AVL
Aston Villa
Premier League
15.05.2026
21:00
LIV
Liverpool
 
Osób online 936

Przyszłość Slota – czy na Anfield coś się zmieni?


Gdy w ostatnią sobotę na Anfield rozległ się końcowy gwizdek, z trybun dobiegła rzadka i raczej niespotykana wrzawa gwizdów. W normalnych warunkach z pewnością uznalibyśmy, że taka reakcja na remis 1:1 z Chelsea jest zdecydowaną przesadą. Jednak kontekst zmienia niezwykle dużo.

Londyńska ekipa gości przystępowała do meczu po sześciu kolejnych ligowych porażkach, wydawając się być zespołem podatnym na ciosy i możliwym do pokonania. Jednak nie po raz pierwszy w tym sezonie Liverpool nie zdołał wykorzystać słaych stron przyjezdnego rywala.

Manchester United odniósł swoje pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w sezonie właśnie na Anfield w październiku, po zdobyciu zaledwie jednego punktu w pierwszych trzech ligowych meczach wyjazdowych. Nottingham Forest również miało trudny początek kampanii, przegrywając trzy i remisując dwa z pierwszych pięciu wyjazdów. W listopadzie odniosło przekonujące zwycięstwo 3:0 na stadionie Liverpoolu. Burnley, gdy przyjeżdżało na Anfield w styczniu, przegrało osiem z 10 wyjazdowych spotkań ligowych, a mimo to wywalczyli remis 1:1.

Być może najbardziej rażący przypadek miał miejsce w marcu, kiedy Tottenham znajdował się w najgorszym momencie sezonu. Byli po pięciu kolejnych ligowych porażkach i wówczas wydawało się, że zmierzają ku nieuniknionemu spadkowi. Ekipa prowadzona wówczas przez Igora Tudora zdobyła punkt dzięki późno strzelonej bramce Richarlisona, zapewniającej remis 1:1.

A teraz sobotni remis z Chelsea. Głosy niezadowolenia i frustracji trybun były słyszalne nawet wtedy, gdy Liverpool prowadził 1:0. Fantastyczny strzał Ryana Gravenbercha dał drużynie Arne Slota wczesne prowadzenie, ale gospodarze zamiast pójść za ciosem, cofnęli się i oddali inicjatywę rywalom. Gra była powolna, pozbawiona pomysłu i aż nazbyt znajoma. Ostatecznie Chelsea zdobyła bramkę na remis. W drugiej połowie spotkania Dominik Szoboszlai i Virgil van Dijk trafili w obramowanie bramki rywali. Kibice gospodarzy dali upust frustracji po kolejnym rozczarowującym występie i zmarnowanej okazji. Było to całkowite przeciwieństwo do świętowania, które rok temu nastąpiło po zwycięstwie 5:1 nad Spurs. Zwycięstwie, zapewniającym mistrzostwo Premier League.

Doszły do tego również wysokie porażki u siebie w pucharach. Przegrana Liverpoolu 0:3 z Crystal Palace w Pucharze Ligi była pierwszym przypadkiem od lutego 1934 roku, gdy klub przegrał mecz krajowego pucharu na Anfield trzema golami, samemu nie trafiając do siatki. Z kolei porażka 1:4 z PSV w Lidze Mistrzów była dziewiątą w 12 meczach. To była najdłuższa passa w takim okresie od czasów listopada 1953 do stycznia 1954 roku (wówczas również dziewięć).

Było też wiele słabych występów na wyjazdach. W tym sezonie w siedmiu wyjazdowych meczach przeciwko drużynom z czołowej dziewiątki Premier League, Liverpool zdobył zaledwie jeden punkt. W piątek czeka ich ostatni wyjazdowy mecz przeciwko piątej Aston Villi. Na początku marca przegrali również z zamykającym tabelę Wolves, którzy od tamtej pory nie wygrali ani jednego meczu.

Niezadowolenie na Anfield w sobotę przypominało atmosferę z końcowych dni krótkiej kadencji Roya Hodgsona, sprzed 15-stu lat. To skierowało jeszcze więcej uwagi na przyszłość Slota.  Właściciele Liverpoolu wydają się zdeterminowani, by go wspierać, ale czy można naprawdę ignorować tak duże niezadowolenie z trybun? Wybraliśmy trzy powody, dla których Liverpool powinien pozostać przy Slocie, oraz trzy powody, dla których nie jest to prosta decyzja do podjęcia.

Dlaczego Liverpool powinien wspierać Slota

1) Wygrał ligę

Slot wygrał Premier League w swoim pierwszym sezonie w Anglii stosunkowo łatwo. Są osoby twierdzące, że skorzystał z rozpędu pozostawionego przez swojego wybitnego poprzednika, ale przecież Jürgen Klopp z tym samym składem ostatecznie nie dał rady zdobyć tytułu.

Co więcej, nawet w kampanii pełnej rozczarowań Liverpool nadal jest na dobrej drodze do awansu do Ligi Mistrzów i prawdopodobnie zakończy sezon w pierwszej czwórce, jeśli uniknie porażki z Aston Villą w piątek. To nie było celem na początku sezonu, ale czy naprawdę jest to powód do zwolnienia trenera?

Tak, przegrali 11 meczów ligowych — najwięcej od sezonu 2014/15 — ale tylko cztery drużyny przegrały mniej w kampanii, która była jedną z najbardziej wyrównanych od lat.

Sezon zakończą bez trofeum, ale dwie z trzech drużyn, które wyeliminowały ich z pucharów, zagrają w europejskich finałach (Crystal Palace i Paris Saint-Germain), a trzecią był Manchester City, który wciąż może zdobyć mistrzostwo Premier League.


2) Jego okres w Feyenoordzie pokazuje, że obecny styl nie jest tym, czego oczekuje

Być może bardziej niż wyniki kibiców Liverpoolu martwi sposób gry zespołu. Ale jak Slot podkreślił po sobotnim meczu, nie chce, by jego drużyna cofała się i grała pasywnie.

Oczywiście to jego zadanie, by piłkarze realizowali jego polecenia, ale z linii bocznej może zrobić tylko tyle. Nic też w dotychczasowej karierze Slota nie wskazywało na taki regres. Po zdobyciu mistrzostwa z Feyenoordem w sezonie 2022/23 jego drużyna nie obroniła tytułu Eredivisie, ale głównie z powodu fenomenalnej formy PSV.

Wiele wskaźników Feyenoordu się poprawiło — ich współczynnik oczekiwanych goli przy zdobyciu tytułu wynosił 66,3, a w kolejnym sezonie wzrósł do imponujących 95,2 — ale PSV Petera Bosza było bezlitosne i zdobyło 91 punktów w 34 meczach.

To pierwszy sezon w karierze Slota, w którym doświadcza wyraźnego regresu. Mógł poradzić sobie z tym lepiej, ale powinno się dać mu kredyt zaufania, bo nadal rozwija się jako trener. Teoretycznie powinien wyjść z tego silniejszy.


3) Czy nowe transfery są częściowo winne?

Być może zabrzmi to ostrzej, niż miało zabrzmieć, ale ogromne wydatki Liverpoolu na rynku transferowym zeszłego lata nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Utrata tak ważnych i zgranych zawodników jak Trent Alexander-Arnold, Luis Díaz czy — w szczególnie tragicznych okolicznościach — Diogo Jota, już sama w sobie miała utrudnić sytuację, a problemy nowych piłkarzy tylko ją pogłębiły.

Alexander Isak został sprowadzony bez odpowiedniego przygotowania fizycznego po miesiącach bez regularnych treningów, a potem złamał nogę właśnie wtedy, gdy zaczynał wracać do formy. Florian Wirtz pokazał przebłyski talentu, ale był daleki od czarodzieja, którego oglądaliśmy w Bayerze Leverkusen. Milos Kerkez miał powolny start, ale stał się jednym z najbardziej niezawodnych zawodników Liverpoolu. Hugo Ekitiké natomiast prezentował się dobrze aż do koszmarnej kontuzji Achillesa — dokładnie wtedy, gdy Isak wracał do gry.

Slot nie miał jeszcze okazji zrealizować planu, który stał za tymi transferami. Historia Jeremiego Frimponga najlepiej obrazuje pecha Slota: już teraz opuścił więcej meczów z powodu kontuzji w Liverpoolu niż przez cztery i pół roku w Leverkusen.

Ekitiké prawdopodobnie nie wróci do gry aż do późnej fazy przyszłego sezonu, ale poza tym Slot może liczyć na więcej szczęścia z urazami, a także wykorzystać okres przygotowawczy, by odpowiednio przygotować Isaka oraz sprowadzić kolejnych zawodników, którzy dodadzą drużynie świeżości i szybkości. Oczywiście idealnie byłoby, gdyby nowi piłkarze mieli spokojniejszy pierwszy sezon.


Dlaczego być może nadszedł czas, by go zastąpić

1) Brak sygnałów poprawy

To właśnie było sednem frustracji kibiców Liverpoolu w sobotę. Bezbarwne występy z pierwszej połowy sezonu nadal się powtarzają. Nawet zwycięstwa rzadko były przekonujące. Wygląda na to, że The Reds awansują do Ligi Mistrzów, ale nie da się ignorować kilku alarmujących statystyk.

Liverpool wygrał pierwszych pięć meczów sezonu, ale od tamtej pory nie udało mu się wygrać więcej niż trzech spotkań ligowych z rzędu. Średnia 1,67 gola na mecz ligowy jest najniższa od sezonu 2015/16 (1,66), a zespół oddaje średnio tylko 9,9 strzału z pola karnego na mecz — najmniej od siedmiu lat. Jednocześnie przeciwnicy oddają przeciwko nim średnio 11,4 strzału na spotkanie, najwięcej od sezonu 2013/14.

Nie pomógł również drastyczny spadek formy Mohameda Salaha, ale Slot był przecież chwalony za wydobycie z Egipcjanina maksimum w poprzednim sezonie — gdy zanotował udział przy 57 golach we wszystkich rozgrywkach — więc powinien również ponosić część odpowiedzialności za fakt, że Salah ma ich tylko 21 w swoim ostatnim sezonie na Anfield.


2) Z Liverpoolem gra się zbyt łatwo

Absolutnym minimum, którego kibice oczekują od swojej drużyny, jest utrudnianie życia rywalom. W sobotę podawano jako kompromitującą statystykę fakt, że Chelsea po raz pierwszy w tym sezonie Premier League przebiegła większy dystans niż przeciwnik, ale różnica była minimalna (103,6 km do 102,9 km), a na statystyki dotyczące przebiegniętego dystansu wpływa wiele czynników i kontekstów.

Znacznie bardziej Slota powinno martwić to, że w bieżącym sezonie ligowym jego drużyna straciła już 48 bramek. Jeśli Liverpool straci co najmniej trzy kolejne gole w dwóch ostatnich meczach, będzie to najgorszy defensywny wynik klubu w 38-meczowym sezonie Premier League.

W tracie najlepszych lat Kloppa, kibice przywykli do oglądania nieustannego pressingu. W tym sezonie Liverpool odzyskuje piłkę w ostatniej tercji boiska średnio tylko 4,1 raza na mecz ligowy — najmniej od sezonu 2014/15. Trzeba jednak przyznać, że byli dość skuteczni po wysokim odbiorze. Ich 10 goli po przejęciach to więcej niż siedem zdobytych w ostatnim sezonie Kloppa, choć w kampanii 2023/24 zanotowali aż 20 takich odbiorów w polu karnym przeciwnika. W tym sezonie udało się to zaledwie cztery razy.

Częściowo może to wynikać z tego, że rywale częściej decydują się na dalekie wybicia od własnej bramki... co prowadzi nas do ostatniego punktu.

3) Jego styl nie pasuje do tego, czym stała się Premier League

Już wcześniej omawialiśmy, jak bardzo futbol zmienił się w ciągu ostatnich 12 miesięcy od momentu, gdy Liverpool zdobył mistrzostwo Premier League. W skrócie: angielska ekstraklasa wygląda dziś zupełnie inaczej. Wydaje się, że kilka drużyn latem 2025 roku zdecydowało się zmienić swoje podejście — większy nacisk położono na stałe fragmenty gry, długie podania oraz spowalnianie tempa meczu tam, gdzie to możliwe.

Slot wielokrotnie mówił w tym sezonie o tym, że wiele zespołów ustawia się w sposób mający zneutralizować styl Liverpoolu — co oczywiście jest ich prawem — ale niewiele wskazuje na to, by znalazł skuteczne rozwiązanie. Liverpool miał problemy przeciwko różnym typom rywali, ale szczególnie dużym problemem były stałe fragmenty gry.

W tym sezonie Premier League, Liverpool stracił już 18 goli po stałych fragmentach (nie licząc rzutów karnych). To najwięcej w historii klubu w pojedynczej kampanii tych rozgrywek (wcześniej 16 w sezonie 1992/93). Co prawda sami zdobyli w ten sposób 16 bramek, ale prawdopodobnie liczą na to, że trendy znów się zmienią w przyszłym sezonie. Jeśli jednak rozgrywki 2026/27 przyniosą więcej tego samego, Slot będzie musiał dostosować się znacznie lepiej niż w tym sezonie.

Wygląda na to, że klub zamierza nadal wspierać Slota. W czasach, gdy trenerzy często dostają bardzo mało czasu, byłoby to w pewnym sensie odświeżające podejście, choć jednocześnie byłaby to ogromna i kontrowersyjna decyzja, zwłaszcza biorąc pod uwagę wyraźny sceptycyzm dużej części kibiców. Czy Slot zasługuje na większy szacunek za to, co osiągnął w poprzednim sezonie, i za sposób, w jaki zachowywał się w trudnych momentach? Zdecydowanie tak. Czy zasługuje na to, by pozostać trenerem Liverpoolu w przyszłym sezonie? To już zupełnie inne pytanie.

Doceniasz naszą pracę? Postaw nam kawę! Postaw kawę LFC.pl!

Komentarze (0)

Pozostałe aktualności