Od Mohameda Salaha do Rio Ngumohy
W Liverpoolu dokonuje się właśnie zmiana pokolenia.
Dla Andy'ego Robertsona i Mohameda Salaha jest to długie pożegnanie. Po sobotnim zwycięstwie 2:0 nad Fulham w Premier League uwielbiany przez kibiców duet stanął przed The Kop i dziękował fanom, którzy śpiewali na ich cześć przyśpiewki.
Emocje będą jeszcze rosły i skumulują się w trakcie ich pożegnania na Anfield po spotkaniu z Brentfordem, które odbędzie się 24 maja. Liverpool straci dwie legendy, które na boisku wnosiły bardzo wiele i ustanawiały w klubie standardy. Tę lukę będą musieli wypełnić nowi liderzy szatni.
- Spodziewałem się, że kilkukrotnie usłyszę swoją piosenkę - powiedział na antenie Sky Sports wicekapitan Robertson, który w czwartek potwierdził, że odejdzie z zespołu wraz z końcem sezonu.
- Ten klub znaczy dla mnie bardzo wiele. Dużo mu zawdzięczam, ponieważ sprawił, że jestem w tej chwili tym kim jestem. Będę starał się cieszyć każdą chwilą, którą tu spędzam.
W przyszłym sezonie ze składu, który w 2019 roku w Madrycie wygrał w finale Ligi Mistrzów z Tottenhamem pozostaną tylko Virgil van Dijk, Alisson i Joe Gomez. Wszystkim trzem umowy kończą się za nieco ponad rok.
Ze zmianami wiąże się niepewność, a tego nie brakuje w Liverpoolu. Czy zespół będzie w stanie uratować cokolwiek z tego mizernego sezonu, kiedy we wtorek na własnym obiekcie podejmie PSG i postara się odrobić dwubramkową stratę z pierwszego spotkania? Czy Arne Slot zostanie obdarzony zaufaniem i będzie nadzorował tę transformację dłużej niż do końca maja? Odpowiedzi poznamy już niedługo.
Nadziei zdaje się nieco bramkować po serii trzech porażek z rzędu, przez które drużyna utrudniła sobie zadanie zakończenia kampanii w najlepszej ligowej piątce, odpadła z Pucharu Anglii i znajduje się w szalenie trudnej sytuacji w Lidze Mistrzów. Zaczęto kwestionować mentalność i jakość piłkarzy, których sprowadzono za wielkie pieniądze. Kibice tracą też cierpliwość i zdają się okazywać coraz mniejsze wsparcie swojemu menadżerowi.
W trakcie sobotniego starcia zdarzały się momenty, w których można było przeczuwać nadchodzące negatywy. Liverpool kolejny raz dominował posiadanie piłki, ale nie robił z nią zbyt wiele, z kolei Fulham zaczynało dochodzić do głosu.
Gra gospodarzy była równie nijaka co atmosfera na trybunach. Na The Kop brakowało zwyczajowych kolorów, w ramach protestu przeciwko decyzji Fenway Sports Group o podniesieniu cen biletów na przestrzeni następnych trzech lat na trybunie nie pojawiły się flagi i banery. Frustrację słychać było, kiedy najpierw wybrzmiało skandowane 'wsadźcie sobie te ceny w dupę', a następnie 'wy chciwe dranie, dosyć tego!'.
Jednak kiedy emocje na trybunach zaczęły buzować, na wysokości zadania stanął Rio Ngumoha i przeważył o losach meczu.
Wykonał zwód w jedną stronę, potem w drugą, czym 17-latek zgubił Timothy'ego Castagne'a, a następnie posłał kapitalny strzał w długi róg bramki. Tym samym, w wieku dokładnie 17 lat i 225 dni, został najmłodszym strzelcem bramki na Anfield, bijąc osiągnięcie Rahima Sterlinga z pojedynku z Reading w 2012 roku.
- Rio był niesamowity - powiedział Robertson. - To tylko pokazuje, że czasami nie warto słuchać bardziej doświadczonych kolegów! Krzyczałem do niego, że go obiegam, a on mimo wszystko ściął do środka. To wykończenie było kapitalne.
- Cały czas się uczy, uważnie nas słucha. To świetny dzieciak. Przed nim wielka przyszłość, ale już teraz radzi sobie dobrze.
Tylko Wayne Rooney i Cesc Fàbregas byli młodsi, kiedy rozpoczęli od pierwszej minuty mecz w Premier League i strzelili w jego trakcie bramkę, a sam Ngumoha jest jednym z niewielu plusów trwającego sezonu w Liverpoolu.
Jego obecność jest jak powiew świeżego powietrza w zespole, w którym brakuje obecnie wiary i płynności. Nie boi się niczego i swoją szybkością i nieprzewidywalnością na lewej flance zmusza przeciwników do błędów.
Ngumoha miał też swój udział przy podwyższeniu prowadzenia przez The Reds jeszcze przed przerwą, to on znalazł podaniem Cody'ego Gakpo, który następnie zagrał do Mohameda Salaha. Było to pierwsze trafienie Egipcjanina na Anfield od czasu wygranego 2:0 spotkania z Aston Villą 1 listopada.
- Miesiąc czy dwa temu wspominałem, że Rio będzie dostawał więcej minut, bo staje się coraz silniejszy i coraz więcej pokazuje w trakcie spotkań, kiedy pojawia się na boisku, a także na treningach - powiedział Slot.
- W jego grze jest więcej mocy, a tego potrzeba, kiedy gra się przeciwko najlepszym obrońcom świata. Ma wyjątkową cechę, którą w nowoczesnej piłce widujemy rzadko - dominuje w pojedynkach jeden na jednego. Właśnie to zrobił, kiedy strzelił swojego gola, dryblingiem uwolnił piłkę, a potem umieścił ją w siatce strzałem w stylu Mo Salaha.
Z całą pewnością pojawią się głosy wzywające do umieszczenia Rio w wyjściowej jedenastce na rewanż z PSG, ale nie jest to tak łatwa decyzja. Tak, Liverpool na pewno będzie musiał zaryzykować, a on bez wątpienia jest gotowy przetestować obecnych triumfatorów Ligi Mistrzów, jednak ze względu na zagrożenie, jakie na tej flance stanowi Achraf Hakimi równie istotna będzie praca bez piłki.
- Czy on jest w stanie grać w taki sposób i na takim poziomie? Tak - dodał Slot. - Pytanie brzmi: Czy będzie potrafił powtórzyć to kilka dni później? Widzieliście intensywność starcia w Paryżu.
Ngumoha powinien być poważniejszym kandydatem do miejsca w wyjściowej jedenastce niż Gakpo, jednak jeżeli Slot postawi na trójkę pomocników w osobach Ryana Gravenbercha, Alexisa Mac Allistera i Dominika Szoboszlaia, wtedy na lewym skrzydle może wystąpić Florian Wirtz. Chociaż w pierwszym spotkaniu nie wystąpił, Salah powinien znaleźć się na prawej flance, a na szpicy prawdopodobnie znajdzie się Hugo Ekitiké, który odpoczywał w sobotę.
Spośród ostatnich dwunastu sytuacji, w których Liverpool po pierwszym starciu dwumeczu w Europie przegrywał dwoma golami lub więcej, zespołowi udało się odrobić straty tylko dwukrotnie - przeciwko Auxerre w 1991 i Barcelonie w 2019. Stopień trudności zwiększył się tylko ze względu na odpoczynek ekipy Luisa Enrique, której ligowe starcie z Lens zostało przełożone.
Po meczu z Fulham PSG na pewno nie zacznie panicznie obawiać się Liverpoolu, ale według Slota to zwycięstwo dało drużynie wyczekiwane wytchnienie. Według danych Opty w tym spotkaniu strzelców bramek dla Liverpoolu dzieliła największa różnica wieku w historii klubu, Salah jest w końcu o 16 lat i 75 dni starszy od Ngumohy.
Jeden z nich to legenda klubu, która swoimi osiągnięciami na zawsze zapisała się w annałach zespołu, ale która niedługo odejdzie. Ten drugi udowodnił, że bez znaczenia co wydarzy się w najbliższych tygodniach, będzie nieodzowną częścią przyszłości.
James Pearce

Komentarze (0)