LIV
Liverpool
Towarzyski
26.07.2026
00:00
SUN
Sunderland
 
Osób online 1000

Woodman: Jestem bardzo dumny z przedłużenia kontraktu


Freddie Woodman opowiedział o swojej dumie z przedłużenia kontraktu z Liverpoolem. Wyjaśnił, dlaczego pozostanie w drużynie The Reds tak wiele dla niego znaczy.

W rozmowie z serwisem Liverpoolfc.com, przeprowadzonej w obecnej bazie drużyny w Chicago, Woodman podzielił się wrażeniami jak wyglądało jego życie w ciągu ostatnich 12 miesięcy od momentu przybycia na Anfield – oraz dlaczego cieszy się z możliwości kontynuowania tej przygody.

Freddie, gratulacje. Jak bardzo cieszysz się z podpisania nowej umowy?

- Szczerze mówiąc, jestem absolutnie zachwycony. Po zeszłym sezonie, który osobiście był dla mnie niesamowity, a potem, kiedy wróciłem na przedsezonowe przygotowania i otrzymałem od klubu ofertę, by zostać tu dłużej, byłem w siódmym niebie. Po prostu bardzo się cieszę, że mogłem ponownie podpisać kontrakt i być częścią tego niesamowitego klubu.

Czy to poczucie dumy, że zostaniesz w Liverpoolu na dłużej?

- Tak, bezapelacyjnie. To duma i naprawdę wiele emocji. W zeszłym sezonie dołączyłem do drużyny i pełniłem swoją rolę, a kiedy dostałem szansę na grę, zwłaszcza w meczu z [Crystal] Palace, poczułem prawdziwą więź z kibicami i ogromne zrozumienie dla nich. Teraz mam szansę zostać tu dłużej i znów być częścią tego wszystkiego – to niewiarygodne, Wraz z moją rodziną jesteśmy zachwyceni.

Czy da się w ogóle podsumować ostatni rok twojego życia?

- Nie, chyba się nie da. Kiedy podpisałem kontrakt z klubem, wiedziałem, że moja rola będzie inna i od razu rzuciłem się w to z głową. Wydaje mi się, że wszyscy widzieli, że dobrze wywiązuję się z tego. A potem, kiedy dostałem szansę na grę, to było po prostu niewiarygodne... ta chwila na wyjeździe z Evertonem, sposób, w jaki wygraliśmy ten mecz i to, że mogłem w nim uczestniczyć, było niesamowite. Ostatni sezon był dla mnie osobiście szalony. Nigdy, przenigdy nie sądziłem, że będę mógł grać w Liverpool Football Club – a udało mi się to i jest to niesamowite.

Skoro już o tym mowa, w kwietniu, jak sam wspomniałeś, wszedłeś na boisko w meczu z Evertonem i wygraliśmy ten mecz w 100. minucie. Potem zagrałeś przeciwko Palace na Anfield i otrzymałeś nawet owację na stojąco od kibiców z trybuny The Kop. Czy te kilka dni mogło potoczyć się dla ciebie jeszcze lepiej?

- Nie, w żadnym wypadku. Wiedziałem, jak ważne były to derby. Ten klub jest niesamowity, a ludzie tu obecni są prawdziwym uosobieniem Liverpoolu. Rozmawiasz z personelem, rozmawiasz z obsługą techniczną – oni są Liverpoolem na wskroś i opowiadają ci, jak ważne są te chwile. Więc wchodząc na boisko w tym meczu, wiedziałem, jak ważna była ta chwila. Wiedziałem, że to ostatnie derby Robbo [Andy’ego Robertsona] i Mo [Salaha], więc zdawałem sobie sprawę z wagi tego spotkania, a bycie jego częścią było czymś niesamowitym. A potem moja chwila na Anfield… to był prawdopodobnie jeden z najlepszych dni w moim życiu. Czułem, że w pierwszej połowie cała trybuna The Kop broniła bramki razem ze mną, a to poczucie więzi i uznanie po meczu – to naprawdę było dla mnie spełnienie marzeń.

Wyglądało na to, że na boisku też byłeś wzruszony, kiedy przeżyłeś tę chwilę z trybuną Kop…

- Tak, bo w końcu, kiedy grasz w różnych miejscach, a twoja kariera… kiedy doznajesz kontuzji i przeżywasz trudne momenty, to przeżycie takiej chwili przed tak słynną, kultową trybuną i przy wsparciu kibiców – po prostu nigdy nie sądzisz, że to się wydarzy. Przez cały tydzień czułem, że ten klub wspiera swoich zawodników. Przed meczem byłem zdenerwowany, ale czułem się też pewny siebie, bo każdy kibic Liverpoolu chciał, żebym dobrze zagrał. Nigdy wcześniej nie doświadczyłem czegoś takiego. Więc kiedy pod koniec meczu dostałem tę szansę i uznanie, to, jak już powiedziałem, było to spełnienie marzeń.

Odkąd tu przybyłeś, naprawdę dobrze zadomowiłeś się w klubie, na boisku treningowym i nawiązałeś tu dobre przyjaźnie. Jak to jest przychodzić tu codziennie i utrzymywać takie relacje z ludźmi, których nazywasz kumplami?

- To najlepsza praca na świecie. Udało mi się nawiązać naprawdę niesamowite relacje z wieloma zawodnikami. Mam tu na myśli ludzi takich jak Curtis [Jones], Conor [Bradley], Joe Gomez, Cody [Gakpo], Robbo... pomogli mi naprawdę dobrze zaaklimatyzować się w klubie. To ogromna sprawa. Wchodzisz do szatni pełnej supergwiazd – to była duża zmiana, ale ci faceci pomogli mi się świetnie zaaklimatyzować. Po prostu przyszedłem, starałem się być sobą i myślę, że ludzie to docenili. Docenili to, że chciałem przyjść i pracować tak ciężko, jak tylko potrafię. Mam nadzieję, że zbudowałem relacje wykraczające poza ten klub i przyjaźnie, które przetrwają próbę czasu.

Czy kiedykolwiek wyobrażałeś sobie, że tak właśnie będzie, kiedy przyjechałeś do Liverpoolu, że nawiążesz tego rodzaju relacje? Bo, jak sam mówisz, w tej szatni jest mnóstwo wielkich gwiazd…

- Nie, szczerze mówiąc, nie bardzo. Postrzegasz tych piłkarzy jako supergwiazdy i tak właśnie jest. Oglądasz ich w programie „Super Sunday”, oglądasz w „Monday Night Football”, oglądasz na mistrzostwach świata, a kiedy faktycznie ich poznajesz, okazuje się, że to wspaniałe osoby. Myślę, że to naprawdę ich zasługa – tego, jak bardzo są przystępni i jak wspaniali są jako ludzie. Dotyczy to również personelu. Byłem w wielu klubach piłkarskich, ale nigdy nie trafiłem do takiego, w którym każdy członek załogi byłby po prostu z najwyższej półki. Kiedy dołączyłem do klubu, czułem, że traktowano mnie dokładnie tak samo jak czołowych piłkarzy, co było dla mnie czymś niesamowitym.

Minęło już kilka dni od rozpoczęcia naszego przedsezonowego tournée po USA. Jak na razie idzie? Jakie są twoje wrażenia?

- Wspaniale. Oczywiście poznaję nowego trenera i sztab trenerski. Przyjeżdżając tutaj, czuję, że podczas takich przedsezonowych wyjazdów naprawdę można zacieśnić więzi w zespole i oczywiście przyzwyczaić się do sztabu. To dopiero początek tournee, ale nie mogę się doczekać kolejnych kilku dni.

Wspomniałeś o tym wcześniej, ale jak wygląda współpraca z zespołem i nowym sztabem?

- Jest świetna, to prawdziwa odskocznia. Otwiera oczy na nowe pomysły. Mamy teraz nowego trenera bramkarzy, Alejandro [Rosalen], który do nas dołączył, a dla mnie osobiście to po prostu kolejny styl do opanowania, świeże spojrzenie i nowe pomysły. Jestem jak gąbka – uwielbiam się uczyć, próbować różnych rzeczy i dostosowywać się, więc traktuję to po prostu jako kolejne narzędzia do mojego arsenału.

Uchwyciliśmy cię na kamerze, jak po wtorkowej sesji mówiłeś: „Kto by chciał być bramkarzem?”… Czy to była ciężka sesja?

- Tak, było ciężko! Było mnóstwo wzlotów i upadków, dużo rzucania się w różne strony, a Alejandro zdecydowanie dał mi popalić! Ale uwielbiam tę pracę. Jak już mówiłem, codziennie przychodzę do AXA z uśmiechem na twarzy, bo po prostu kocham pracować i dawać z siebie wszystko. O to właśnie chodzi w tych przedsezonowych wyjazdach, więc bardzo mi się to podoba.

Jak sam powiedziałeś, chodzi tu o pracę i o to, co robicie na boisku. To też tydzień podwójnych treningów, ale co robicie w przerwach, żeby trochę się odprężyć i zrelaksować po nich?

- Szczerze mówiąc, w tej chwili opiekuję się Conorem Bradleyem. Wychodzimy razem na kawę, a on zawsze zaprasza mnie do swojego pokoju, żeby pogadać i tak dalej. Jak już wcześniej wspomniałem, to po prostu okazja, żeby spędzić czas wśród przyjaciół i pogadać. Nie widzieliśmy się w przerwie między sezonami, więc te chwile między treningami, kiedy można spędzić czas z chłopakami, są całkiem fajne, szczerze mówiąc.

Wielu piłkarzy, z którymi rozmawialiśmy do tej pory tego lata, wspominało o pozytywnej atmosferze panującej w klubie. Czy ty też to odczuwasz?

- Tak, zdecydowanie tak jest. Z pewnością czuć tu energię i myślę, że będzie ona tylko rosła, gdy chłopaki wrócą z mistrzostw świata. Zdecydowanie widać, zwłaszcza od pierwszego dnia, że panuje tu pozytywna energia i naprawdę dobra, ożywcza atmosfera. Miejmy nadzieję, że będzie się ona umacniać w trakcie sezonu i że uda nam się odnieść prawdziwy sukces.

A skoro o tym mowa, jakie są twoje osobiste ambicje na nadchodzący sezon?

- Tak naprawdę dokładnie takie same jak w zeszłym roku: robić wszystko, co w mojej mocy, w roli, którą pełnię każdego dnia, bo w każdej chwili mogę zostać wezwany do gry. W zeszłym sezonie – wiem, że to brzmi szalenie – byłem gotowy na tę chwilę, kiedy nadeszła w derbach z Evertonem. Pracowałem przez cały sezon właśnie dlatego, że być może będę musiał odegrać niewielką rolę. Taki będzie mój cel również w tym sezonie. Będzie to po prostu trenowanie, trenowanie i jeszcze raz trenowanie, aż nadejdzie ta chwila. Kiedy nadejdzie, wiem, że będę dobrze przygotowany i gotowy na dobry występ.

Doceniasz naszą pracę? Postaw nam kawę! Postaw kawę LFC.pl!

Komentarze (0)

Pozostałe aktualności

Arsenal złożył zapytanie o Diomande (0)
23.07.2026 17:19, Tomasi, thisisanfield.com
Woodman z nowym kontraktem (0)
23.07.2026 17:18, Gall1892, liverpoolfc.com
Josh Sonni-Lambie: Najpierw zadzwoniłem do mamy (1)
23.07.2026 16:26, Shaay, liverpoolfc.com
Iraola pod wrażeniem Zabarnyi'ego (0)
23.07.2026 13:27, ManiacomLFC, thisisanfield.com
Oficjalnie: Pecsi odchodzi na wypożyczenie (0)
23.07.2026 13:20, Gall1892, liverpoolfc.com
Wideo z kolejnych treningów w USA (0)
23.07.2026 12:41, Gall1892, liverpoolfc.com