Ciekawy przypadek Mistrzostw Świata Jurgena Kloppa
Mistrzostwa świata nie trwają jeszcze nawet tygodnia, a były trener Liverpoolu Jurgen Klopp ma już za sobą wyjątkowo burzliwy turniej.
Obecnie pełniący funkcję globalnego szefa piłki nożnej w Red Bullu, 58-latek uwikłał się w spór z selekcjonerem reprezentacji Niemiec Julianem Nagelsmannem, naraził się na gniew trzech znanych postaci niemieckiego futbolu i stał się memem.
Został też bohaterem i obłudnym czarnym charakterem za coś, czego absolutnie nie powiedział.
Najpierw jednak spór z Nagelsmannem…
Podczas tego mundialu Klopp pracuje dla Magenta TV, platformy streamingowej posiadającej prawa do wszystkich meczów. Towarzyszy mu Thomas Muller, były napastnik Bayernu Monachium i reprezentacji Niemiec, obecnie zawodnik Vancouver Whitecaps, a między nimi szybko narodziła się dobra chemia, dzięki której stworzyli udany telewizyjny duet.
Ich relacja jest swobodna i pełna energii, z dużą dawką żartów i serdeczności. Obaj założyli repliki koszulek reprezentacji Niemiec na pierwszy mecz przeciwko Curacao w miniony weekend i wyraźnie stawiają na atmosferę kibicowania ze stadionu. Celebrują gole, stoją objęci ramionami podczas śpiewania hymnu narodowego, nie próbują zachowywać chłodnego dystansu i choć nie wszystkim taki styl odpowiada, dostarczają sporo rozrywki.
Niemiecka telewizja bywa dość konserwatywna. Transmisje piłkarskie są też często zdominowane przez byłych zawodników wymieniających się ostrymi i niepotrzebnie kategorycznymi opiniami. To odświeżająca zmiana tonu. Klopp i Muller świetnie się dogadują, a ich chemia poprawiła jakość transmisji.
Doczekali się nawet mema. Ujęcie Kloppa i Mullera uchwyconych w trakcie wspólnego wybuchu śmiechu, niczym Ray Liotta w „Goodfellas”, jest dziś wykorzystywane w najróżniejszych kontekstach.
Nie zabrakło jednak kontrowersji.
Przed meczem z Curacao, zapytany o preferowany skład, Klopp opowiedział się za wystawieniem Deniza Undava kosztem Jamala Musiali i wcale nie jest to tak nierozsądne, jak mogłoby się wydawać. Musiala przechodzi trudny okres od czasu powrotu po poważnej kontuzji lewej kostki i w tym sezonie nie przypomina samego siebie. Tymczasem spośród zawodników Bundesligi więcej goli od napastnika Stuttgartu zdobył jedynie Harry Kane.
Nie była to szczególnie kontrowersyjna opinia, ale nie spotkała się z dobrym przyjęciem. Klopp został ostro skrytykowany przez Lothara Matthausa, który stwierdził, że „powinien wiedzieć lepiej”, a następnie został bezlitośnie zaatakowany w mediach społecznościowych.
Prawdziwe problemy miały jednak dopiero nadejść. Następnego dnia Klopp odnosił się do zamieszania, jakie wywołał.
- Na szczęście - powiedział. Julian Nagelsmann nadal wybiera skład, przynajmniej na razie.
Następnie nieroztropnie powtórzył fragment „przynajmniej na razie” i rozpętała się burza. Nagelsmann nie był pod presją przed turniejem, ale od Euro 2024 jego popularność wyraźnie spadła. Niemcy nie przekonują od dwóch lat ani w Lidze Narodów, ani podczas eliminacji do mistrzostw świata. Choć Klopp publicznie deklarował, że jego kariera trenerska dobiegła końca, regularnie pojawiają się spekulacje, że gdyby reprezentacja Niemiec szukała nowego selekcjonera, mógłby rozważyć powrót.
To jest kontekst wydarzeń, które nastąpiły później. W programie „Doppelpass” emitowanym przez Sport1 Andreas Moller, były pomocnik Borussii Dortmund i reprezentacji Niemiec, ostro skrytykował Kloppa, określając jego słowa jako „całkowicie niedopuszczalne”.
- To raczej brak szacunku. Zdecydowanie nie powinno się tak mówić! Jurgen Klopp również nie byłby taki rozbawiony, gdyby sam był selekcjonerem reprezentacji - dodał.
Steffen Effenberg, słynący z bezpośredniości i nigdy niestroniący od mocnych opinii były pomocnik, również nie pozostawił na nim suchej nitki.
- Takie komentarze można wygłaszać przy piwie w barze - powiedział. Ale nie przed milionami widzów. To po prostu niewłaściwe.
Skala krytyki była znacząca. Po meczu z Curacao, gdy Nagelsmann zakończył już wywiad dla Magenta TV, Klopp postanowił przeprosić. Przyznał, że najchętniej „sam wymierzyłby sobie cios w twarz” za swoje słowa i że od razu ich pożałował.
- Ale było już za późno i byłem na antenie - powiedział. Po prostu tak lekko mi się to wymknęło i nie miało absolutnie żadnego znaczenia. To, co wiem teraz, to że pojutrze skończę 59 lat i nadal jestem idiotą. Wszyscy jesteśmy po twojej stronie. Nie wydarzy się nic, co mogłoby zakłócić ten proces.
Nagelsmann przyjął przeprosiny, obaj uścisnęli sobie dłonie i cała historia, klasyczny przykład działania niemieckiego cyklu medialnego, dobiegła końca.
W tle rozwijała się jednak bardzo współczesna i bardzo osobliwa historia. Dziwny mundial Kloppa trwał dalej.
Spośród wszystkich głosów krytykujących nowo wprowadzone przerwy na nawodnienie podczas turnieju, jego miał być podobno najostrzejszy. Media na całym świecie publikowały niezwykle mocne cytaty, w których miał ubolewać nad przemianą futbolu w komercyjny spektakl.
- Piłka nożna jest trzymana jako zakładnik przez działaczy siedzących w klimatyzowanych biurach. Te tak zwane „przerwy na schłodzenie” sprzedawano nam jako tarczę chroniącą dobro zawodników, szlachetny miecz przeciwko upałowi. Ale w rzeczywistości? To nic więcej niż pozłacana klatka zbudowana dla sponsorów.
Cytaty te są wszędzie, na Instagramie i na X. Ludzie ze świata futbolu, byli piłkarze i trenerzy, wykorzystują je do wspierania własnych argumentów. „Brawo, Kloppo! Świetnie powiedziane!”
Ale zaraz. „Szlachetny miecz”? „Pozłacana klatka”? Klopp jest znakomitym mówcą, ale raczej nie ma zwyczaju wygłaszać tak kwiecistych monologów. Choć niewielu kwestionowałoby sens tych słów, a wielu przyklasnęło ich przesłaniu, chwaląc Kloppa za odwagę w krytykowaniu FIFA, nie powiedział niczego podobnego.
Niestety, Klopp jest wychwalany za potępienie zmiany w futbolu, której wiele osób nie lubi. Co zabawniejsze, jest też oskarżany o hipokryzję z powodu pracy dla komercyjnie nastawionej struktury Red Bulla. Za coś, czego nie powiedział. Ani w ZDF, ani w Magenta TV, ani w żadnym innym niemieckim medium.
- Mecz mistrzostw świata powinien płynąć jak rzeka. Tymczasem budujemy tamy dokładnie pośrodku, żeby mogły przedostać się reklamy. Piłka nożna była kiedyś głównym wydarzeniem, ale teraz grozi jej rola muzyki w tle dla reklamowego widowiska.
„Płynąć jak rzeka”? Nie, Jurgen Klopp również tego nie powiedział.
Ale bez wątpienia ma wyjątkowo barwny turniej.
Sebastian Stafford-Bloor

Komentarze (1)