Opinie prasy po meczu z Chelsea
Jak krajowe media zareagowały na remis Liverpoolu 1:1 z Chelsea w sobotnie popołudnie w Premier League.
Cóż za nuda, prawda? Liverpool sprawił, że jego nadzieje na kwalifikację do Ligi Mistrzów mocno ucierpiały po mizernym remisie 1:1 ze słabą Chelsea w sobotnie popołudnie na Anfield w Premier League.
Ryan Gravenberch zapewnił The Reds idealne rozpoczęcie dzięki wczesnemu golowi, ale goście wrócili do meczu, gdy rzut wolny Enzo Fernandeza minął wszystkich i wpadł do siatki przy dalszym słupku.
Efektem było 90 minut, które wydawały się o 89 minut za długie. Podczas gdy ECHO było na miejscu i zapewniło standardowy poziom relacji, oto jak krajowe media oceniły przeciętny rezultat drużyny Arne Slota.
Paul Joyce, dawniej związany z tą redakcją, zwrócił w The Times uwagę na tęsknotę za przeszłością, która nadal wpływa na bardzo realną teraźniejszość.
- Niektóre z największych legend Liverpoolu, w tym Sir Kenny Dalglish i Ian Rush, spotkają się w niedzielę na sentymentalnej podróży do przeszłości - pisze.
- Minie dokładnie 40 lat od dnia, gdy klub skompletował krajowy dublet w pierwszym sezonie Dalglisha jako grającego menedżera, a ten duet będzie wśród tych, którzy będą wspominać niezwykłą kampanię podczas wydarzenia w M&S Bank Arena.
- Wspomnienia będą dotyczyć między innymi pokonania lokalnego rywala Evertonu na Wembley po zdobyciu tytułu, a wydarzenie z pewnością przyciągnie tłumy.
- Przeszłość zawsze będzie tak kusząca, kiedy teraźniejszość wygląda właśnie tak.
Inny były dziennikarz ECHO, Andy Hunter, opisał w The Guardian gwizdy i buczenie, które były wyraźnie słyszalne na Anfield.
- Liverpool pełznie w kierunku kwalifikacji do Ligi Mistrzów przy akompaniamencie niezadowolenia - twierdzi. Po końcowym gwizdku rozległy się gwizdy, jeszcze głośniejsze, gdy Arne Slot zdjął Rio Ngumohę i wprowadził Alexandra Isaka, a także szydercze reakcje, gdy Chelsea dominowała w posiadaniu piłki. A to wszystko już w 39. minucie. Protesty przeciwko rosnącym cenom biletów mogły się skończyć, ale niepokój na Anfield pozostaje wyraźnie słyszalny.
- Dla Liverpoolu było to kolejne wyczerpujące popołudnie. Głęboko zakorzeniona frustracja stylem gry zespołu i zmianami dokonywanymi przez Slota wypłynęła na powierzchnię. Ngumoha miał skurcze, jak wyjaśnił trener.
- Kibice Liverpoolu nie mogli o tym wiedzieć w tamtym momencie i dali jasno wyraz swojemu niezadowoleniu, gdy pojawił się numer 17 latka. Dźwięk Anfield idealnie oddawał występ Liverpoolu.
Kolejna osoba, która kiedyś pracowała w tych stronach, Dominic King, obecnie związany z The Telegraph, uważa, że wśród kibiców gospodarzy można wyczuć atmosferę czasów Roya Hodgsona.
- Od 1 stycznia 2011 roku upłynęło wiele czasu, ale tamto ponure popołudnie trzeba przypomnieć po kolejnym potknięciu Liverpoolu - ocenia.
- Kontekst był taki: Liverpool podejmował Bolton Wanderers, a menedżerem był Roy Hodgson. Kilka dni wcześniej jego drużyna przegrała 0:1 z Wolves na Anfield, a The Kop eksplodowało śpiewem „Hodgson for England!”, gdy mecz dobiegał końca. Dla jasności, ten przyśpiew nie był komplementem. Tydzień później Hodgson odszedł.
- To było zaledwie 15 lat temu i rzeczywiście był to okres, który można określić jako jeden z najgorszych w historii klubu. Dlaczego więc atmosfera wokół Anfield sprawia teraz, że trudno oprzeć się wrażeniu, iż obecnie jest jeszcze gorzej?
- Odczucia są tutaj kluczowym słowem. W tunelu znajduje się slogan przypominający piłkarzom, że „to emocje cię napędzają”, zanim wyjdą na boisko. Anfield jest inne pod względem energii, którą można czerpać z emocji, ale obecnie pozytywna energia praktycznie nie istnieje.
Na koniec Paul Gorst napisał w ECHO o tym, że Liverpool musi ponownie zacząć przekonywać kibiców przyzwyczajonych do zwycięstw z ostatniej dekady.
- Trudno na tym etapie męczącego i rozczarowującego sezonu stwierdzić, kto najbardziej pragnie jego końca - uważa. Czy są to wyczerpani piłkarze Liverpoolu, oszołomieni po 18 porażkach w 55 meczach? A może kibice? Ci, którzy są coraz bardziej zmęczeni tak przeciętną piłką.
- Być może to właśnie oni, bo Anfield ostatnio stało się zagniewanym miejscem.
- Potrzebujesz punktów? Przyjedź na Anfield, można by powiedzieć. To już nie jest twierdza, którą było kiedyś. Arne Slot musi znaleźć sposób, by przywrócić temu miejscu dawny respekt w przyszłym sezonie, ale sądząc po reakcji po końcowym gwizdku tego remisu, może to zająć trochę czasu.
Ian Doyle

Komentarze (0)