Gerrard uhonowany przez klub
Steven Gerrard przyznał, że był zaskoczony i niezwykle zaszczycony wyborem na najwybitniejszego piłkarza w historii Liverpoolu.
W niedzielny wieczór ogłoszono wyniki plebiscytu „Liverpool's Greatest”, w którym oceniano piłkarzy pod względem umiejętności, wpływu na klub, osiągnięć oraz pozostawionego dziedzictwa podczas gry na Anfield.
W głosowaniu oddano około 1,4 miliona głosów. Wzięli w nim udział kibice, byli zawodnicy Liverpoolu, dziennikarze oraz klubowy panel ekspertów, a całość uzupełniono analizą statystyk z 134 lat historii klubu. To właśnie Gerrard zajął pierwsze miejsce.
– Jestem bardzo zaszczycony i niezwykle mi to schlebia – powiedział były kapitan Liverpoolu w rozmowie z Liverpoolfc.com.
– Być może działa tutaj efekt świeżości, bo grałem stosunkowo niedawno. Przede mną i po mnie było jednak wielu niesamowitych piłkarzy. Dlatego jestem naprawdę wzruszony i pokorny. Dziękuję.
Gerrard podkreślił również, że dopiero po zakończeniu kariery w pełni docenił, jak wyjątkowym klubem jest Liverpool.
– Mieliśmy niesamowitych zawodników i fantastyczne drużyny. Odkąd zakończyłem karierę, często siadam i uświadamiam sobie, dla jakiego klubu grałem i jakie mieliśmy szczęście, będąc częścią tej rodziny.
– Dziś doceniam to jeszcze bardziej niż wtedy, gdy byłem piłkarzem.
– Naprawdę... wow. Szczerze mówiąc, zupełnie się tego nie spodziewałem.
Jako wychowanek Liverpoolu Gerrard przeszedł przez wszystkie szczeble klubowej akademii, a następnie spędził 17 lat w pierwszym zespole.
Jest jednym z zaledwie trzech zawodników w historii klubu, którzy przekroczyli barierę 700 występów dla The Reds. Z 186 golami zajmuje również szóste miejsce na liście najlepszych strzelców w historii Liverpoolu.
Podczas swojej kariery sięgnął z Liverpoolem po osiem najważniejszych trofeów, a najbardziej pamiętnym pozostaje oczywiście triumf w Lidze Mistrzów w 2005 roku.
Dzięki swoim występom i niezwykłym umiejętnościom Gerrard stał się jedną z najbardziej uwielbianych postaci w historii klubu.
– Myślę, że to uczucie działa w obie strony. To kibice mnie ukształtowali.
– Nie byłbym piłkarzem, którym zostałem, ani nie miałbym takiej kariery bez ich wsparcia, które czułem co trzy czy cztery dni podczas każdego meczu.
– Oczywiście wyróżnienia od innych zawodników zawsze były czymś wyjątkowym.
– Ale uznanie ze strony kibiców znaczy jeszcze więcej. To oni oglądają cię z bliska w każdym spotkaniu. Dlatego jest to dla mnie naprawdę wyjątkowe.
Najbliżej Gerrarda w końcowym zestawieniu znalazł się Sir Kenny Dalglish, który zajął drugie miejsce. Mimo zwycięstwa były kapitan Liverpoolu nie zamierza jednak porównywać się do klubowej legendy.
– Kenny jest moim królem. Dla mnie to on zawsze będzie numerem jeden.
– Kiedy zaczynałem oglądać Liverpool, robiłem to na kasetach VHS i płytach DVD. To byli Kenny Dalglish, Graeme Souness i cała generacja piłkarzy, którzy zbudowali ten klub.
– Później, gdy sam zostałem profesjonalnym piłkarzem, przejmowało się od nich pałeczkę. Następnie przyszli tacy zawodnicy jak John Barnes i kolejni wielcy.
– Naszym zadaniem było dbać o historię tego klubu, kiedy przyszła nasza kolej. Ja po prostu starałem się być najlepszą wersją samego siebie i dołożyć własną cegiełkę do tej niezwykłej historii.
– Nigdy nie będę porównywał się z Kennym Dalglishem ani próbował się z nim droczyć. Żarty i przekomarzanie zostawiam właśnie Kenny'emu.

Komentarze (8)
Nikt nie był tak kompletny.
On potrafił wszystko co inni wybitni jak Zidane, De Bruyne itd.
Ale w obronie robił robotę którzy inni nie potrafili.
Strzelał bramki których inni nie potrafili.
W sumie do dzisiaj nie widziałem nikogo kto by grał na jego poziomie.