LIV
Liverpool
Premier League
24.05.2026
16:00
BRE
Brentford
 
Osób online 1405

The Reds w pogoni za Ligą Mistrzów


Liverpool wciąż nie może być pewny gry w przyszłorocznej Lidze Mistrzów po tym, jak Aston Villa kompletnie rozbiła zespół Arne Slota na Villa Park. Drużyna Unaia Emery’ego wygrała 4:2, a pierwsze skrzypce grał Ollie Watkins, który poprowadził gospodarzy do zwycięstwa dającego im miejsce w czołowej piątce Premier League.

Watkins zdobył dwie bramki, choć sam mecz mógł potoczyć się dla niego zupełnie inaczej. Napastnik został upomniany żółtą kartką za oddanie strzału po gwizdku Chrisa Kavanagha sygnalizującym spalonego, a po podobnym zachowaniu po przerwie uniknął drugiego napomnienia. Na listę strzelców wpisali się także Morgan Rogers i John McGinn.

Liverpool musi teraz oglądać się za siebie i liczyć na potknięcia Bournemouth oraz Brighton — dwóch zespołów, które wciąż mogą wyprzedzić The Reds w tabeli — przed ostatnim ligowym spotkaniem z Brentford.

Pod koniec pierwszej połowy Villa zaskoczyła gości świetnie rozegranym krótkim rzutem rożnym. Lucas Digne dograł do kompletnie niepilnowanego Rogersa, a reprezentant Anglii kapitalnym technicznym strzałem otworzył wynik meczu.

Po przerwie Liverpool potrzebował zaledwie siedmiu minut, by doprowadzić do wyrównania. Virgil van Dijk zgubił krycie po dośrodkowaniu Dominika Szoboszlaia i pewnym strzałem głową pokonał bramkarza gospodarzy.

Remis utrzymał się jednak bardzo krótko. Chwilę później Rogers wykorzystał poślizg Szoboszlaia, przejął piłkę i obsłużył Watkinsa, który ponownie wyprowadził Aston Villę na prowadzenie.

Drugie trafienie Anglika dało gospodarzom dużo spokoju. Watkins najlepiej odnalazł się w zamieszaniu po tym, jak Giorgi Mamardaszwili odbił strzał Youriego Tielemansa i dobitkę Paua Torresa z najbliższej odległości. W końcówce wynik efektownym uderzeniem zza pola karnego ustalił jeszcze McGinn.

Liverpool odpowiedział jeszcze drugim golem Van Dijka po kolejnym stałym fragmencie gry, ale na odrobienie strat było już za późno.

Andy Jones i Jacob Tanswell przeanalizowali najważniejsze wątki piątkowego spotkania na Villa Park.

Stałe fragmenty znów pogrążyły Liverpool

Kolejny mecz Liverpoolu i kolejny wieczór, w którym problemy przy stałych fragmentach boleśnie wróciły.

Rogers od miesięcy pokazuje, jak groźny potrafi być po zejściach z lewej strony pola karnego, dlatego pozostawienie mu tyle miejsca i czasu przed przerwą było proszeniem się o kłopoty.

Sama akcja Aston Villi była rozegrana bardzo sprytnie. Gospodarze stworzyli przewagę po krótkim rozegraniu rzutu rożnego, a Rogers wbiegł w przestrzeń pozostawioną przez Rio Ngumohę i Milosa Kerkeza, którzy ruszyli do pressingu na McGinna i Digne’a.

To był zresztą obrazek doskonale podsumowujący sezon Liverpoolu przy stałych fragmentach. Drużyna Slota znów zachowała się zbyt biernie i reaktywnie. Nikt nie doskoczył do Rogersa, zanim ten nie przyjął piłki i nie przygotował sobie pozycji do strzału. Cody Gakpo próbował jeszcze zablokować uderzenie, ale bez powodzenia.

Był to już 19. gol stracony przez Liverpool po stałym fragmencie gry w Premier League w tym sezonie. I po raz kolejny The Reds — mimo przewagi przez sporą część pierwszej połowy — jako pierwsi stracili bramkę.

Problemy przy "martwych piłkach" wróciły także przy trzecim trafieniu Aston Villi. Akcja rozpoczęła się od rzutu rożnego, a po serii interwencji Mamardaszwilego przeciwko Tielemansowi i Torresowi najlepiej w zamieszaniu odnalazł się Watkins.

Liverpool odpowiedział po swoim stałym fragmencie gry, gdy Van Dijk wyrównał po dograniu Szoboszlaia na początku drugiej połowy. Po raz kolejny jednak The Reds musieli gonić wynik właśnie przez własne problemy przy stałych fragmentach.

Choć Van Dijk zdobył później jeszcze drugą bramkę — ponownie ze stojącej piłki — straty były już nie do odrobienia.

Watkins znów w swoim stylu rozegrał Liverpool

Ollie Watkins najwyraźniej po prostu lubi grać przeciwko Liverpoolowi.

Sezon za sezonem sprawia defensywie The Reds ogromne problemy i dokładnie tak samo było tym razem na Villa Park. Napastnik Aston Villi praktycznie przez cały mecz stanowił zagrożenie — regularnie urywał się za linię obrony i szczególnie mocno dawał się we znaki Ibrahimie Konaté.

Oba gole Anglika były typowymi trafieniami rasowego napastnika. Przy pierwszym świetnie zamknął akcję po podaniu Rogersa, wykorzystując poślizg Szoboszlaia tuż przed własnym polem karnym. Drugie trafienie to już klasyka gry w stylu "lisa pola karnego" — Watkins znalazł się dokładnie tam, gdzie powinien i z bliska dobił piłkę do siatki.

Liverpool kompletnie nie radził sobie z jego ruchem bez piłki. Gdyby nie dwie kapitalne reakcje Mamardaszwilego, Anglik spokojnie mógł zakończyć ten wieczór z hat-trickiem.


Na Anfield mogą jednak zadawać sobie pytanie, czy Watkins w ogóle powinien był jeszcze przebywać wtedy na murawie.

W doliczonym czasie pierwszej połowy napastnik Aston Villi znalazł się na spalonym, ale mimo gwizdka kontynuował akcję i skierował piłkę do siatki. Chris Kavanagh ukarał go za to żółtą kartką.

Po przerwie sytuacja wyglądała niemal identycznie. Watkins ponownie był na spalonym, znów dograł akcję do końca i ponownie trafił do siatki. Tym razem arbiter nie sięgnął jednak do kieszonki.

Jakby tego było mało dla Liverpoolu w tym fatalnym sezonie, właśnie Watkins później przypieczętował los The Reds swoimi dwoma trafieniami.

Liverpool sam skomplikował sobie końcówkę sezonu

Liverpool po raz kolejny nie wykorzystał okazji, by zapewnić sobie awans do Ligi Mistrzów.

Po bolesnej porażce na Villa Park zespół Arne Slota spadł na piąte miejsce i ma na koncie zaledwie jeden punkt w trzech ostatnich meczach. Teraz pozostaje mu oglądać się na Bournemouth i Brighton przed ostatnią kolejką sezonu.

Jeśli Brighton nie wygra z Leeds United, a Bournemouth przegra z Manchesterem City, Liverpool zapewni sobie miejsce w top five jeszcze przed spotkaniem z Brentford.


Jeżeli wyniki nie ułożą się po myśli The Reds, sytuacja zrobi się znacznie bardziej nerwowa. Liverpool będzie wtedy musiał co najmniej wyrównać rezultat Bournemouth w ostatniej kolejce — zakładając, że zespół Andoniego Iraoli pokona City. Bournemouth zmierzy się wtedy na wyjeździe z Nottingham Forest.

Brighton może jeszcze zrównać się punktami z Liverpoolem tylko wtedy, jeśli wygra zarówno z Leeds, jak i Manchesterem United. Oba zespoły mają obecnie identyczny bilans bramkowy (+10), dlatego remis z Brentford powinien wystarczyć ekipie Slota do utrzymania piątej pozycji.

Problem polega jednak na tym, że Liverpool wygląda dziś jak drużyna kompletnie pozbawiona pewności siebie. Jeszcze niedawno domowy mecz z ósmym zespołem tabeli wydawałby się formalnością. Teraz zaczyna przypominać spotkanie pod ogromną presją.

Aston Villa dopięła wielką historię

Piątkowe zwycięstwo zapewniło Aston Villi awans do Ligi Mistrzów i jednocześnie dało jej trochę spokoju przed ostatnią kolejką z Manchesterem City — szczególnie jeśli finał Ligi Europy z Freiburgiem w Stambule nie potoczy się po jej myśli.

To ogromny sukces, zwłaszcza jeśli przypomnieć sobie początek sezonu drużyny Emery’ego.

Villa nie strzeliła gola w pierwszych czterech kolejkach Premier League, na pierwsze zwycięstwo czekała pięć spotkań, a wokół zespołu coraz częściej pojawiały się pytania o stagnację po chaotycznym lecie.

Choć większa część 2026 roku również nie była dla Aston Villi szczególnie udana, seria 12 zwycięstw w 13 meczach jesienią i na początku zimy pozwoliła jej na dobre wskoczyć do walki o Ligę Mistrzów — i już z niej nie wypaść.

Kluczowe okazały się dwa ostatnie mecze na Villa Park.

Najpierw Aston Villa rozbiła Nottingham Forest 4:0 w rewanżu półfinału Ligi Europy i zanotowała prawdopodobnie najlepszy występ w sezonie. Kilka dni później, mimo coraz większego zmęczenia i świadomości zbliżającego się finału, drużyna Emery’ego po przerwie wrzuciła jeszcze wyższy bieg przeciwko Liverpoolowi.

Najwięcej o tym zespole mówi reakcja po wyrównującym golu Van Dijka. Villa nie rozsypała się, tylko błyskawicznie odzyskała kontrolę nad meczem. To właśnie odporność na trudne momenty i umiejętność przejmowania momentum w krótkich fragmentach spotkania — szczególnie u siebie — stały się znakiem rozpoznawczym drużyny Emery’ego.

To już drugi awans Aston Villi do Ligi Mistrzów w ciągu trzech sezonów. Rok temu zabrakło jej tylko bilansu bramkowego.

Regularność, jaką utrzymuje zespół Emery’ego mimo gry na kilku frontach, pozostaje jednym z największych osiągnięć jego niemal czteroletniej pracy w Birmingham.

Co powiedział Arne Slot?

– To bardzo boli, bo potrzebowaliśmy zwycięstwa, a być może nawet dwa remisy mogłyby nam wystarczyć.

– Teraz jedno jest pewne — jeśli wszystko będzie zależało od nas, musimy wygrać w przyszłym tygodniu. Oczywiście inne zespoły też muszą zdobywać punkty, żebyśmy znaleźli się w takiej sytuacji, ale bardzo rozczarowujące jest to, że nie byliśmy w stanie wywieźć stąd nawet remisu.

– To tylko moja opinia i nikt nie musi się z nią zgadzać, ale nawet dziś przez dużą część meczu byliśmy blisko korzystnego wyniku. Problem polega na tym, że jeśli jesteś lepszym zespołem, musisz tworzyć więcej sytuacji i je wykorzystywać.

– Nie możemy tracić tylu bramek po stałych fragmentach gry, ile straciliśmy w tym sezonie. Nie sądzę, żeby różnica między nami a rywalami była aż tak duża. Czasami wystarczy lepiej zachować się w kilku sytuacjach, by cały mecz potoczył się inaczej.

Andy Jones, Jacob Tanswell

Doceniasz naszą pracę? Postaw nam kawę! Postaw kawę LFC.pl!

Komentarze (0)

Pozostałe aktualności

The Reds w pogoni za Ligą Mistrzów (0)
16.05.2026 13:33, Bartolino, The Athletic
Slot po porażce z Villą (9)
16.05.2026 12:09, Kubahos, liverpoolfc.com
Liverpool to cień dawnej drużyny (7)
16.05.2026 09:59, Matt_ityahu1892, The Athletic
Skrót meczu (0)
16.05.2026 08:28, AirCanada, własne
Statystyki (2)
15.05.2026 23:48, Zalewsky, SofaScore