Problem, który musi rozwiązać Iraola
Jeśli końcowa tabela Premier League była dla Liverpoolu bolesną lekturą w poprzednim sezonie, to tabela Fair Play również nie dawała kibicom powodów do satysfakcji.
Jedynie Arsenal Mikela Artety zakończył rozgrywki z mniejszą liczbą żółtych i czerwonych kartek niż Liverpool. The Reds obejrzeli 57 żółtych kartek i tylko jedną czerwoną – pokazaną Dominikowi Szoboszlaiowi w absurdalnych okolicznościach, w 103. minucie porażki z Manchesterem City na Anfield.
Oczywiście sama dyscyplina nie gwarantuje sukcesu. Jednak fakt, że Arsenal sięgnął po pierwsze mistrzostwo Anglii od ponad dwóch dekad, pokazuje, jak duże znaczenie może mieć rozsądne zarządzanie ryzykiem. W przypadku zespołu Artety była to zresztą świadoma decyzja. Sezon wcześniej Kanonierzy stracili cenne punkty po serii czerwonych kartek już w pierwszych miesiącach rozgrywek.
Spotkania przeciwko Brighton, Manchesterowi City i Bournemouth kosztowały Arsenal siedem punktów. Liverpool ostatecznie zdobył tytuł z dziesięciopunktową przewagą, co tylko uwypukla znaczenie tych wczesnych strat.
Jednocześnie Arsenalowi trudno zarzucić brak charakteru czy fizyczności. Ich dobra pozycja w klasyfikacji Fair Play była efektem kontroli emocji, a nie braku zaangażowania. W przypadku Liverpoolu sprawa wyglądała inaczej.
Drugie miejsce w tabeli Fair Play było raczej symptomem problemu niż powodem do dumy. Przez cały sezon drużynie brakowało agresji, intensywności i gotowości do wejścia w fizyczną walkę, gdy sytuacja tego wymagała. W kampanii zakończonej aż 12 porażkami – największą liczbą od dekady – był to jeden z najczęściej powtarzających się zarzutów.
Liverpool zbyt często sprawiał wrażenie zespołu, który nie potrafi odpowiednio zareagować na przeciwności losu. Kiedy mecze wymykały się spod kontroli, brakowało emocjonalnej odpowiedzi i charakteru, które przez lata stanowiły znak rozpoznawczy najlepszych drużyn Jürgena Kloppa.
Dobrym przykładem był incydent z końcówki sezonu przeciwko Arsenalowi. Gabriel Martinelli sfaulował Conora Bradleya, nie zdając sobie sprawy z powagi urazu kolana obrońcy Liverpoolu. Chwilę później Brazylijczyk upuścił piłkę na leżącego rywala i próbował go odsunąć poza boisko, aby szybciej wznowić grę. Reakcja Liverpoolu była zaskakująco spokojna.
Poza Ibrahimą Konaté, który natychmiast stanął w obronie kolegi z drużyny, pozostali zawodnicy nie wykazali większej chęci do ochrony swojego partnera. Trudno nie zastanawiać się, jak podobną sytuację oceniliby dawni liderzy klubu pokroju Stevena Gerrarda czy Graeme’a Sounessa.
Jeszcze bardziej zaskakująca była reakcja Arne Slota po końcowym gwizdku. Zamiast skupić się na zachowaniu Martinellego, Holender zwrócił uwagę na szerszy problem marnowania czasu w Premier League.
Trudno odmówić mu racji. Jednocześnie była to kolejna sytuacja, w której Liverpool sprawiał wrażenie zespołu bardziej skłonnego do tłumaczenia okoliczności niż do pokazania charakteru.
W oderwaniu od innych problemów drużyny takie epizody mogą wydawać się mało istotne. Jednak walka o największe trofea często rozstrzyga się właśnie w detalach. Zespoły odnoszące sukcesy nie tylko dobrze grają w piłkę – potrafią również narzucić swoją obecność fizycznie i mentalnie.
To właśnie dlatego nominacja Andoniego Iraoli budzi tak duże zainteresowanie.
Hiszpan wypracował sobie reputację trenera, którego drużyny są agresywne, intensywne i niezwykle wymagające dla rywali. Jego zespoły pressują wysoko, grają odważnie i nie unikają fizycznej konfrontacji.
Statystyki potwierdzają ten obraz. Bournemouth zakończyło poprzedni sezon dopiero na 17. miejscu w klasyfikacji Fair Play. Zespół Iraoli otrzymał 88 żółtych i cztery czerwone kartki. Więcej przewinień zanotowały jedynie Sunderland, Tottenham oraz Chelsea.
Oczywiście celem nie jest zdobywanie większej liczby kartek. Jednak liczby te pokazują coś znacznie ważniejszego – gotowość do walki i przekraczania granic komfortu w imię wyniku. Przez ostatni sezon Liverpoolowi często brakowało właśnie tej cechy.
Jeśli Iraola zdoła przenieść na Anfield mentalność, którą zaszczepił w Bournemouth, może rozwiązać problem, który ciągnie się za klubem od zbyt dawna. Liverpool potrzebuje nie tylko lepszej organizacji czy nowych zawodników. Potrzebuje również większej intensywności, większej zadziorności i większej gotowości do stoczenia walki, gdy mecz tego wymaga.
To może okazać się jedną z najważniejszych zmian nowej ery na Anfield.
Paul Gorst

Komentarze (0)