Opinie prasy po przegranej z Aston Villą
Przedstawiamy przegląd tego, jak brytyjskie media oceniły porażkę Liverpoolu 2:4 z Aston Villą.
Liverpool poniósł swoją 12. porażkę w tym sezonie Premier League, gdy Aston Villa zasłużenie wygrała 4:2 na Villa Park w piątkowy wieczór.
Dwa gole Virgila van Dijka były jedynie honorowym akcentem dla gości, podczas gdy Ollie Watkins zdobył dublet, a na listę strzelców wpisali się także Morgan Rogers i John McGinn.
Poniżej przedstawiamy opinie prasy na temat spotkania.
Paul Joyce, pisząc dla The Times, zauważa:
- Byli nijacy, po raz kolejny kompletnie rozbici bez piłki, ale według trenera Arne Slota wystarczy kilka korekt latem, by znów stać się drużyną, którą kibice pokochali.
- To będzie jednak historia odkupienia na ogromną skalę, zwłaszcza że wielu fanów ruszyło z powrotem autostradą M6 jeszcze przed końcowym gwizdkiem. Koszmarny rok Holendra trwa nadal, a nadzieje Liverpoolu na grę przy europejskim stole w przyszłym sezonie przeciągną się do ostatniego tygodnia rozgrywek.
- Liverpool przyjechał tutaj w rozsypce. Tydzień po powrocie po problemach z pachwiną Alexander Isak znów był nieobecny z powodu drobnego urazu, co idealnie wpisuje się w obraz całkowicie rozczarowującego sezonu.
- Lekcji do wyciągnięcia z tej kampanii jest zbyt wiele, by je wszystkie wymieniać, ale poprawa stanu zdrowia Isaka - nawet biorąc pod uwagę złamaną nogę, której doznał w połowie sezonu - jest kluczowa, jeśli optymizm Slota dotyczący przyszłego sezonu ma się spełnić. W przeciwnym razie inwestycja wynosząca 125 milionów funtów nigdy się nie zwróci.
Na łamach The Telegraph Dominic King napisał:
- Po 37 meczach Aston Villę i Liverpool dzielą tylko trzy punkty, ale tego wieczoru różnica między nimi wydawała się ogromna - jakby wynosiła 3000 mil…
- Liverpool natomiast jest cieniem drużyny, którą powinien być. Grają jedynie fragmentami, a sam fakt, że nadal mogą awansować do Ligi Mistrzów, jest bardziej dowodem na nierówność Premier League niż jakimkolwiek wielkim osiągnięciem.
- Stracili już 52 gole, a to była ich 19. porażka, choć jeśli doliczyć przegrany mecz o Tarczę Wspólnoty z Crystal Palace, daje to 20 porażek we wszystkich rozgrywkach. To skandaliczna liczba, która wyśmiewa status, z jakim wchodzili w sezon. Mistrzowie nie przegrywają 20 spotkań.
- Arne Slot wie, że odpowiedzialność spoczywa na nim i choć właściciele Liverpoolu z Fenway Sports Group nadal mu ufają, presja ze strony kibiców osiąga trudny do zniesienia poziom. Wyciągnięcie się z obecnej sytuacji będzie wyczynem godnym Houdiniego.
Samuel Meade z The Mirror pisze:
- Choć Liverpool podniósł się po kryzysie w środku sezonu, kiedy przegrał dziewięć z 12 spotkań, i wygląda na to, że powinien wywalczyć miejsce w Lidze Mistrzów, samo oglądanie ich gry pozostawia mnóstwo pytań. Slot stoi przy linii bocznej, a człowiek zastanawia się, czy zna odpowiedzi.
- Nawet ich gol w piątkowy wieczór padł po stałym fragmencie gry, a ich pomysły ofensywne były ograniczone poza krótkim indywidualnym przebłyskiem jakości Ngumohy, najmniej doświadczonego zawodnika w czerwonej koszulce. W defensywie wyglądali słabo - i mieli szczęście, że stracili tylko trzy gole. Problemy, które ujawniły się jesienią, nadal istnieją, a jeśli Liverpool ma wrócić silniejszy, lato musi być brutalnie szczere.
- Bournemouth od tygodnia patrzyło na ten mecz z zainteresowaniem, wiedząc doskonale, że albo Liverpool, albo Villa stracą punkty. Andoni Iraola desperacko chce zakończyć sezon mocnym akcentem, a ten sukces może jeszcze oznaczać Ligę Mistrzów, choć zadanie pozostaje bardzo trudne.
- Podczas gdy Liverpool stracił punkty w piątkowy wieczór, Bournemouth będzie próbowało zmniejszyć dystans w meczu z Manchesterem City. Ich wpływ na tabelę może być ogromny - mają szansę na europejskie puchary, ale także mogą wręczyć Arsenalowi tytuł mistrza Premier League.
Lewis Steele z Daily Mail napisał:
- Głównym słowem, które było słychać na trybunie Holte End po końcowym gwizdku, był ‘Stambuł’, gdy kibice Aston Villi śpiewali o swoim nadchodzącym wyjeździe do tureckiej metropolii na przyszłotygodniowy finał Ligi Europy.
- Jeśli chodzi o Arne Slota, który przy linii bocznej wyglądał na przygnębionego i wręcz złamanego człowieka, to potrzebuje on cudu podobnego do tego, który Liverpool stworzył w Stambule przed laty, jeśli ma wrócić z obecnej pozycji człowieka, którego kibice uznali za niewłaściwego.
- Tak jak Liverpool przegrywał 0:3 do przerwy w legendarnym finale z 2005 roku, ale ostatecznie wygrał, tak Slot wygląda dziś na całkowicie pogrążonego.
- Jego drużyna nadal ma Ligę Mistrzów w swoich rękach, ale dwa ambitne zespoły z południowego wybrzeża - Bournemouth i Brighton - będą wierzyć, że mogą dokonać niemożliwego i wyprzedzić aktualnych mistrzów Premier League w walce o ostatnie miejsce przy europejskim stole.
- Choć zespół Unaia Emery’ego czekał w środę finał definiujący całą erę, to właśnie oni wyglądali na drużynę, która bardziej chciała tego zwycięstwa. Mieli więcej energii, byli lepiej przygotowani fizycznie i z łatwością rozrywali fatalną defensywę Liverpoolu.
-‘ Rano cię zwolnią’ - śpiewali kibice Villi w kierunku Slota. Zaledwie dzień wcześniej Holender mówił z dużą pewnością, że będzie trenerem Liverpoolu także w przyszłym sezonie. Klub również w to wierzy - ale jak długo to potrwa?
A w ocenie Liverpool Echo czytamy:
- Pomeczowe odtworzenie hymnu Ligi Mistrzów, potwierdzające udział Aston Villi w tych rozgrywkach w przyszłym sezonie, musiało być dla Liverpoolu dodatkowym ciosem po tak wyraźnej porażce.
- To złote czasy dla tej części Birmingham. Oficjalnie potwierdzono ich udział w odświeżonej i niezwykle lukratywnej Lidze Mistrzów, a w przyszłym tygodniu czeka ich jeszcze finał Ligi Europy z trenerem słynącym ze skuteczności w tych rozgrywkach.
- Runda honorowa i świętowanie końca sezonu wokół Villa Park były najlepszym dowodem na to, że ten klub jest na wyraźnej fali wznoszącej. Wszyscy tam ciągną wózek w jedną stronę. Tego samego nie można obecnie powiedzieć o Anfield.
- Problem Liverpoolu polega na tym, że decydując się pozostać przy Slocie - co mimo rosnącej liczby kibiców domagających się zmian nigdy tak naprawdę nie było poważnie kwestionowane - będą musieli być niemal perfekcyjni od pierwszego gwizdka nowego sezonu, aby uciszyć niezadowolenie.
- A taka potrzeba perfekcji pozostawia bardzo mały margines błędu. Czy w takich warunkach da się zbudować długoterminowy sukces?

Komentarze (0)