Liverpool biega mniej niż rywale - ale to nie jedyny problem
Przed porażką Liverpoolu 1:2 z Brighton & Hove Albion w Premier League, trener Arne Slot mówił o intensywnym przeciwniku, z którym jego drużyna miała się zmierzyć.
Zespół Fabiana Hürzelera to typ rywala, z którym Holender woli grać, ponieważ zarówno jego drużyna, jak i przeciwnik, starają się grać w piłkę opartą na posiadaniu.
Jednak później, podczas konferencji prasowej, Slot – śmiejąc się – zasugerował, że po zwycięstwie 4:0 nad Galatasaray w środku tygodnia, wolałby przygotowywać się do meczu z drużyną grającą nisko w obronie, mimo że był to problem Liverpoolu przez cały sezon.
Po dość wyrównanej pierwszej połowie, druga część meczu na południowym wybrzeżu pokazała, dlaczego Slot mógł preferować mniej energicznego rywala.
- Brighton zasłużyło na zwycięstwo, jeśli spojrzymy na drugą połowę. Pierwsza połowa była wyrównana. Byli lepszym zespołem i stworzyli lepsze sytuacje. Trzeba im oddać, że zagrali dobrze – powiedział Slot po meczu.
Była to szczera ocena trenera, ponieważ gospodarze z biegiem meczu się rozkręcali, podczas gdy jego drużyna gasła.
Mimo że wystawił ten sam skład, tydzień odpoczynku sprawił, że Brighton przebiegło łącznie więcej kilometrów – według TNT Sports – niż Liverpool, który miał nieco ponad 60 godzin przerwy między meczami.
Jeszcze bardziej zaskakujące jest to, że zespół Slota został „zabiegany” przez rywali w 26 z 30 poprzednich meczów Premier League.
Statystyki biegowe nie zawsze pokazują, czy drużyna pracuje ciężko. Może istnieć różnica między całkowitym dystansem a liczbą sprintów. Jeśli drużyna dominuje w posiadaniu piłki — Liverpool ma średnio 60,2% posiadania, co jest jednym z najwyższych wyników w lidze — to naturalne, że biega mniej niż przeciwnik.
Na przykład w sezonie 2021/22 Liverpool zdobył 92 punkty i przegrał mistrzostwo z Manchesterem City, ale został „zabiegany” w 26 z 38 meczów ligowych.
Większym problemem jest jednak to, co widać gołym okiem. Po raz kolejny do ostatniego gwizdka Liverpool był przechytrzony i zdominowany fizycznie przez przeciwnika. To nie jest akceptowalne dla żadnej drużyny, a już na pewno nie dla aktualnego mistrza Anglii.
Zbyt często w tym sezonie tożsamość zbudowana przez poprzednika Slota, Jürgena Kloppa, która zmuszała rywali do uległości, została zastąpiona pasywnością i brakiem intensywności.

Zmiana trenera miała przynieść większą kontrolę i w zeszłym sezonie udało się znaleźć idealną równowagę, co zaowocowało mistrzostwem, ale kontrola często wynika z agresji i gry na wysokiej intensywności. Tego nie można powiedzieć o obecnym Liverpoolu.
Przed rewanżem z Galatasaray Slot mówił, że jego zespoły „w 80 lub 90 procentach meczów” pracują ciężej i tworzą więcej okazji niż rywale, jednak raz po raz przeciwnicy wyglądają fizycznie lepiej w końcówkach spotkań. Seria traconych w końcówkach goli w tym sezonie – choć różna w szczegółach – to trend, którego nie można ignorować.
W miarę upływu czasu coraz bardziej prawdopodobne było, że to Brighton podwyższy prowadzenie, niż że Liverpool wyrówna. Cody Gakpo męczył się w ataku, a choć Florian Wirtz był aktywny, brakowało konkretów pod bramką.
Plany powtórzenia występu ze środy pokrzyżowały kontuzje. Problem mięśniowy Mohameda Salaha z meczu z Galatasaray, brak Alissona przed spotkaniem z Brighton, a także zejście Hugo Ekitike już po ośmiu minutach na Amex Stadium.
Liverpool postawił latem na jakość transferów i sprzedaż zawodników za dobre pieniądze. Oznaczało to jednak świadome ryzyko związane z mniejszą kadrą. Długoterminowe kontuzje Alexandra Isaka, Giovanniego Leoniego i Conora Bradleya, a także nawracające problemy zdrowotne Jeremiego Frimponga sprawiły, że Slot ma ograniczone pole manewru.
Musiał polegać na tej samej grupie zawodników przez cały sezon. Ciągłe granie przy napiętym terminarzu z pewnością miało wpływ.
Rzut oka na ławkę rezerwowych tylko podkreśla problem. Często są tam młodzi zawodnicy i piłkarze rzadko wykorzystywani przez trenera. 17-letni Rio Ngumoha spisywał się dobrze po wejściu i znów pokazał się z dobrej strony po pojawieniu się w 63. minucie, ale Federico Chiesa nie był w stanie wpłynąć na przebieg meczu.

To nie jest wyłącznie wina trenera. Są okoliczności łagodzące, w tym zaburzony okres przygotowawczy z powodu tragicznych wydarzeń oraz zawodnicy, którzy musieli dostosować się do fizycznych wymagań nowej ligi.
- Mógłbym teraz wymienić wszystkie powody, przez które przegraliśmy w tym sezonie. Słyszeliście o straconych golach w końcówkach, a dzisiejszy mecz podsumowuje nasze problemy z kontuzjami – powiedział Slot.
- Moim zadaniem jest znaleźć rozwiązania i próbowałem to zrobić również dzisiaj.
Jednak tych rozwiązań wciąż brakuje. Pierwsza piątka w Premier League niemal na pewno zapewni grę w Lidze Mistrzów. Liverpool jest piąty, ale ma tylko punkt przewagi nad Chelsea, która przegrała wczoraj z Evertonem. Przed Liverpoolem mecze z Manchesterem City w ćwierćfinale FA Cup oraz z Paris Saint-Germain na tym samym etapie Ligi Mistrzów.
Liverpool przegrał już 10 meczów ligowych – najwięcej od sezonu 2015/16, gdy Klopp zastąpił Brendana Rodgersa. Stracił też więcej bramek (42) niż w każdym z dwóch poprzednich sezonów (po 41).
Nie da się skręcić, gdy droga jest prosta.
Iskra nadziei po meczu z Galatasaray zgasła równie szybko, jak się pojawiła.
Taka jest rzeczywistość Liverpoolu – mają siedem meczów, by zdobyć wystarczającą liczbę punktów i zakończyć sezon w pierwszej piątce.
Andy Jones

Komentarze (2)