Slot wyrównuje rekord, gra tego nie odzwierciedla
Kiedy Arne Slot zdobył tytuł mistrzowski w maju ubiegłego roku, w swoim 56. meczu jako trener Liverpoolu, pomysł, że jego pozycja znajdzie się pod presją jeszcze przed setnym spotkaniem, zostałby odrzucony jako absurdalny.
Sezon 2024/25 zakończył z 38 zwycięstwami, co oznaczało, że potrzebował ich jeszcze 25 w kolejnych 44 meczach, aby przebić wynik Sir Kenny'ego Dalglisha, czyli 62 zwycięstwa w pierwszych 100 meczach.
W trudnym drugim sezonie, który stał się jeszcze trudniejszy po porażce 1:0 z Galatasaray w pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów, Slotowi udało się „tylko” wyrównać ten rekord.
– Jestem naprawdę dumny, że zostałem menedżerem Liverpoolu i że to będzie mój setny mecz – powiedział Slot dziennikarzom na konferencji prasowej przed starciem z Galatasaray. – Nie sądzę, żebym miał zły bilans w tych 100 meczach… chociaż słuchając wszystkiego, co się o mnie mówi, można odnieść inne wrażenie.
Nikt nie mógłby kwestionować zdobycia drugiego w ostatnich latach tytułu mistrza Anglii, ale kierunek rozwoju wydarzeń budzi obawy kibiców Liverpoolu. Pomimo całej satysfakcji, jaką Slot powinien odczuwać z wyrównania rekordu, wiąże się to również z ostrzeżeniem, że pierwsze 100 meczów niekoniecznie definiuje panowanie menedżera na Anfield.
Brendan Rodgers zajmuje trzecie miejsce ex aequo z Billem Shanklym, i znajduje się wyżej od człowieka, który go zastąpił i przywrócił Liverpoolowi miejsce w czołówce europejskiej piłki nożnej, Jurgena Kloppa. Tymczasem najbardziej utytułowany menedżer w historii klubu, Bob Paisley, spadł na 11. miejsce wśród 18 menedżerów, którzy osiągnęli 100 meczów w Liverpoolu.
Analizując te wyniki, warto wziąć pod uwagę wiele czynników, w tym drużynę, którą odziedziczyli po poprzedniku. Slot przejął zespół, który w poprzednim sezonie zajął trzecie miejsce i rozwinął zawodników, przekształcając ich w zdobywców tytułu.
Analizując jednak formę Liverpoolu od czasu przybycia Slota, można zauważyć, że ogólny trend jest daleki od pozytywnego. Zaczęła spadać pod koniec ubiegłego sezonu – choć nie na tyle, by zagrozić nadziejom Liverpoolu na tytuł – i chociaż początkowe wyniki w tym sezonie były znakomite, jesienią nastąpił gwałtowny spadek. Od tego czasu Liverpool znajduje się na ścieżce wzrostu, ale zaczyna z dużo niższego punktu.
Slot stał się częściowo ofiarą własnego sukcesu. Gdyby zamienić sezony, nikogo nie zdziwiłaby niespójna pierwsza kampania Liverpoolu, który rozpoczął odbudowę po odejściu Kloppa, a rok później stanął do walki o tytuł.
To jednak nie do końca prawdziwy obraz. Liverpool jest nie do poznania od 12 miesięcy. Wyniki nieznacznie się poprawiły, ale występy nadal są w dużej mierze nieprzekonujące.
Zbyt wielu zawodników, na których polega Slot, spadło poniżej swoich wysokich standardów. Poniższa grafika pokazuje liczbę minut, które piłkarze Liverpoolu rozegrali pod wodzą Slota: z wyjątkiem Dominika Szoboszlaia, wszyscy z czołowej ósemki grali poniżej oczekiwań w tym sezonie.
Czy piłkarze zostali zbytnio wyeksploatowani? Czy niektórzy wkraczają w schyłkowy czas swoich karier? A może po prostu nie są w formie i brakuje im pewności siebie? Czas pokaże, choć dla niektórych odpowiedź wydaje się bardziej oczywista niż dla innych.
Dla Slota jednak bardziej niepokojący powinien być ogólny trend wyników. Charakterystyczną cechą tego sezonu jest to, że ilekroć wydaje się, że forma zmierza w dobrym kierunku, tuż za rogiem czeka pogorszenie.
Po zwycięstwie 5:2 nad West Hamem United w lutym, Liverpool wygrał sześć z ostatnich siedmiu meczów we wszystkich rozgrywkach. Grali nierówno, ale wydawało się, że rozwiązali niektóre ze swoich głównych problemów. Od tego czasu Liverpool poniósł porażki z Wolverhampton Wanderers i Galatasaray i do głosu ponownie doszły stare słabości.
W zeszłym sezonie Slot przestawił drużynę w stronę kontrolowania gry, ale zachował równowagę w postaci szybkich ataków. W tym sezonie akcenty zostały przesunięte zbyt daleko w stronę wolnej gry opartej na posiadaniu piłki, ale pozbawionej kreatywności.
Slot musiał zająć się problemami defensywnymi swojej drużyny, ale robiąc to, osłabił grę ofensywną w momencie, gdy i tak miał bardzo mało opcji w ataku – Mohamed Salah zmierzał na Puchar Narodów Afryki, a Alexander Isak doznał poważnej kontuzji nogi. The Reds przez cały sezon mieli problemy z zamykaniem meczów, co czyniło ich podatnymi na ataki.
Poniższy wykres oczekiwanych bramek (xG) przedstawia regres w ataku i obronie. Ogólnie rzecz biorąc, Liverpool stwarza znacznie mniej dobrych sytuacji i dopuszcza rywali do większej ich liczby.
Kolejnym kluczowym problemem jest brak pozytywnych zmian taktycznych Slota w trakcie gry, co było jedną z jego wyróżniających się cech w zeszłym sezonie. Częściowo wynika to z braku realnych opcji z ławki rezerwowych, ale także z niezdolności do budowania dynamiki przy jednoczesnym zachowaniu kontroli.
Ostateczne pytanie brzmi, czy to zawodnicy sprawiają, że trener wygląda źle, czy też problem leży po stronie Slota. Pod koniec sezonu to właśnie decydenci Liverpoolu będą musieli rozstrzygnąć.
Tak czy inaczej, trener i jego zawodnicy muszą odwrócić te niepokojące trendy, aby zapewnić sobie awans do Ligi Mistrzów i upewnić się, że słaby sezon nie przerodzi się w destrukcyjny.
Pomimo problemów obecnym sezonie, pod wodzą Slota można było zaobserwować warte odnotowania momenty. Poprosiliśmy sześciu dziennikarzy o wybranie ich ulubionych meczów za rządów Holendra.
Manchester City 0:2 Liverpool (23 lutego 2025 r.)
To był czwarty mecz Liverpoolu z serii pięciu spotkań Premier League w ciągu 15 dni. Zremisowali po 2:2 z Evertonem i Aston Villą, a po nerwowym zwycięstwie 2:1 nad Wolves, przed wyjazdem na Etihad Stadium, gdzie nie wygrali od 2018 roku, pojawiły się pytania.
Potem nastąpił spektakl ofensywnej gry. Ibrahima Konate i Virgil van Dijk byli groźni w obronie, Ryan Gravenberch i Alexis Mac Allister świetni w środku pomocy, Salah rozkwitał na prawym skrzydle, a Szoboszlai i Curtis Jones byli sprytni i nieustępliwi jako „fałszywe dziewiątki”. Taktyczna reorganizacja Slota – prawdopodobnie najlepiej opisana jako formacja 4-2-4-0 – sprawdziła się perfekcyjnie.
Po porażce 0:3 na Etihad w listopadzie ubiegłego roku, Slot powiedział, że nie było dużej różnicy między tamtym występem Liverpoolu a obecnym. Dane mogą potwierdzać tę tezę, ale jeśli chodzi o koncentrację, dyscyplinę i zaangażowanie, te dwa mecze podsumowują różnicę między tym sezonem a poprzednim.
Oliver Kay
Liverpool 5:1 Tottenham Hotspur (27 kwietnia 2025 r.)
To był dzień, w którym Liverpool po raz pierwszy od 35 lat zdobył tytuł mistrza najwyższej klasy rozgrywkowej przed swoimi kibicami.
Drużynie Slota brakowało tylko punktu, ale rozgromiła Tottenham, rozpoczynając imprezę w wielkim stylu na Anfield. Okrzyki „mistrzowie” w końcowej fazie meczu były ogłuszające, a końcowy gwizdek wywołał zapierający oddech wybuch radości. Niektórzy kibice czekali na ten moment przez całe życie.
Zazwyczaj spokojny i opanowany, Slot opuścił gardę i zacisnął pięści w stylu Kloppa przed The Kop. Po posłaniu całusów rodzinie, Holender chwycił mikrofon i zaczął śpiewać.
„Jürgen Klopp, na-na-na-na-na” – skandował na melodię hitu z lat 80. „Live Is Life” austriackiego zespołu pop-rockowego Opus.
Oddanie hołdu poprzednikowi w jego własnej chwili chwały było gestem pełnym klasy ze strony Slota. Było to improwizowane, skromne i głęboko symboliczne, biorąc pod uwagę, że Klopp stał w tym samym miejscu w środkowym kole Anfield w maju poprzedniego roku i skandował imię Slota.
James Pearce
Ipswich Town 0-2 Liverpool (17 sierpnia 2024 r.)
Występ w drugiej połowie pokazał potencjał Liverpoolu pod wodzą Slota w jego debiucie.
Ipswich, po powrocie do Premier League po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat, desperacko próbowało zrobić wrażenie w pierwszej wymianie ciosów, ale po przerwie klasa Liverpoolu dała o sobie znać. Szczególnie imponujący okazał się Salah.
Liverpool do końca meczu był poza zasięgiem przeciwnika. Zawodnicy wydawali się czuć komfortowo w stylu gry, który wymagał większej cierpliwości i, co za tym idzie, większego posiadania piłki. Slot zdążył już zaznaczyć swoją obecność.
Występ ten pokazuje, co potrafi wnieść w pełnym, niezakłóconym okresie przygotowawczym.
Simon Hughes
Manchester United 0-3 Liverpool (1 września 2024 r.)
To był mecz, po którym kibice Liverpoolu — i reszta Premier League — zaczęli naprawdę zwracać uwagę na Slota.
Z łatwością wypunktował Manchester United, a następnie spokojnie wyjaśnił, jak tego dokonał, dzieląc się wnikliwą analizą w wywiadzie pomeczowym.
Zawodnicy Liverpoolu byliby w każdych okolicznościach niezwykle usatysfakcjonowani przekonującym zwycięstwem na Old Trafford, ale osiągnięcie tego pod wodzą nowego trenera wydawało się jeszcze bardziej wyjątkowe.
Salah był gwiazdą tego meczu, strzelając dwa gole i asystując przy kolejnym, ale kluczowa była również rola Luisa Diaza na lewej stronie boiska, gdy Liverpool obnażył system gry United, wystawiając skrzydłowych wysoko.
To był dopiero trzeci mecz Slota, ale czuło się, że to początek czegoś wielkiego.
Gregg Evans
Liverpool 2:1 Brighton & Hove Albion (2 listopada 2024 r.)
Wybór pozornie zwyczajnego ligowego zwycięstwa jako pamiętnego może wydawać się dziwny, ale to był mecz, w którym Slot naprawdę pokazał swój wpływ.
Obrońca Brighton, Ferdi Kadioglu, wyprowadził drużynę gości na prowadzenie, strzelając gola tuż przy słupku, co często gubiło drużynę Slota w pierwszych minutach meczu. Liverpool był nieszczelny w obronie i miał szczęście, że do przerwy nie stracił więcej bramek.
W przerwie Slot wymienił Ibrahimę Konate na Joe Gomeza, ale to wejście Diaza i Jonesa z ławki rezerwowych było katalizatorem zmian, dzięki którym Liverpool strzelił dwa gole w ciągu trzech minut, odwracając losy spotkania.
Ta wygrana zapoczątkowała serię znakomitych zwycięstw, w których do grudnia The Reds pokonali Bayer Leverkusen, Aston Villę, Real Madryt i Manchester City.
Mark Carey
Milan 1:3 Liverpool (17 września 2024 r.)
Po pierwszej porażce w roli menedżera Liverpoolu, przegranego z Nottingham Forest 1:0 na Anfield, widok Christiana Pulisicia strzelającego gola w trzeciej minucie swojego pierwszego meczu w Lidze Mistrzów był ostatnią rzeczą, jakiej Slot by sobie życzył.
Wyjazd na San Siro był poważnym testem reakcji nowego trenera Liverpoolu i jego drużyny na przeciwności losu. Gdyby Liverpool nie otrząsnął się po tej porażce, kto wie, w jakim kierunku potoczyłby się sezon? Na tak wczesnym etapie rozgrywek, być może nie miało to większego znaczenia, ale łatwość, z jaką The Reds przetrwali resztę meczu i wygrali 3:1, dodała im ogromnej pewności siebie i dynamiki.
To dowiodło, że mentalność, która była tak kluczowa dla sukcesu pod wodzą Kloppa, pozostała, i dało wgląd w resztę sezonu. Liverpool reagował na wszelkie niepowodzenia, jakie napotykał w drodze do mistrzostwa.
Andy Jones

Komentarze (3)
I jak go nie lubić skoro mimo zbliżającej się rocznicy grania padaki nasz kudłaty jest z siebie taki dumny.