Opinie prasy po meczu
Przyjrzyjmy się reakcji mediów krajowych na bezbramkowy remis Liverpoolu z Arsenalem w Premier League.
Liverpool przedłużył swoją serię meczów bez porażki do 10, remisując 0:0 z Arsenalem na Emirates w czwartek wieczorem. The Reds bronili się dobrze w starciu z liderami Premier League, ale nie zdołali przełamać najlepszej defensywy w kraju na jej drugim końcu boiska, remisując po raz trzeci z rzędu w 2026 roku.
Lewis Steele z „Daily Mail”
Od przerwy do 91. minuty Arsenal nie oddał ani jednego strzału, nie miał ani jednego rzutu rożnego i osiągnął przewidywany dorobek bramkowy na poziomie 0,0. To, że osłabiony Liverpool zdołał pokonać lidera ligi i ograniczyć go do tego poziomu, to ogromna zasługa Arne Slota.
Gdyby którykolwiek z trójki strzelców: Hugo Ekitike, Mohamed Salah czy Alexander Isak, był w formie i grał w drużynie, The Reds prawdopodobnie zdobyliby trzy punkty i odnieśliby największe zwycięstwo w sezonie.
Tak czy inaczej, musieli zadowolić się trzecim remisem w 2026 roku, ale tym razem, w przeciwieństwie do rozczarowujących punktów z Leeds i Fulham, brak zwycięstwa z pewnością nie był hańbą.
W pierwszej połowie trzeba było czekać i być cierpliwym, to był taki występ, jakiego można się spodziewać w nadchodzącym weekendzie w trzeciej rundzie Pucharu Anglii, kiedy to mały zespół walczy o życie na boisku giganta.
Może to brzmieć jak krytyka Liverpoolu, ale tak naprawdę to komplement. Gdyby Slot pojawił się w północnym Londynie i nie grał nieco bardziej pragmatycznie niż zwykle (jego drużyna miała głębszy skład, choć nie zawsze z własnej woli), skrytykowalibyśmy go za naiwność.
Mimo to stłumił dumę i przeszedł do nieco bardziej defensywnej gry, dołączając do Pepa Guardioli jako jedyny menedżer, który opuścił Emirates Stadium z punktem w tym sezonie. Również w tym meczu City zaprezentowało się odważnie, choć skończyło się bez bramek.
Główny korespondent piłkarski Daily Mirror, John Cross
Przedmeczowy pokaz świateł Arsenalu z filmem zatytułowanym „Rozpal piec” okazał się niewypałem, ponieważ mecz był co najwyżej letni, pomimo skali wydarzenia.
Szczerze mówiąc, było głośno i energicznie w zimną, deszczową noc, gdy północny Londyn przygotowywał się na sztorm Goretti, ale poczucie oczekiwania przerodziło się w frustrację Arsenalu.
To również sprawiło, że boisko było ciężkie i mokre, a piłka śmigała po murawie z ogromną prędkością. Z pewnością nie ułatwiało to życia, ale dla obu drużyn było podobnie.
Poziom Arsenalu mocno spadł po przerwie i nagle Liverpool przycisnął. Nikogo nie zaskoczyło, gdy Viktor Gyokeres zastąpił Gabriela Jesusa.
Arsenal, nawet po wprowadzeniu Jesusa i Gabriela Martinelliego, po prostu nie potrafił wejść na wyższy bieg, a Liverpool wyczuł swój moment, gdy mecz trwał dalej, a nerwy wkradały się na stadion.
Ostatecznie Arsenal nie dał rady, a to Liverpool zakończył mecz w lepszym stylu, a gospodarze prawdopodobnie byli zadowoleni ze zdobycia punktu.
„The Independent”, Richard Jolly
Arne Slot czekał 18 miesięcy na remis, a potem dwa remisy nadeszły w kolejne czwartki. Jak w powiedzeniu, remisy te nadeszły jak londyńskie autobusy; oskarżenie będzie brzmiało, że Liverpool zaparkował autobus. Dla Slota, menedżera, który powiedział, że „trudno było słuchać”, jak Liverpool został nazwany nudnym i nieciekawym, mecz, który trudno było oglądać, był przynajmniej dowodem na jego kunszt.
Przedłużenie serii meczów bez porażki do 10 pokazało, że solidniejszy restart był pewnym sukcesem. Ćwiczenie ograniczania strat zostało przeprowadzone kompetentnie. Liverpool ograniczył wskaźnik xG Arsenalu do 0,57. Byli już jedyną drużyną, która powstrzymała Arsenal przed strzeleniem gola w tym sezonie. Teraz zrobili to dwukrotnie.
Liverpool zanotował w tym sezonie zbyt mało czystych kont, ale udało mu się też pokonać Real Madryt, Inter i Aston Villę. Pokazali, że potrafią dobrze atakować i bronić, ale rzadko kiedy obie te rzeczy w tym samym meczu. Co więcej, po raz pierwszy od 15 lat w Premier League, Liverpool nie oddał ani jednego celnego strzału, pomimo trafienia przez Conora Bradleya w poprzeczkę Arsenalu z 25 metrów.
Pomijając to, nie był to żaden dowód na słuszność zasad ofensywnych, którymi Slot chwalił się w środę. Brakowało mu jednak napastników. Jednak jego podejście mogło świadczyć o tym, że realia zarządzania potrafią uczynić z każdego hipokrytę.
Werdykt ECHO
Okrzyk, który rozległ się z trybun gości, gdy końcowy gwizdek oznajmił bezbramkowy remis na Emirates, był okrzykiem buntu. Kibice Liverpoolu, schowani po przeciwnej stronie boiska, przypomnieli gospodarzom z Arsenalu, kim są ci, którzy wciąż, przynajmniej na razie, są mistrzami Anglii.
I choć to powód do dumy, to będą mogli się tym chwalić jeszcze tylko przez kilka najbliższych miesięcy, ale, co prawda bardzo późno, ale był to występ godny ich statusu.
Nie był płynny i nie prezentował się szczególnie okazale w dłuższych fragmentach, ale był zacięty i zdeterminowany w momencie, gdy plecy są przyparte do muru, a szczęki do ziemi.
Remisy często oznaczają porażki za sprawą PRu Liverpoolu, ale ten był powodem do pozytywnych refleksji. Teraz czas na budowanie na nim. W końcu nadal są mistrzami.

Komentarze (0)