LIV
Liverpool
Towarzyski
26.07.2026
00:00
SUN
Sunderland
 
Osób online 1051

Iraola: o chemii i Frankensteinie


Na odpowiednio nazwanym stadionie Vitality (ang. witalność, energia), 48 godzin przed meczem Bournemouth z Wolves w Premier League, Andoni Iraola uśmiechał się, śmiał i mówił o znaczeniu kreatywności i energii, chemii oraz szczęścia w piłce nożnej i poza nią.

- Nie mam powodów do narzekań - powiedział. Myślę, że mamy bardzo dobrą szatnię, zdrową szatnię. To jest coś, co na koniec sezonu zagwarantuje ci wiele punktów. Kiedy pojawiają się problemy, wiesz, jakich ludzi chcesz mieć obok siebie. Nie mam żadnych zastrzeżeń. Radość przynosi punkty.

To nieoczekiwany zwrot w rozmowie, ponieważ Iraola następnie skinął głową w stronę książki leżącej na biurku przed nim i powiedział: Ta jest bardzo nieszczęśliwa. Niebezpieczna droga.

- Ale podobała mi się ta książka.

Książką, o której mowa, jest „Frankenstein” Mary Shelley. Iraola wspomniał o niej programowi dla osób niesłyszących Sign Up stacji TNT Sports jeszcze przed tym wywiadem. Nie tylko przeczytał tę powieść, i to dawno temu, jak mówi, ale po objęciu stanowiska menedżera Bournemouth odwiedził również grób Shelley.

Coś, o czym miejscowi wiedzą, choć niekoniecznie reszta kraju, to fakt, że Shelley jest pochowana w samym centrum Bournemouth.

- Czytałem ją, kiedy miałem jakieś 19, 20 lat - powiedział Iraola. Pamiętam ten proces, bo zacząłem od czytania „Draculi” Brama Stokera i bardzo mi się spodobała. To była inna książka, napisana w inny sposób, w formie listów, jedna koperta, potem kolejna. Bardzo mi się podobała i wtedy pomyślałem: „Dobrze, teraz sięgnę po „Frankensteina”, może będzie czymś podobnym”.

- Ale teraz, kiedy sobie przypominam, „Frankenstein” Mary Shelley jest całkowicie inny. Nie ma nic wspólnego z „Draculą”. Ale również mi się podobała.

- O związku z Bournemouth nie wiedziałem, dopóki tu nie przyjechałem. Pewnego dnia spacerowałem z żoną i wydaje mi się, że to ona powiedziała: „Czytałam, że grób Mary Shelley jest gdzieś tutaj”. I rzeczywiście jest w samym centrum miasta. Można tam pójść i go zobaczyć. To miłe miejsce, nie wygląda na nic szczególnego, ale myślę, że jest częścią historii tego miejsca. To było ciekawe doświadczenie”.




Iraola potwierdził zewnętrzne wrażenie człowieka futbolu o wyjątkowo intelektualnym usposobieniu i szerokich zainteresowaniach. Studiował prawo, gdy ponad dwadzieścia lat temu przechodził do profesjonalnej piłki jako zawodnik Athletic Club. Mówi, że czytanie zawsze było częścią jego życia, również piłkarskiego.

- Zacząłem czytać dość wcześnie i pamiętam, że przez całe moje piłkarskie życie, odkąd zostałem zawodowcem w wieku 20 lat, podczas podróży autobusem, samolotem, zawsze miałem przy sobie książkę - powiedział Iraola. Nie było to częścią przygotowań, ale pomagało mi na godzinę czy dwie zapomnieć o tym, co dzieje się wokół.

- To, co czerpię z literatury, to pewien rodzaj oderwania się od futbolu. Kiedy zaczynasz czytać książkę, myślisz o innych rzeczach, nie myślisz o piłce. To jak spacer albo jazda na rowerze.

- Zazwyczaj czytam jedną książkę detektywistyczną, dość łatwą, noir, a potem próbuję przeczytać jedną bardziej wymagającą intelektualnie, taką, która wymaga większego skupienia. Tak robię od lat.


Shelley miała 20 lat, kiedy pisała „Frankensteina” na początku XIX wieku, co, jak przyznał Iraola, jest oszałamiające, jeśli wziąć pod uwagę pełną niepokoju i futurystyczną tematykę tej książki. Powieść ukazała się w 1818 roku i nigdy nie zniknęła z druku. Shelley została pochowana w Bournemouth, ponieważ jej syn Percy, który mieszkał w pobliskim Boscombe, przeniósł tam jej szczątki oraz szczątki jej wybitnych rodziców, Mary Wollstonecraft i Williama Godwina, z Londynu. Ten akapit ledwie oddaje niezwykłość jej życia.

- Pokolenia przed nami były, moim zdaniem, znacznie dojrzalsze w tym samym wieku - powiedział Iraola. My czasami chcemy być wiecznymi dziećmi, kontynuujemy studia niemal do trzydziestki. Życie wyglądało inaczej, kiedy ona żyła. Trzeba było szybciej dorosnąć. Myślę, że to niesamowite, że potrafiła napisać tę książkę mając 20 lat.

Iraola nie próbował kreować się na intelektualistę futbolu. Odpowiadał jedynie na pytania i szybko wracał do tematów piłkarskich. Jednak od czasu do czasu znów odnosił się do leżącej przed nim powieści i mówił, że nadal widzi: dwóch, trzech zawodników z książkami podczas wyjazdów Bournemouth, choć: dziś wszyscy jesteśmy w telefonach i nadal czytamy, tylko w inny sposób.

Siedział w dresie z inicjałami „AI”, a jeśli szukać jednego z pierwszych przykładów sztucznej inteligencji, to właśnie bezimienna „istota” stworzona przez Victora Frankensteina w powieści Shelley mogłaby nim być. „W przypływie entuzjastycznego szaleństwa stworzyłem rozumną istotę” stwierdza w pewnym momencie Frankenstein.

Iraola znów się uśmiechnął. Wróci później do takich dwuwyrazowych określeń jak „entuzjastyczne szaleństwo” i zaczął mówić o procesie twórczym w powieści oraz w pracy trenera piłkarskiego. Można tu dostrzec pewne podobieństwo - powiedział.

- W książce tworzą coś i nie wiedzą, jakie będą reperkusje, jakie będą konsekwencje tego, co stworzyli. Czasami popełniasz błędy podczas tworzenia. W tym procesie uczysz się na błędach i stajesz się lepszy. Prawdopodobnie nigdy nie patrzyłem na to w ten sposób, wskazuje na książkę, ale to prawda, że kiedy dajesz sobie swobodę i wyruszasz w nowe miejsca, nie znasz końcowego efektu.

- Ale czasem trzeba zaryzykować. Na szczęście dla mnie, i nie na szczęście dla bohaterów tej książki, mówimy o futbolu. Konsekwencje nie są tak straszne jak te, które pojawiają się w powieści. Możesz przegrywać mecze, w najgorszym przypadku możesz zostać zwolniony. Ale nawet jeśli wydarzy się najgorsze, to nadal tylko gra.

Przerywa na chwilę, po czym dodaje:

- Ale jeśli ponosisz porażkę, zawsze powtarzam, musisz ponosić ją z własnymi pomysłami.

Iraola powiedział, że jego idee trenerskie niewiele zmieniły się od pierwszych dni pracy szkoleniowej w AEK Larnaka na Cyprze, osiem lat temu. Następnie pracował w Mirandés w Segunda División, później w Rayo Vallecano, a w czerwcu 2023 roku trafił do Bournemouth. Iraola odszedł z Bournemouth po zakończeniu sezonu, ale dopiero po zapewnieniu klubowi gry w Lidze Europy.

- To co dało mi szansę znaleźć się tutaj i trenować w Premier League, to idee, którym ufam od samego początku - powiedział. Trzeba się dostosowywać, ale jeśli obejrzelibyście pierwsze mecze drużyny, którą prowadziłem na Cyprze, to zobaczylibyście, że to, co próbowała robić, jest bardzo podobne do tego, co próbujemy robić tutaj. W trakcie nauki zdobywasz doświadczenie, ale główna idea nie zmienia się zbyt mocno.

- Od początku wiedziałem, co chcę robić. Musiałem nauczyć się wielu drobnych rzeczy, niektórych wcale nie tak drobnych i bardzo ważnych, ale głównego podejścia nie zmieniłem, ponieważ właśnie taki futbol kocham i właśnie w taki sposób czuję się komfortowo jako trener. Mógłbym grać inaczej i mam do tego narzędzia, ale myślę, że byłbym gorszym trenerem, praktykując styl gry, którego nie czuję w sobie.




Styl Iraoli można określić jako połączenie kolektywnej struktury z dynamicznym indywidualizmem. Po rozbiciu Newcastle 4:1 na St James’ Park w styczniu 2025 roku pomocnik Tyler Adams opisał to podejście jako „kontrolowany chaos”.

Był to komplement wyrażony w dwóch słowach, ale Iraola nie chce zachęcać do używania tego określenia. Bardziej odpowiednia byłaby zorganizowana spontaniczność. Nie jest też szczególnie zainteresowany porównaniami do Marcelo Bielsy, który był jego trenerem w Bilbao. Marcelo jest... można się od niego bardzo wiele nauczyć. Ja jestem dość konwencjonalny - powiedział Iraola.

- Nie jestem pewien, czy podoba mi się używanie tego słowa, chaos, gdy mówi się o moich drużynach - powiedział. Ludzie używają tego określenia, szczególnie tutaj, w Anglii, i rozumiem, co mają na myśli, ale myślę, że za tym wszystkim kryje się znacznie więcej organizacji, niż się wydaje.

- Musi istnieć dobra organizacja, a z dobrej organizacji mogą rodzić się bardzo dobre pomysły, to, co zawodnicy robią z piłką. Trzeba jednak wyznaczyć punkt wyjścia. Niebezpiecznie jest kojarzyć kreatywność z całkowitym bałaganem. Trzeba stworzyć strukturę i doprowadzić zawodników do pozycji, z których sami będą podejmować decyzje.

- Gra należy do zawodników. Trenerzy są jedynie pomocnikami. Trenerzy nie mogą udawać, że kontrolują grę, na szczęście dla futbolu. Ale staram się wspierać kreatywność, nie ograniczać liczby kontaktów z piłką podczas treningu, zachęcać do prowadzenia piłki, pojedynków jeden na jednego i podejmowania ryzyka. Bo myślę, że to najłatwiejszy sposób na zrobienie różnicy.

- Można organizować schematy, ale zbiorowo wiele rzeczy musi dziać się synchronicznie. Zawodnicy dzięki własnej inicjatywie mogą zrobić różnicę.

Iraola nie krytykuje Adamsa. Po prostu doprecyzowuje swoje trenerskie podejście.

-To coś, co trzeba rozwijać codziennie na treningach - mówi Iraola. Czasami uwielbiam ćwiczenia, podczas których zawodnicy muszą podejmować mnóstwo decyzji. To nie jest zamknięte zadanie, gdzie mówisz im tylko, żeby podali stąd tam. Zazwyczaj staramy się trenować w ćwiczeniach z przeciwnikiem, bo inaczej wydają mi się trochę sztuczne. Kiedy ktoś cię naciska, wszystko staje się zupełnie inne.

- Podczas takich ćwiczeń czasami muszą nawet oszukiwać albo znajdować sposoby na wygranie zadania. Uważam, że to dobre dla rozwoju zarówno zespołowego, jak i indywidualnego. Już od poziomu akademii zachęcam trenerów do tworzenia ćwiczeń wymagających od zawodników dużego wysiłku mentalnego.



Kiedy dziennikarze The Athletic odwiedzili Bournemouth, trudno było nie zauważyć ciepła Iraoli i sposobu, w jaki zawodnicy reagowali na stworzone środowisko. Jednak Iraola przyznał, że dystans menedżerski jest cechą, którą musiał wypracować od czasów pracy w Larnace.

Z tego jednak wynika jego najważniejszy ludzki składnik, chemia, a ta prowadzi do niezbędnej radości w miejscu pracy.

- Kiedy muszę podejmować decyzje, muszę być bardzo chłodny - powiedział. Czasami chcesz, żeby zawodnik, którego bardzo lubisz jako człowieka, odnosił sukcesy, ale jeśli ma być gorszy od kogoś, kogo nie lubisz aż tak bardzo, musisz myśleć o grupie. To trudne.

- Musisz myśleć o tym, jakich ludzi chcesz mieć wokół klubu i kto sprawi, że grupa zawodników oraz atmosfera wokół klubu będą lepsze. Czasami są zawodnicy, o których nie sądzisz, że zasługują na grę, ale wiesz, że dadzą ci większą szansę na zwycięstwo. Musisz wybierać i musisz być uczciwy.

- Chemia jest kluczowa. Jest obowiązkowa. Nie widziałem wielu drużyn osiągających dobre wyniki bez chemii, ale jest to coś, co trzeba budować. Potrzebujesz dobrych liderów, którzy ustanowią kulturę wewnątrz klubu i jasne wartości, ponieważ na boisku te wartości będą widoczne.

- Radość w zespole jest bardzo ważna. To dlatego menedżerowie tak cenią zawodników, którzy nie grają zbyt wiele, ale bardzo dobrze trenują. Trudno takich znaleźć i to właśnie tych zawodników żaden menedżer nie chce stracić. Dla mnie są oni naprawdę cenni, nawet jeśli sami nie postrzegają tego w ten sposób.

- To jeden z głównych elementów chemii. Jeśli grasz, bardzo łatwo być szczęśliwym, ale ci, którzy nadal naciskają i pracują mimo braku gry, utrzymują wysoki poziom.

Iraola mówi to z pełnym przekonaniem, bardzo poważnie. W „Frankensteinie” Shelley napisała:

- Kiedy fałszywość może wyglądać tak bardzo jak prawda, kto może być pewny własnego szczęścia?

W lutym 2025 roku Iraola wiedział, co tworzy w Bournemouth. Był to wielki uśmiech.

Przed tamtym weekendowym meczem, w sobotnie południe, naprzeciwko kościoła św. Piotra znajduje się pub, w którym kibice Bournemouth zaczynali gromadzić się na przedmeczowe piwo. Nazywa się Mary Shelley. Na szyldzie widnieje głowa potwora Frankensteina w stylistyce Hammer Horror.

W środku Andrew i Brian, wieloletni kibice Bournemouth, rozmawiali ze sobą. Andrew promieniał. Był na Anfield w sierpniu 2022 roku, gdy Liverpool rozgromił Bournemouth 9:0, dlatego szczególnie doceniał poprzedni sezon, nie wspominając już o tym zakończonym niedawno.

- Jedenaście godzin w autokarze, a teraz pokonujemy Manchester City -powiedział.



Kiedy usłyszał, że Iraola był po drugiej stronie ulicy przy grobie Shelley, zrobiło to na nim wrażenie. Ale był pod wrażeniem już wcześniej.

- Eddie Howe powinien mieć pomnik przed stadionem, a Iraola jest absolutnie niesamowity - powiedział. Iraola rozwinął tych zawodników, Justina Kluiverta, Ryana Christie i wielu innych. Wyniósł ich na niezwykle wysoki poziom. A oni dają z siebie wszystko, to widać. To sprawia, że jako kibic czujesz dumę.

Bournemouth przegrało tamten mecz i nie zakwalifikowało się do europejskich pucharów. Jednak w tym sezonie już się udało, kończąc rozgrywki Premier League na szóstym miejscu.

Teraz Iraola opuścił Bournemouth i dołączył do zespołu, który zakończył sezon Premier League o jedno miejsce wyżej od nich, Liverpoolu.

Michael Walker

Doceniasz naszą pracę? Postaw nam kawę! Postaw kawę LFC.pl!

Komentarze (1)

Pavele 07.06.2026 16:42 #
Dobra "lektura" więcej takich proszę:)

Pozostałe aktualności