Slot przed meczem z PSG
Arne Slot zapowiedział pierwszy mecz ćwierćfinału Ligi Mistrzów z Paris Saint-Germain podczas konferencji prasowej poprzedzającej środowe spotkanie.
Holenderski szkoleniowiec spotkał się z mediami na Parc des Princes tuż po przylocie do Francji. Będzie to powtórka pierwszego meczu 1/8 finału z ubiegłego sezonu, który Liverpool wygrał 1:0, w dużej mierze dzięki kapitalnej postawie Alissona Beckera.
Poniżej najważniejsze wątki z konferencji trenera:
O zaangażowaniu drużyny w przegranym meczu z Manchesterem City
– W piłce nożnej bywa tak, że chcesz grać w określony sposób, ale z różnych powodów nie jesteś w stanie tego zrobić. Jednym z nich jest moment, gdy tracisz gole mimo dobrej gry. Najbardziej bolesne chwile to zwykle te tuż przed przerwą i zaraz po niej.
– Schodzisz do szatni z poczuciem, że przez dużą część meczu dotrzymywałeś kroku City, a mimo to przegrywasz 0:2.
– A zaraz po przerwie tracisz trzeciego gola. W międzyczasie mieliśmy dwie świetne okazje Mohameda Salaha. Mecz zrobił się bardzo otwarty, zawodnicy mieli problemy.
– Po 0:4 City trochę odpuściło, pozwoliło nam utrzymywać się przy piłce, ale nie potrafiliśmy już stworzyć wielu sytuacji. Nie widziałem jednak, by zawodnicy się poddali.
– Cieszę się też z reakcji kapitana po meczu, bo była stanowcza i bardzo potrzebna. Mam nadzieję, że pokażemy taką samą reakcję jako zespół w środowy wieczór.
Co daje Slotowi wiarę przed pojedynkiem z PSG
– Odpowiedź jest prosta: pierwsze 35 minut tamtego meczu. To nie pierwszy raz, kiedy mamy słabszy fragment gry i od razu jesteśmy za to karani. Czasem tracimy jednego gola, czasem dwa – tym razem były cztery, choć oddaliśmy rywalowi tylko cztery sytuacje.
– Te pierwsze 35 minut pokazują, że potrafimy rywalizować jak równy z równym z jednym z najlepszych zespołów w Europie, obok PSG.
– Ale jeśli znów przydarzy nam się taki 20-minutowy kryzys jak na Etihad, to ponownie możemy stracić cztery gole, bo PSG doskonale wie, jak to wykorzystać.
– Naszym wyzwaniem jest utrzymać poziom z pierwszych 35 minut przez całe spotkanie. Jeśli nie, czeka nas bardzo trudny wieczór – podobnie jak rok temu, kiedy zasłużyliśmy tu na porażkę 0:4, a może nawet wyższą.
– Taki jest jednak urok futbolu, wtedy strzeliliśmy gola w 85. minucie i można było powiedzieć, że ukradliśmy zwycięstwo.
O rozmowach z piłkarzami po porażce z City
– Oczywiście rozmawiamy z zawodnikami – zarówno na odprawach, jak i indywidualnie. Emocje, o których mówił Virgil van Dijk po meczu, były wspólne dla wszystkich: piłkarzy, sztabu i kibiców.
– Każdy związany z klubem był rozczarowany. Potrzeba jednego–dwóch dni, żeby to przetrawić i skupić się na kolejnym meczu.
– Najpierw jednak trzeba jasno powiedzieć, co wymaga poprawy, a to widać gołym okiem. Wystarczy spojrzeć na te 20 minut.
O różnicach między Manchesterem City a PSG
– Nie można ich porównywać jeden do jednego. City gra bardziej pozycyjnie, nie pressuje aż tak agresywnie.
– PSG, odkąd prowadzi je Luis Enrique, nie daje rywalowi ani chwili spokoju, to ciągły pressing przez cały mecz.
O radzeniu sobie z negatywnymi momentami
– W tym sezonie nabraliśmy już doświadczenia w radzeniu sobie z trudnymi chwilami. Ta porażka była wyjątkowo bolesna – bo to ćwierćfinał, wysoka przegrana i mecz z ważnym rywalem.
– Ale równie źle czułem się po stracie punktów z Leeds czy Fulham w doliczonym czasie. Tych momentów było wiele.
O presji przed tym dwumeczem
– W ćwierćfinale Ligi Mistrzów nie ma znaczenia, na jakim jesteś etapie sezonu. To zawsze wyjątkowy moment.
– Nie można tego traktować jako coś oczywistego, zwłaszcza gdy gra się z aktualnym mistrzem Europy, który w pełni zasłużył na ten tytuł i nadal prezentuje bardzo wysoki poziom.
– To dla nas szansa na rewanż i pokazanie, że nie jesteśmy drużyną z tych 20 minut na Etihad, tylko tą z pierwszej części meczu.
Czy faworyt ma znaczenie
– Niekoniecznie. W dwumeczu wszystko może się zdarzyć. Obie drużyny mają ogromną jakość.
– Rok temu zasłużyliśmy tu na wysoką porażkę, ale wygraliśmy 1:0 dzięki Alissonowi. Na Anfield byliśmy lepsi i zasłużyliśmy na zwycięstwo.
– Różnica jest taka, że PSG zachowało skład, a nasza drużyna wygląda dziś inaczej.
Czy awans dałby podobny impuls jak PSG w zeszłym sezonie
– Nie wybiegam tak daleko w przyszłość. Najpierw skupiamy się na środowym meczu.
– PSG to mistrz Europy, który dodatkowo utrzymał skład, a to zwykle oznacza jeszcze wyższy poziom.
– O wyniku mogą zdecydować detale – choćby rzuty karne, jak w zeszłym sezonie. W takich momentach liczy się też odrobina szczęścia, a Donnarumma był wtedy znakomity.
O drodze wyjścia z nierównej formy
– To prawda, że nasze występy były w tym sezonie bardzo nierówne.
– Odpowiedź tkwi jednak w historii Liverpoolu – ten klub zawsze potrafił się podnosić w trudnych momentach.
– W tym sezonie już kilka razy wracaliśmy po porażkach, ale potem znów zdarzały się potknięcia. Teraz znów musimy pokazać charakter.
– Szczególnie jeśli doprowadzimy do rewanżu na Anfield – jak pokazała historia, tam potrafimy dokonywać rzeczy wyjątkowych.
– Przykładem mogą być mecze z Galatasaray, słabszy występ na wyjeździe i świetny u siebie.
– To wszystko już kiedyś się zdarzało, ale łatwiej o tym mówić, niż to zrobić. W tym sezonie zbyt często mieliśmy momenty słabości, choć zwykle trwały 5–10 minut, tym razem 20 i skończyło się czterema straconymi golami.
– Mimo to ta drużyna wielokrotnie pokazywała, że potrafi się podnieść. Ten klub robił to jeszcze częściej.
– Poza jakością, którą mamy – a PSG też jej nie brakuje, udowodniliśmy w wielu dużych meczach, że potrafimy rywalizować z najlepszymi w Europie. Teraz musimy to po prostu pokazać na boisku.

Komentarze (2)
Chłop z totalnego blamażu wyciągnął 35 minut, żeby ułożyć narrację o jakimś wybitnym graniu w piłkę przez znaczną część meczu.
Oczywiście standardowo trafił się „drobny” kryzys trwający „zaledwie” 20 minut, a rywal miał 4 sytuacje i wszystkie strzelił.
Pytanie kto takie brednie kupuje, chyba tylko ludzie, którzy oglądają te mecze będąc w stanie znacznej nietrzeźwości