Slot po zwycięstwie z Brighton
Bramki Curtisa Jonesa, Dominika Szoboszlaia i Mohameda Salaha zapewniły The Reds awans do piątej rundy.
Jones otworzył wynik w 42. minucie meczu czwartej rundy na Anfield, a po przerwie na listę strzelców wpisali się również Szoboszlai i Salah, przy czym ten drugi trafił z rzutu karnego.
Poniżej pełny zapis wypowiedzi Slota z pomeczowej konferencji prasowej.
O słowach Salaha, że Szoboszlai jest "jednym z najlepszych piłkarzy na świecie"…
– Na świecie jest wielu bardzo dobrych, wręcz elitarnych piłkarzy, ale zdecydowanie zgadzam się z Mo, że Dominik jest jednym z nich.
O tym, że Szoboszlai dokłada w tym sezonie więcej goli do swojej gry…
– Kiedy mówiłem [o tym, że pomocnik Liverpoolu musi strzelać gole], powinienem był może dodać, że grając w środku pola w Liverpoolu, trzeba też bardzo dużo biegać. Ale chodziło mi o to, że jako "dziesiątka" musisz również dawać liczby. Nie zawsze grał na pozycji numer 10, ale zdobywa coraz więcej bramek. Myślę, że Dominik jest świetnym przykładem modelu, który stosujemy w tym klubie. Sprowadzamy młodych zawodników z innych lig – w tym przypadku z Lipska, gdzie już był znany jako bardzo fizyczny piłkarz.
– Uważam jednak, że to uczciwe stwierdzenie: zawodnik, którego sprowadziliśmy, był już dobry, ale to, gdzie jest teraz, to poziom znacznie wyższy niż dwa i pół roku temu.
– Tak to wygląda, gdy podpisujesz kontrakty z młodymi graczami, dajesz im trochę czasu i pozwalasz im dużo grać. Dlatego sądzę, że ścieżka, którą przeszedł, to ta sama trajektoria, jakiej możemy oczekiwać od innych młodych zawodników, których sprowadziliśmy z innych lig. Już widać ich postęp, ale wiele razy mówiłem, że w przyszłym sezonie, pod koniec tego sezonu albo za dwa lata tacy gracze jak Hugo [Ekitike] i Florian [Wirtz] – bo to dwaj zawodnicy z Bundesligi – będą jeszcze lepsi niż są teraz, a już dziś są dla nas bardzo ważnymi i bardzo dobrymi piłkarzami.
O występie Salaha…
– Bardzo miło znów widzieć go na liście strzelców i z asystą. Ale najbardziej podoba mi się to, że o ile gole w jego wykonaniu można niemal brać za pewnik, to on bardzo pomaga drużynie także w defensywie. To coś niezwykle pozytywnego – coś, czego zespół potrzebuje.
– Myślę też, że coraz więcej zawodników jest w stanie grać na takiej intensywności co trzy dni. Na początku sezonu mieliśmy z tym duży problem – czasami trudno było nam utrzymać odpowiedni poziom intensywności raz w tygodniu, nie mówiąc już o grze co trzy dni. Teraz jednak jesteśmy do tego zdolni i coraz wyraźniej widać jakość, jaką posiadamy.
– Dlatego już wielokrotnie mówiłem, że przyszłość tego klubu z tymi zawodnikami w kadrze rysuje się w bardzo jasnych barwach. Ostatnie siedem, osiem, dziewięć czy dziesięć meczów tylko to potwierdza.
O tym, jak ocenia występ Jonesa na prawej obronie…
– Bardzo dobrze. Curtis jest bardzo dobrym piłkarzem – mówiłem to wiele razy także jemu i, swoją drogą, on się ze mną zgadza! Niestety dla niego gra w formacji, w której mam wielu dobrych i dostępnych zawodników. Gdyby występował na innej pozycji, grałby znacznie, znacznie więcej.
– To jedyna linia – odpukać – w której nie mieliśmy w tym sezonie problemów kadrowych, dlatego czasami potrzebujemy jego lub innych zawodników na innych pozycjach. I wielokrotnie radzili sobie bardzo dobrze. Dominik grał już na wielu pozycjach, Ryan [Gravenberch] wystąpił na środku obrony, a dziś Curtis musiał zagrać jako boczny obrońca i spisał się naprawdę świetnie.
– Bardzo cieszyło mnie, że pierwszy gol padł po asyście lewego obrońcy do prawego obrońcy – to wiele mówi o intencjach tych zawodników, gdy wychodzą na boisko.
O nieuznanym golu Rio Ngumohy…
– To jedyna rzecz, która nie różniła się od innych meczów – decyzja sędziego nie była na naszą korzyść. W tym sezonie zdarzało się to wielokrotnie. Wiele razy, czy to tutaj, czy w AXA, mówiłem, że musimy być w stanie wygrywać nawet wtedy, gdy decyzje są przeciwko nam. Musimy być na tyle dobrzy, by nie polegać na tym, czy przeciwko Manchesterowi City powinna być czerwona kartka dla Marca Guehiego, ani na innych decyzjach, które w tym sezonie nam nie sprzyjały.
– Dziś znów zapadła decyzja na naszą niekorzyść, która powinna wyglądać inaczej, bo Rio nie był na pozycji spalonej, ale mimo to wygraliśmy 3:0, więc nikt już o tym nie mówi. Nie śledzę wszystkiego, ale nie wydaje mi się, by dużo mówiono o tym, ile razy w tym sezonie zostaliśmy pokrzywdzeni decyzjami sędziów. Szkoda chłopaka, bo to byłby dla niego piękny moment – gol i asysta Cody’ego [Gakpo], który również zagrał dziś bardzo dobry mecz.
O tym, czy "cieszył się" brakiem systemu VAR…
– Generalnie lubię oglądać piłkę bez VAR-u, bo gdy pada gol, myślisz: "To bramka". Tak samo było przy nieuznanym golu [Gakpo]. Spojrzałem na liniowego, nie podniósł chorągiewki, więc pomyślałem: "Świetnie". Kilka sekund później jednak ją podniósł – i słusznie, bo był spalony. Wyjaśniono mi też, że chciał najpierw wiedzieć, kto strzelił; gdy usłyszał, że Cody, uznał, że był na spalonym – więc to była dobra i sprawiedliwa decyzja.
– Lubię VAR przy sytuacjach oczywistych. Nie mam tutaj na myśli czerwonej kartki dla Guehiego za faul na Mo Salahu, bo ja uważałem, że to było stuprocentowa kartka, ale słyszałem, że inni mogą żyć z tą decyzją. Skoro nawet tam uznano, że nie była to stuprocentowa czerwona kartka, to może trzymajmy się VAR-u, by stwierdzić, czy był spalony, czy nie lub czy piłka przekroczyła linię, a resztę niech sędzia rozstrzyga na boisku. To moje zdanie, choć wiem, że tak się nie stanie. Szczerze mówiąc, przyzwyczailiśmy się już do VAR-u i wolałbym, żeby był obecny podczas meczu.
O tym, czy Szoboszlai ma cechy "przyszłego lidera lub kapitana"…
– Tak, ale wciąż jest młody. Ma już wiele cech, zwłaszcza jeśli chodzi o dawanie przykładu na boisku. Natomiast w kwestii przywództwa – bycia bardziej wokalnym, zabierania głosu w szatni – jest jeszcze krok do wykonania, jeśli porównać go z Virgilem [van Dijkiem]. To zupełnie normalne, bo Virgil ma 34 lata i zapewne obserwował takich zawodników jak James Milner czy Jordan Henderson.
– Dla Dominika to bardzo dobre, że może patrzeć na Virgila. Kolejnym krokiem będzie stanie się równie głośnym i wyrazistym liderem jak on. To przyjdzie z czasem. Pod wszystkimi innymi względami ma jednak wiele atutów, by stać się bardzo wpływową postacią w Liverpoolu – a to można już nazwać byciem liderem.
O tym, czy Wataru Endō ma szansę wrócić do gry jeszcze w tym sezonie…
– Zdecydowanie jest taka szansa, ale przez jakiś czas będzie poza grą. Nie możemy jeszcze dokładnie określić, jak długo. Przy niektórych urazach diagnoza jest jasna od razu, przy innych trzeba kilku dni, by zobaczyć, jak sytuacja się rozwinie – i tak właśnie jest w przypadku Wataru.
– Nie będzie w kadrze w przyszłym tygodniu ani w przyszłym miesiącu, ale mamy nadzieję, że pod koniec sezonu będzie miał szansę znów być z nami. Wiele zależy od tego, jak najbliższe dni wpłyną na rozwój sytuacji.

Komentarze (1)