Opinie prasy o przegranej z Bournemouth
Przedstawiamy jak brytyjskie media zareagowały na porażkę Liverpoolu 2:3 z Bournemouth w Premier League w sobotni wieczór.
Zzzzzzzz. Liverpool wrócił do tej samej starej historii z początku sezonu, gdy ich seria 13 meczów bez porażki została przerwana po dramatycznej przegranej w Premier League z Bournemouth w sobotni wieczór.
Po tym, jak Virgil van Dijk i Dominik Szoboszlai doprowadzili The Reds do wyrównania, odrabiając straty po szybkim dublecie Evanilsona i Alejandro Jimeneza, zespół znów stracił gola w samej końcówce przez bardzo późne zwycięskie trafienie Amine’a Adliego.
Ostatecznie był to nużący wieczór. Oto jak media oceniły negatywny wynik drużyny Arne Slota.
Pisząc na łamach The Times, Jonathan Northcroft uważa, że The Reds ostatecznie zasłużenie przegrali.
- Virgil van Dijk narzekający, Arne Slot z założonymi rękami, Mohamed Salah spoglądający w niebo w deszczu - sceny na Vitality Stadium.
- W samej końcówce, niemal przy ostatnim kopnięciu piłki, Bournemouth tego dokonało. A sezon Liverpoolu znów zaczął się cofać.
- To było mocne zakończenie, wyrazisty obraz - ale nie bardziej, niż na to zasługiwały oba zespoły i sam mecz. Liverpool był przewidywalny, zachowawczy - bronił się chaotycznie i roztrwonił impet zbudowany po świetnym wyniku w Marsylii w środku tygodnia, podczas gdy Bournemouth Andoniego Iraoli było… cóż, Bournemouth Andoniego Iraoli: nieustępliwe, bezpośrednie i niewygodne.
- Była to pierwsza porażka Liverpoolu w 11 meczach i dopiero drugie zwycięstwo Bournemouth nad nimi w 16 spotkaniach, ale nie dało się tego odczuć.
Ben Fisher z The Guardian pochwalił szczególnie wkład jednego zawodnika Liverpoolu.
- Dominik Szoboszlai huknął wspaniałym rzutem wolnym, doprowadzając zespół Arne Slota do wyrównania po stracie dwóch bramek. Gdzie byłby Liverpool w tym sezonie bez węgierskiego pomocnika?
- Slot zacisnął obie pięści i przybił „dziesiątkę” swojemu asystentowi Giovanniemu van Bronckhorstowi, ale to Andoni Iraola, promieniejący od ucha do ucha, opuszczał murawę, przybijając piątki ze swoim sztabem - po zaledwie drugim zwycięstwie od października.
- Dla Liverpoolu było to kolejne otrzeźwiające doświadczenie. Virgil van Dijk odkupił winy po tym, jak podarował Bournemouth prowadzenie, a Milos Kerkez, który został obnażony przy drugim golu gospodarzy autorstwa Alexa Jimeneza i miał problemy po powrocie na południowe wybrzeże, został zdjęty z boiska w przerwie.
- Na podstawie tego meczu Liverpool byłby naiwny, pozwalając Andy’emu Robertsonowi odejść do Tottenhamu. Mohamed Salah był anonimowy, a jego największym wkładem było odegranie piętą rzutu wolnego do Szoboszlaia przy golu.
Lewis Steele z Daily Mail znów nazwał Liverpool kompromitującym się zespołem i porównał go do drużyny z innej dyscypliny sportu.
- Liverpool to odpowiednik Bazballu w Premier League. Jednego momentu są przyjemnością do oglądania i wyglądają jak drużyna gotowa podbić świat i wygrać masę trofeów. Następnego są zupełnie inni, a ich występ sprawia, że człowiek myśli o konieczności gruntownego dochodzenia.
- Dla tych, którzy nie znają Bazballu - jeśli tak, to przykro mi - to określenie obecnej wersji angielskiej reprezentacji mężczyzn w krykiecie i jej zuchwałego stylu gry, prowadzonego przez Brendona McCulluma i Bena Stokesa.
- Gdy jest dobrze, jest naprawdę dobrze. To ekscytująca jazda, która rodzi myśli, jak daleko ten zespół może zajść. Gdy jest źle, jest bardzo źle i wręcz depresyjnie. Narracja wokół tego zmienia się niemal w każdym meczu - dokładnie jak w przypadku Liverpoolu Arne Slota, zespołu w stylu Jekylla i Hyde’a, który z meczu na mecz przechodzi od świetnego do kompromitującego.
Na koniec Paul Gorst napisał dla Liverpool Echo o głównej wadzie tej drużyny Liverpoolu.
- Gdy w maju rozpocznie się wielkie rozliczenie sezonu Liverpoolu, kiedy Arne Slot, jego sztab i być może dyrektor sportowy Richard Hughes usiądą, by ocenić dobre, złe i brzydkie strony całej kampanii, to właśnie ta miękka podstawa zespołu w pewnym stopniu wyjaśni, jak obrona tytułu rozpadła się tak szybko i dlaczego mistrzom pozostała jedynie walka o czwarte miejsce w drugiej połowie sezonu.
- To zespół, który w tym sezonie wielokrotnie pokazywał, że źle radzi sobie z przeciwnościami, a bolesny okres między 26. a 33. minutą kosztował ich ten mecz.
- Było to kilka minut, które w niewytłumaczalny sposób próbowali przetrwać, grając w dziesiątkę. To był poziom złego zarządzania meczem, którego nie spodziewa się nawet u szkolnych drużyn.

Komentarze (0)