiedy graliśmy z Evertonem u siebie w zeszłym roku, Beto zmarnował trzy sytuacje sam na sam – mówił Benham podczas konferencji MIT Sloan Sports Analytics. – Każdy sensowny model danych podniósłby jego ocenę.

Chodziło o to, że sam fakt dochodzenia do takich okazji ma ogromną wartość.

– Dotyczy to każdego zawodnika, który znajduje się w takich sytuacjach, nawet jeśli ich nie wykorzystuje. Statystycznie to układ 50 na 50. Można powiedzieć, że jest mniej skuteczny, ale ważniejsze jest to, że potrafi się w tych pozycjach znaleźć.

Moyes nie potrzebuje takich wyjaśnień. Od momentu powrotu do klubu w styczniu 2025 roku aż do końca sezonu żaden zawodnik Premier League nie zmarnował więcej stuprocentowych okazji. Mimo to gole Beto pomogły Evertonowi utrzymać się w lidze.

– Pamiętam jeden z moich pierwszych meczów. Miał chyba pięć sytuacji sam na sam i pomyślałem wtedy: takich okazji zwykle się nie dostaje – wspominał Moyes.

Beto dostaje je regularnie. I jak trafnie zauważył Benham — to również umiejętność. Portugalczyk opanował ją do perfekcji.

Obecnie tylko czterech zawodników Premier League, którzy rozegrali co najmniej 3000 minut, notuje średnio przynajmniej jedną "dużą okazję" na 90 minut. To Erling Haaland, Alexander Isak, Gabriel Jesus oraz Mohamed Salah.

– Bardzo niewielu piłkarzy dochodzi do takich sytuacji – tłumaczył Moyes. – Są dni, gdy schodzisz z boiska i kręcisz głową z niedowierzaniem, ale są też takie, kiedy widzisz zawodnika, który daje z siebie wszystko i w końcu zbiera za to nagrodę.

W meczu z Chelsea Beto już na początku wywarł presję na Robercie Sanchezie, odbierając mu piłkę blisko linii bramkowej. Intensywność Evertonu była dla rywali zbyt dużym wyzwaniem, choć na pierwszego gola trzeba było poczekać — padł po świetnym wykończeniu akcji przez Portugalczyka.

Jeśli pierwszy kontakt z piłką był nietypowo subtelny, to późniejszy rajd sam na sam z bramkarzem był już jego znakiem rozpoznawczym. Drugie trafienie praktycznie rozstrzygnęło mecz, a napastnik został nagrodzony owacją na stojąco na Hill Dickinson Stadium.

Moyes docenił także poprawę gry kombinacyjnej Beto — Portugalczyk zaliczył nawet asystę przy trzecim golu. Kibice Evertonu znają jednak jego ograniczenia, jednocześnie cenią jego zaangażowanie.

– Świetnie się z nim pracuje. Jest niezwykle skromny i każdego dnia chce być lepszy.

Rzeczywiście, skuteczność podań Beto należy do najniższych w lidze i pewne mankamenty raczej już z nim pozostaną. Jednak gdy kibice marzą o "lepszej wersji", powinni pamiętać, jak krótka jest lista zawodników, którzy częściej znajdują się w takich sytuacjach.

Czy Raul Jimenez to nowy król rzutów karnych?

Martin Dubravka był bliski obrony rzutu karnego w końcówce meczu Fulham FC z Burnley FC (3:1), ale zdołał jedynie musnąć piłkę. W efekcie Jiménez podtrzymał perfekcyjną skuteczność w Premier League.

Bilans Meksykanina to obecnie 14/14. Kolejne najlepsze wyniki należą do Yayi Toure (11/11) oraz Dimitara Berbatova (9/9). Na ten moment to rekord, który Jiménez może jedynie… sam sobie odebrać.

Napastnik stosuje strategię uzależnioną od zachowania bramkarza — obserwuje go do ostatniej chwili i dzięki świetnej technice potrafi zmienić kierunek strzału bez patrzenia na piłkę. To trudna sztuka, ale minimalizuje ryzyko błędu, jeśli zawodnik zachowa spokój.

Czy to najlepszy wynik w historii? To już kwestia dyskusyjna. Niektórzy zwrócą uwagę na presję towarzyszącą wykonywaniu jedenastek — gol w doliczonym czasie gry przy prowadzeniu nie jest tym samym co decydujące trafienie w meczu o stawkę. Jednak matematyka przemawia na korzyść Jiméneza.

Bazując na modelu expected goals od Opta, który zakłada skuteczność rzutów karnych na poziomie 79%, seria 14/14 jest statystycznie nawet trudniejsza do osiągnięcia niż rekord Matthew Le Tissiera (25/26).

Trudno uwierzyć, że na początku poprzedniego sezonu to Andreas Pereira był pierwszym wykonawcą rzutów karnych w Fulham. Marco Silva szybko jednak wyciągnął wnioski. Posiadanie niezawodnego egzekutora może robić różnicę — a Jiménez należy do absolutnej czołówki.

Napastnik, który w maju skończy 35 lat, ma już dziewięć goli w obecnym sezonie Premier League — tylko dziewięciu zawodników zdobyło więcej. Po siedmiu trafieniach w pierwszym sezonie i dwunastu w drugim, okazał się znakomitą inwestycją po transferze z Wolverhampton Wanderers za zaledwie 5,5 miliona funtów.

Jego kontrakt wygasa wraz z końcem sezonu, a zainteresowanie ze strony innych klubów Premier League rośnie. Jeśli jednak jego przygoda w Anglii dobiega końca, wszystko wskazuje na to, że zakończy ją z perfekcyjnym bilansem rzutów karnych.

Adam Bates

Doceniasz naszą pracę? Postaw nam kawę! Postaw kawę LFC.pl!

Komentarze (0)

Pozostałe aktualności