Slot po meczu z Wilkami
Arne Slot pochwalił „idealną reakcję” swoich piłkarzy po tym, gdy Liverpool zwyciężył nad Wolverhampton 3:1 i awansował do ćwierćfinału FA Cup.
The Reds zapewnili sobie miejsce w najlepszej ósemce turnieju dzięki bramkom Andy’ego Robertsona, Mohameda Salaha i Curtisa Jonesa na stadionie Molineux.
Liverpool zdobył dwie bramki w ciągu dwóch minut na początku drugiej połowy, przejmując kontrolę nad meczem. Robertson trafił do siatki po świetnym uderzeniu zza pola karnego, a chwilę później Salah wykończył akcję z bliskiej odległości — przy czym trafienie wymagało interwencji VAR.
Następnie Jones podwyższył wynik dobrze wymierzonym strzałem nieco ponad 15 minut przed końcem spotkania. W samej końcówce spotkania, rezerwowy zawodnik Wilków, Hee Chan Hwang, zdobył honorową bramkę dla gospodarzy.
Po zwycięstwie Slot wziął udział w pomeczowej konferencji prasowej, podczas której omówił spotkanie...
O golu i asyście Robertsona…
Jeśli mówimy o golu i asyście, pierwszym piłkarzem, o którym myślisz, raczej nie jest boczny obrońca. Jeśli więc możemy tak mówić, w dodatku przy meczu, w którym aż do 91. minuty nie dopuściliśmy do okazji dla rywala, to jasne jest to, że występ takiego zawodnika jest bardzo pozytywną rzeczą.
Pierwsza bramka, którą zdobył, nie była oczywistą okazją bramkową. Strzał z około 20 metrów, podobny do wielu takich prób, które mieliśmy trzy dni temu — tym razem jednak wpadł do siatki po tym, jak Cody [Gakpo] i Mo [Salah] dobrze popracowali w akcji poprzedzającej gola.
Druga bramka padła chwilę później. Tutaj znowu Cody odegrał ważną rolę w ataku, cofając się jako „dziewiątka”, przenosząc ciężar gry do Rio, a Robbo wykonał świetne wejście ofensywne. Mo prawie nigdy nie jest na spalonym — to prawdopodobnie jedna z jego najbardziej wyjątkowych cech. Ma wiele wyjątkowych cech, ale to zdecydowanie jedna z nich. Gdy więc sędzia liniowy podniósł chorągiewkę, od razu to zakwestionowałem — i okazało się, że miałem rację, bo nie było spalonego. Potem prowadziliśmy 2:0 i gra otworzyła się znacznie bardziej niż trzy dni temu. Poza tym myślę, że był to bardzo podobny mecz.
O tym, że Salah strzela w kolejnych meczach…
Zawsze dobrą rzeczą jest, gdy strzelamy gole, ale dla napastników ważne jest też to, żeby sami zdobywali bramki, bo jeśli przez dłuższy czas nie trafiają, mogą zacząć na siłę szukać rozwiązań albo robić rzeczy inaczej niż zwykle.
Im częściej trafiają do siatki, tym bardziej naturalnie wychodzą im rzeczy na bosiku. Dlatego ważne jest, by nasi ofensywni zawodnicy albo zdobywali bramki, albo uczestniczyli w akcjach bramkowych. Jak już powiedziałem, Cody dwa razy odegrał bardzo dobrą rolę przy naszych pierwszych dwóch golach.
Czy była to „idealna” odpowiedź na porażkę w Molineux we wtorek i jak to świadczy o wyborach kadrowych...
Oczywiście. Wystarczy spojrzeć na wynik. To była idealna odpowiedź, ale statystycznie wszystko było niemal identyczne jak trzy dni temu. Myślę, że ich xG wynosiło około 0,44 i dziś zdobyli jedną bramkę. Wykorzystali jedyną okazję, jaką mieli. Pozytywne jest to, że trzy dni temu też mieli tylko jedną okazję, ale wtedy zdobyli dwa gole.
Wówczas mieliśmy trudności z tworzeniem sytuacji podbramkowych mimo dużego posiadania piłki w pierwszych 50 minutach. Jednak po zdobyciu bramki z niezbyt wielkiej okazji — a strzał Robbo nie był klarowną szansą — gra trochę się dla nas otworzyła. Znowu straciliśmy bramkę w doliczonym czasie, więc tutaj też jest podobieństwo. Różnic nie było wiele, choć w pierwszych 50 minutach być może szybciej przenosiliśmy grę z jednej strony na drugą, co miało też związek z ustawieniem i typem zawodników na poszczególnych pozycjach. Wiele było podobieństw między tym meczem a tym sprzed trzech dni.
Co do ostatniej części pytania, bardzo się cieszę, że kilku zawodników wróciło do składu. Nigdy nie narzekałem na dostępność piłkarzy, ale jeśli musisz grać co trzy dni w zasadzie 12-14 zawodnikami, to jest logiczne, że niekiedy indywidualny poziom może być trochę niższy niż zwykle, bo ci gracze rozgrywają tak wiele spotkań.
Dlatego mam do zawodnikó ogromny szacunek. Co trzy dni grali ci sami zawodnicy. Teraz mogę też bardziej wpływać na mecz zmianami z ławki, co było widać dzisiaj. Piłkarze, którzy weszli z ławki, spisali się bardzo dobrze, a ci, którzy zaczęli mecz i nie zawsze grają w pierwszym składzie, również zagrali świetnie. To, że dzieje się to w decydujących miesiącach sezonu, to dobra wiadomość.
Więcej o podobieństwach między pierwszą połową a meczem w środku tygodnia i czy musiał coś korygować w przerwie…
Nie, ponieważ częściej wchodziliśmy z piłką w ich pole karne i byliśmy bliżej ich bramki niż w pierwszej połowie poprzedniego meczu. Widziałem więc elementy, o których rozmawialiśmy przed meczem i które mieliśmy poprawić — i rzeczywiście je poprawiliśmy. To też wynikało z innego wyboru zawodników na poszczególnych pozycjach.
Prosty przykład: Dominik Szoboszlai potrafi zagrać diagonalną piłkę na 80 metrów lepiej niż Jeremie Frimpong. Frimpong ma inne atuty, ale Dom raz czy dwa wykorzystał tę umiejętność w tym meczu.
Poza tym myślę, że jeszcze lepiej wiedzieliśmy, jak przeciwko nim grać. Trzy dni temu też mieliśmy na to całkiem niezły ogląd, ale teraz doświadczenia były bardzo świeże. W takich sytuacjach ogólny plan meczowy jest zazwyczaj prostszy do ułożenia, a jego egzekucja była dziś lepsza niż trzy dni temu. Nadal jednak nie było tak, że pięć razy wychodziliśmy sam na sam z bramkarzem. Takich sytuacji nie było, co też było trudne do osiągnięcia, ponieważ przeciwnik bronił okolic pola karnego jedenastką zawodników.
Czy Alexis Mac Allister jest cały po niebezpiecznym starciu…
Myślę, że tak.
O tym jak wiele Robertson daje Liverpoolowi…
On kocha ten klub i kocha grać dla naszych kibiców. A kibice znów byli niesamowici — trzy dni po tym, gdy zostali rozczarowani. Tak jak my, musieli ponownie przyjechać tu w piątkowy wieczór. Nie wiem, czy byli to dokładnie ci sami ludzie, ale na pewno było ich więcej, bo w FA Cup jest więcej kibiców gości.
Odkąd tu jestem, Robbo zawsze daje z siebie wszystko dla klubu. Myślę jednak, że kibice potwierdzą, że robi to nie od półtora roku, ale przez wszystkie lata, odkąd tu jest.
Za każdym razem, gdy go potrzebuję ja albo klub, próbuje dać z siebie maksimum. Tak było i dziś — nie tylko zdobył bramkę i miał asystę, ale też dobrze bronił, zachowując spokój i opanowanie przy piłce. To kluczowe, bo gdy grasz przeciwko drużynie, która często zostawia wolne przestrzenie przy bocznych obrońcach, potrzebujesz na tych pozycjach zawodników podejmujących właściwe decyzje. I właśnie to dziś robili Dom i Robbo.
O występie Rio Ngumohy…
Dobry. Myślę, że to coś wyjątkowego, gdy 17-latek gra w meczu Premier League. Wiem, że to mecz FA Cup, ale grały przeciwko sobie dwie drużyny Premier League. Jeśli w takim meczu potrafisz wpływać na grę dzięki bardzo dobrym pojedynkom jeden na jednego, to pokazuje, jak wyjątkowym jest piłkarzem. We współczesnym futbolu nie ma wielu zawodników, którzy potrafią regularnie wchodzić w takie pojedynki. A on potrafi.
Moim zdaniem zagrał też lepiej niż trzy dni temu, częściej utrzymywał się przy piłce. Wtedy kilka razy ją stracił, choć również miał wpływ na grę swoimi akcjami.
Dziś też miał wpływ na przebieg meczu, ale był jeszcze lepszy w momentach, gdy musiał utrzymać piłkę. Grał przeciwko pięciu obrońcom i zanotował bardzo dobry mecz. Dla skrzydłowego taka sytuacja oznacza tyle, że musi mierzyć się z jednym z trzech środkowych obrońców, a w defensywie masz mniej pracy niż wtedy, gdy rywal gra czwórką w obronie. To był więc dobry moment, by mógł wykorzystać całą swoją energię w ataku, a nie musiał bronić tak dużo, jak przy ustawieniu z czterema obrońcami.

Komentarze (0)