LIV
Liverpool
Towarzyski
26.07.2026
00:00
SUN
Sunderland
 
Osób online 928

Pierwsza część wywiadu z Iraolą


Andoni Iraola został mianowany nowym szkoleniowcem Liverpoolu w czwartek wieczorem. Tradycyjnie nie mogło przy tej okazji zabraknąć pierwszego wywiadu dla oficjalnej strony klubu. Zapraszamy do przeczytania pierwszej części. Druga zostanie opublikowana w sobotę. 

Andoni, witaj w Liverpoolu. Powiedz nam, jak się czujesz, siedząc tutaj w dresie Liverpoolu...

– Jestem naprawdę podekscytowany! Oczywiście wiesz, czym jest Liverpool, wiesz, że to wielki klub, ogromny klub, jeden z największych na świecie. Ale kiedy jesteś już w środku i zaczynasz lepiej rozumieć ten klub, dostrzegasz, że jest on wyjątkowy. Nie chodzi tylko o piłkę nożną, ale również o to, jak ludzie myślą o klubie nawet w ciągu tygodnia, jak bardzo są nim zafascynowani i jaką mają do niego pasję – zarówno ci, którzy kochają futbol, jak i ci, którzy nie interesują się nim aż tak bardzo. Mam pewne doświadczenie z Athletic Club jako zawodnik, więc pod pewnymi względami mogę odnaleźć podobieństwa, ale będzie wspaniale doświadczyć tego wszystkiego od środka.

I właśnie to jest częścią ekscytacji, o której wspominasz – Liverpool Football Club jest dla ludzi w tym mieście wręcz obsesją. To cię przyciąga?

– Tak, ponieważ ten klub znaczy bardzo wiele dla wszystkich. Piłka nożna ostatecznie opiera się na emocjach. Rozumiem, że to przywilej, ale jednocześnie ogromna odpowiedzialność, bo wszyscy ci ludzie chcą być właściwie reprezentowani, a my jesteśmy tutaj właśnie po to. Chciałbym, żeby z mojej strony i ze strony zawodników ludzie mogli utożsamiać się z naszym futbolem, z wartościami tej drużyny. Wszyscy jesteśmy tutaj właśnie dla tego celu.

To także wielkie wyzwanie sportowe. Co najbardziej przyciągnęło cię do tego projektu?

– Myślę, że nie potrzeba wielu powodów, żeby zainteresować się Liverpoolem. Liverpool jest Liverpoolem. Ale oczywiście atmosfera, kibice, sam klub, piłkarze, możliwość trenowania zawodników najwyższej klasy, możliwość walki o trofea. Trudno znaleźć coś bardziej atrakcyjnego niż to. Naprawdę niełatwo. Dlatego jestem bardzo podekscytowany rozpoczęciem pracy.

Richard Hughes to ktoś, kogo bardzo dobrze znasz. Opowiedz o rozmowach, które z nim prowadziłeś na temat tej posady...

– Oczywiście pomaga fakt, że po drugiej stronie stołu siedzi ktoś, z kim już wcześniej pracowałeś. Spędziliśmy razem rok w Bournemouth. Ale w tym przypadku powiedziałbym, że najważniejszy był klub. To Liverpool był tym, co naprawdę mnie przyciągnęło. Teraz czekam na zebranie wszystkich informacji. Rozmawiam ze wszystkimi, aby lepiej zrozumieć klub i wszystko, co dzieje się poza boiskiem. Wciąż mamy trochę czasu – do rozpoczęcia pracy z zawodnikami pozostał miesiąc – i chciałbym dobrze wykorzystać ten okres, żeby wejść w tę rolę w odpowiedni sposób.

Czy ten moment jest korzystny? Sezon dopiero się skończył, więc masz trochę czasu, żeby wdrożyć plan i złapać oddech...

– Tak. Tak naprawdę wszystko wydarzyło się bardzo szybko. Dopiero skończyliśmy sezon i wtedy zaczęliśmy zastanawiać się nad tym, jaki będzie kolejny krok. Teraz, kiedy już wiemy, co się wydarzy, chcę być gotowy. Dodatkowo mamy mundial, co daje nam możliwość pracy przede wszystkim z młodszymi zawodnikami. Wielu starszych piłkarzy będzie nieobecnych i dołączy później ze względu na mistrzostwa świata, więc będziemy mogli lepiej poznać zawodników akademii oraz tych, którzy wracają z wypożyczeń. Będą oni ważną częścią pierwszego etapu przygotowań i tournée po Stanach Zjednoczonych. To da nam wiele informacji, zanim podejmiemy decyzje przed startem sezonu.

Czyli traktujesz to wręcz jako przewagę?

– Tak, myślę, że to ważne pod każdym względem. Piłkarze, którzy zagrają na mundialu, będą pod presją, będą reprezentować swoje kraje i zasługują na odpoczynek. A nam pozwoli to poświęcić więcej uwagi młodym zawodnikom, których być może nie znamy tak dobrze. Przez trzy lata graliśmy przeciwko Liverpoolowi wiele razy i część zawodników już znamy. Ale są też inni, którzy nie dostawali szans, grali w drużynach młodzieżowych albo byli na wypożyczeniach. Te treningi i minuty będą dla nas bardzo cenne przy podejmowaniu decyzji.

Na początku wspomniałeś o kibicach. Są ciekawi twojego stylu gry. Jak sam byś go opisał?

– Mam tę przewagę, że spędziłem już trzy lata w Premier League i ludzie widzieli, jak grało Bournemouth. Są oczywiście pewne rzeczy, które trzeba zmienić, prowadząc Liverpool. Ale nie chciałbym stracić naszej tożsamości – intensywności, agresji, organizacji i pewnych fundamentów, które zawsze chcę widzieć w swoich drużynach. Oczywiście trzeba dostosować się do zawodników, których się ma, bo każdy klub jest inny. Są jednak podstawowe zasady, które moim zdaniem bardzo dobrze pasują do tego, czym Liverpool był przez wiele lat. Uważam, że możemy sprawić, że to zadziała.



Myślałeś już o tym, jak będziesz się czuł, wychodząc z tunelu na Anfield i kierując się do strefy technicznej jako trener Liverpoolu?

– Byłem już po drugiej stronie. Nadal pamiętam gola Federico Chiesy pod koniec pierwszego meczu sezonu! Było wtedy 2:2 i myśleliśmy, że możemy wywieźć jakiś rezultat. On strzelił gola, a stadion eksplodował. To było szalone, prawda? Teraz chcę poczuć to z drugiej strony.

– Na początku, kiedy przychodzisz do nowego klubu, musisz trochę udowodnić swoją wartość. Musisz zapracować na to, żeby naprawdę do niego należeć. Chcę zrobić to jak najszybciej, żeby móc świętować razem z kibicami i być częścią tych wyjątkowych chwil.

Jako trener celebrowanie gola musi być czymś wyjątkowym...

– Dla mnie piłka nożna to emocje. To pasja. Na co dzień jestem raczej spokojny, powiedziałbym nawet bardzo racjonalny. Ale kiedy zaczyna się mecz, kiedy trzeba świętować gola, coś budzi się w środku. Ta wewnętrzna energia jest potrzebna zawodnikowi, kibicowi i trenerowi. Nie ma lepszego miejsca niż Anfield.

Jakie są twoje ambicje?

– Liverpool daje mi możliwość trenowania najlepszych piłkarzy, a najlepsi piłkarze dają ci możliwość walki o trofea. O ich wygrywanie.

– Oczywiście, przychodząc do nowego miejsca, nie możesz wszystkiego obiecywać. Nie możesz składać takich deklaracji. Ale doskonale rozumiem, dokąd przychodzę i czego się tutaj oczekuje. Jestem gotowy na to wyzwanie.

Co chciałbyś powiedzieć kibicom na całym świecie, którzy czytają dziś ten wywiad?

– Nie mogę prosić ich o zbyt wiele. Wiem, jacy są. Mogę jedynie powiedzieć, że chcę stać się jednym z nich. Chcę zasłużyć na prawo, by być jednym z nich, żebyśmy mogli wspólnie cieszyć się tym wszystkim.

Podsumujmy. Siedzisz tutaj jako trener, który chce dokonać wielkich rzeczy w Liverpoolu. Jak ważny jest to dzień dla ciebie, twojej rodziny i twojej piłkarskiej drogi?

– Myślę, że to nie jest dzień tylko dla mnie. Jesteś tym, czym było twoje życie i ludzie, którzy mieli na ciebie wpływ.

– Pochodzę z bardzo małego, robotniczego miasteczka pod San Sebastián. Przeszedłem swoją drogę, by zostać piłkarzem. Przeszedłem swoją drogę jako trener – zaczynając na Cyprze, przechodząc przez kolejne ligi, awanse, La Ligę, Premier League.

A teraz jestem tutaj.

I bardzo wiele osób pomogło mi po drodze. Za każdym razem, gdy dostaję teraz wiadomość z gratulacjami, myślę o wszystkich tych ludziach, którzy mi pomogli i wpłynęli na moje życie.

Teraz jestem zmotywowany, by pokazać im wszystkim: „Udało nam się razem. A teraz czas na wspólną radość.”


Druga część wywiadu zostanie opublikowana w sobotę na łamach LFC.pl

Doceniasz naszą pracę? Postaw nam kawę! Postaw kawę LFC.pl!

Komentarze (2)

MG75 05.06.2026 10:55 #
Mundial faktycznie może pomóc Iraoli w ocenie zawodników spoza topu, młodziaków, wypożyczonych. Wszystkie kluby mają podobne warunki i podobne opóźnienia z rozpoczęciem treningów z pełnym składem, a Iraoli szczególnie potrzebny jest dodatkowy czas na poznawanie graczy dalszego planu.
MszarnyLFC87 05.06.2026 11:54 #
Kupił mnie skromnością i pokorą. Poza tym nieszablonowo widzi przewagę, w możliwości sprawdzenia młodych zawodników i tych wracających do klubu, w czasie i zaraz po mundialito, zamiast biadolić, że nie będzie miał kompletnego składu. Nie mam pytań.

Pozostałe aktualności